Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

zz

Z dzisiejszych czytań wyłania się problem grzechu. A grzechem jest nie posłuchać Boga, zignorować słowo Pana, a postawić wyżej własną wolę. Dlatego tak ważne jest milczenie, żeby Bóg mógł do mnie mówić bezwarunkowo, żeby przyjąć co mówi do mego serca. A często jest tak, że nie stanę w prawdzie o sobie dopóki nie przestanę gadać. Dać się prześwietlić Słowu – dziś usłyszeliśmy – tylko przez milczenie.

Dzisiejszy Psalm 51 ma swój kontekst – grzech Dawida z Batszebą, który zawiera kilka typowych elementów wpadania w grzech: niewdzięczność i brak pokory w sytuacji pomyślności, zaniedbywanie obowiązków, brak samodyscypliny w okresie nudy, przyplątywanie się pokus seksualnych właśnie w chwilach znudzenia, wykręcanie się od odpowiedzialności („zamiatanie pod dywan”), posługiwanie się kolejnym złem w celu zatuszowania już dokonanego postępku, uparte korzystanie z owoców zła, intryganctwo, zaślepienie… aż do samo-zapętlenia się i przyparcia samego siebie do ściany.

Z kolei w Ewangelii jest mowa o grzechu próżnej chwały ludzi porządnych i pobożnych, co „impregnuje” ich na rozwój moralny, przez co ich dobre uczynki pozostają „zewnętrzne” wobec ich serca, nie „wnikają pod skórę”, nie stają się klasyczną cnotą, czyli racjonalno-emocjonalną sprawnością.

Grzech degraduje człowieka. Grzech uderza też w innych, w przypadku grzechu Dawida uderza w Batszebę, Uriasza, wojsko, lud. W Biblii grzech nigdy nie jest sprawą prywatną. Grzech rani też miłość Boga, ale nie unicestwia tej miłości i odwoływanie się do tej miłości jest nieustannie naszym ratunkiem.

Przeczytajmy jeszcze raz dzisiejsze Słowo, pomilczmy, dając mu się prześwietlić, chciejmy posłuchać, co Pan chce powiedzieć do mnie tak osobiście.