Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

Czy mam odwagę „wyjść z krzaków” i przyznać się do braku zaufania Bogu, braku wiary, że On wie lepiej co dla mnie dobre?
Czy wierzę, że mimo mojej niewiary On ciągle mnie szuka, wierzy we mnie i daje obietnicę – obietnicę zwycięstwa, nowego początku?
Czy daję się odnaleźć Bogu w tych moich życiowych zaroślach?
Bo czy umiałabym aż tak zaufać, żeby „zrobić wszystko, cokolwiek mi powie”?
A może jest we mnie tylko krzyna zaufania? Takie „nie mam już”, taka mała odrobina, którą On może przemienić w obfitość. Jemu to wystarczy... 
Czy jestem w stanie uwierzyć, że mój brak to początek Bożych możliwości objawiania się Jego chwały, a to może być początkiem mojej wiary?

Powierzajmy się dziś orędownictwu Maryi – Matki Kościoła pamiętając, że dzięki Jej wstawiennictwu i zaufaniu wszystko się zaczęło i wszystko może się zacząć…
Na początku była woda przemieniona w wino dające radość, aby potem
wino mogło być przemienione w życiodajną krew…
I tak toczy się historia ludzkiej wiary i zaufania oraz Bożego zwyciężania…