Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

003258 01 milosc nieprzyjaciol graniczy z boskoscia

Dziś Jezus wzywa do miłości nieprzyjaciół, żeby nie pozostawać na poziomie miłowania, pozdrawiania i troszczenia się tylko o tych, którzy nas miłują. Wzywa nas do przekraczania siebie. Dlaczego? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. Jeśli czerpiemy miłość od Boga, to powinno jej także wystarczyć dla naszych nieprzyjaciół.

Anselm Grün napisał: „Twierdzę, że nienawiść do nieprzyjaciela jest na dłuższą metę bardziej męcząca niż miłość do niego. To, że kocham nieprzyjaciela, nie oznacza przecież, że staję się ofiarą nieprzyjaznych mi ludzi. Miłość do nieprzyjaciół to coś aktywnego. Wrogość powstaje zwykle poprzez projekcje. Ponieważ drugi człowiek nie potrafi zaakceptować sam siebie, zwalcza we mnie to, co uważa u siebie za takie złe. Jeśli na to wrogie zachowanie zareaguję oburzeniem, nieprzyjaciel narzuci mi reguły gry. Kochać nieprzyjaciela nie oznacza również pozwalać na wszystko. Po pierwsze oznacza to, że przejrzałem projekcję: Jak bardzo zraniona musi być ta druga osoba, że musi wciąż mnie ranić? Jak rozdarta musi się czuć, skoro najchętniej także mnie chciałaby rozedrzeć? Dostrzegam więc w nieprzyjacielu zranionego człowieka. Nie przejmuję jego projekcji, ale zastanawiam się, czego potrzebuję, aby osiągnąć wewnętrzny spokój. Nie daję mu władzy nade mną. Inne pytanie brzmi potem: Jak zareaguję na jego wrogie ataki? Miłość do nieprzyjaciela nie zabrania mi się bronić. Nie bronię się jednak przed nieprzyjacielem, ale przed tym, kto jest wewnętrznie rozdarty i komu współczuję. Bronię się, aby nawiązał on kontakt z prawdą o sobie, ale daję mu odczuć, że nie odrzucam go jako człowieka".

Pomódlmy się dzisiaj za jedną trudną osobę z naszego otoczenia czy historii życia, posyłając jej błogosławieństwo do tych miejsc, w których sama była zraniona i jest rozdarta, a przez to rani innych.