Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

Rdz 3,9-15.20 lub Dz 1,12-14; Ps 87,1-3.5-6; Łk 1,28; J 2,1-11 lub J 19,25-27

Nikogo na ziemi nie nazywajcie Ojcem..., a Matką?

           Duchu Święty, tylko Ty masz pojęcie o tym, jaka moc jest w Tobie. Nasze ograniczone zdolności poznawcze, emocjonalne, psychiczne, fizyczne, wystawiają już wszelkie możliwe sposoby tłumaczenia się, próbują już ze wszystkich stron dać o sobie znać po to, żeby je zauważyć, żeby im służyć, żeby się im podać. Dziękujemy Ci, że masz na nie sposoby, że nieprzypadkowo nas tu zgromadziłeś, że nieprzypadkowo Jezus akurat teraz, w tej godzinie chce do nas mówić. Zwyciężaj Duchu Święty. Nie będziemy się tutaj zbytnio starali, bo jeżeli Ty jesteś w nas sprawcą i chcenia i działania (Flp 2,13), jeżeli Ty zechcesz otworzyć nam serce, to tak się stanie, a jeżeli stwierdzisz, że fizycznie mamy w tej chwili być obecni, w jakiś inny sposób przemycisz treści słowa Bożego do nas, to też tak będzie. Działaj w wolności i pozwól nam także, bez spinania się, bez jakiegoś naprężania się, być wolnymi.

       Najprostsze pytanie, po dzisiejszej lekturze słowa podczas dzisiejszego święta jest takie: Czy w twojej wierze masz miejsce dla Maryi? Czy ja w mojej wierze mam takie miejsce dla Maryi? A dlaczego mamy mieć miejsce dla Niej? Bo jest dla Niej miejsce w słowie Bożym, a słowo Boże odczytuje nasze życie. Jest to miejsce rzeczywiście warte zauważenia i na pewno nie jest to miejsce, które często przypisują nasze odczucia, czy często także i wypaczony kult Maryjny.

       Niejeden papież już się z tym w Kościele borykał, pisząc różnego rodzaju dokumenty o kulcie Maryi, akcentując Jej rolę, żeby Jej krzywdy nie robić czyniąc z Nią „Czwórcę” Świętą, i żeby Jej też nie pomniejszać, żeby nie uważać, że jest jedną z wielu świętych, bo jest Najświętszą Maryją Panną.

         Ale istotnie, Ona ma miejsce w słowie Bożym. I dlatego pytanie: Jakie miejsce ma Maryja w moim życiu? Nie chodzi tu o katechizmową odpowiedź. Tylko przejrzyj sobie (ja też sobie przeglądam) miniony tydzień. Czy – oprócz tego, że przeczytałaś, że dzisiaj jest Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła – w ogóle Jej imię było na twoich ustach?. Bo to są kryteria bardzo jasne.

           Nieraz my tak się czarujemy, próbujemy się silić na jakieś wielkie odpowiedzi, co by ten Pan Bóg chciał usłyszeć? On by chciał usłyszeć to, co jest, bo to jest prawda. Po co chciałby to usłyszeć? No, na pewno nie po to, żeby nam zwymyślać, żeby nas w jakiś sposób pomniejszyć, poniżyć, wyśmiać, powiedzieć: Co ty w ogóle sobą reprezentujesz?! To Ja tu daję Matkę Maryję, a Ty nie wymieniłaś Jej imienia dzisiaj? Absolutnie nie po to. Tylko po to, żebyśmy się spotkali z tą prawdą, biblijną prawdą. A jaka jest ta biblijna prawda? Ano taka, że Jezus powiedział: Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem (Mt 23,9), ale powiedział: Oto Matka twoja. To jest ciekawe.

              Jaka to jest Matka? Ma być to Matka moja, twoja, nasza, Matka Kościoła, który Jan reprezentuje, sam o tym jeszcze nie wiedząc, bo nie stoi tam jako bohater, ale jako przyszywany członek rodziny, bo ma znajomości u arcykapłana i dlatego został wpuszczony na dziedziniec i później szedł pod krzyż. On jest przedstawicielem tego Kościoła. Jaka to jest Matka i jakie ma miejsce w moim i twoim życiu? A ma mieć miejsce w życiu, bo tak mówi Pismo Święte. A Pismo Święte – powtórzmy – odczytuje nasze życie. Ona rzeczywiście została nazwana Matką, i to przez samego Jezusa, Matką naszą. Czemu taki tytuł Jej przysługuje? Odpowiedź katechizmowa i taka pierwsza, która rzuca się na pierwszy ogląd, jest bardzo prosta: Bo była matką Jezusa. Jeżeli była matką Jezusa, a Jezus jest twoim bratem, to wszystko wskazuje na to, że jest naszą matką. Ale także dlatego, że ona miała swoją drogę wiary, tak, jak ty, ja mamy mieć swoją drogę wiary, swoją drogę odkrycia w Bogu Ojca. I w Jezusie - co w przypadku matki mogło być znacznie trudniejsze, odkrycia nie tylko swojego Synalka - o nie, jak to śpiewamy w tych wszystkich kolędach słodko brzmiących, (żeby nie powiedzieć inaczej), kiedy śpiewamy: Lili lili laj, i jakieś tam Paniąteczko. Nie tylko kogoś takiego. Ale odkryła swojego Zbawiciela, a to już jest droga, którą każdy z nas także ma do pokonania. Tak, że tutaj Maryja żadnych ułatwień nie miała. Skąd my to wiemy? Tak trzeba powiedzieć, żeby jakoś tak bardziej uczynić ją ludzką, czy podkreślić trafność sformułowania, którego użył ks. Twardowski: taka ludzka Maryja? Nie, tak mówi Pismo Święte, że Ona zmieszała się na te słowa (Łk 1,29), że Bóg może mieć taki pomysł, że Ona przecież jako kobieta, jako matka, ta, która otwarła się na Ducha Świętego, wyczuwa pewne rzeczy. Co Ona musiała przeżywać, kiedy rozpoznała, że Józef chce potajemnie ją oddalić (Mt 1,19) od siebie. Tylko kobieta może tutaj coś powiedzieć. Masz oparcie w kimś, jesteś pewna czyjegoś oparcia i przeczuwasz, że on chce ciebie potajemnie oddalić od siebie.

            Jaką drogę Ona miała do przejścia? Czy tę drogę, o której mówi Pismo Święte, kiedy Maryja uległa presji – bo przecież taki kontekst tam jest – rodziny, która przyszła uspokoić Jezusa, bo mówili, ze zwariował. Że: co On wygaduje, nie ma takiej miłości. Co On robi? Przecież On nie ma czasu, żeby zjeść. Więc przyszła i stała na dworze. Kiedy ktoś poszedł i mówi:Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze (Mt 12,47). I odpowiedź Jezusa: Oto moja matka i moi bracia.Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mt 12, 49-50).To jest moja rodzina.

             Co musiało się dziać w sercu Maryi? Co się dzieje w moim i twoim sercu, kiedy nagle odkrywasz, że ktoś stawia ci przed oczy tak potężny znak zapytania, wątpliwości: A czy ty w ogóle pełnisz wolę Ojca? Co ty sobie ubzdurałaś? Co ty w ogóle robisz, jak ty wychodzisz z założenia, czy ja wychodzę z założenia, że odejdę od zmysłów, jak się tak za bardzo przejmę słowem Bożym?

         Ona ma drogę odkrywania. Zobaczcie, jak ona bardzo staje się ludzka, kiedy patrzymy na Nią przez pryzmat Pisma Świętego. Jaka staje się ludzka! Ile jest w niej zmagań! To właśnie robi słowo Boże: oczyszcza Maryję z „porcelany”. Z tego wszystkiego, co zrobiło z Niej figurę – w złym tego słowa znaczeniu – i to jeszcze bez Jezusa. Bo, jak dobrze wiemy, w Piśmie Świętym Maryja jest ciągle przy Jezusie. I taka ma być też poza Pismem Świętym. Bo jak mówił nie raz już cytowany śp. Ks. profesor Kudasiewicz, który cytował Norwida: Dziecka nikt z ramion matki nie odbiera. Przedstawiając Maryję samą robi się Jej krzywdę . Ona jest zawsze w relacji do Boga.

         Zawsze robisz sobie krzywdę, i ja robię sobie krzywdę, kiedy rozpatrujmy swoje życie tylko w relacji do siebie, do swoich odczuć, najbardziej kochanych, tak, jak w przypadku Maryi, najbardziej kochanych, bo Ona przecież patrzyła na Jezusa też jako na swoje dziecko. Prywatny Jezus. Mój. Mój ci On.

           Bardzo ważna jest wypływająca z dzisiejszego święta prawda o miejscu Maryi, o Jej drodze życia, Jej obecności w moim życiu. W moich zmaganiach z wiarą i z niewiarą. Z pojmowaniem Jezusa prywatnego i z pojmowaniem Jezusa wspólnotowego. Moja droga.

           Stąd, kiedy dziś Pan Jezus w ostatnim tchnieniu patrzy na Nią i widzi, że Ona stoi obok krzyża, że – powtórzmy to chyba już milionowy raz – Ona nie szarpie się za włosy, nie krzyczy, nie wrzeszczy, nie rozpacza. Jak się Ją tak przedstawia na obrazach, to kolejna krzywda. Maryja stała obok krzyża. Jezus widzi dzielną niewiastę, która potrafi tyle znieść. Niewiastę, w której co musiało się dziać, kiedy myślała, że Józef Ją oddali? Wątpliwości ludzkie pukały z całą siłą. Co musiało się dziać w Niej pod krzyżem? Kiedy nie ma anioła. Kiedy jest Jan, który tak naprawdę jeszcze szuka w Niej oparcia, gdy powinien być oparciem dla Niej. Co musiało się dziać? Co Ona musiała słyszeć? Można sobie to wyobrazić.

                Jak zanotowano w zapiskach – nie wiem, czy ona sama, ale na pewno siostry zanotowały – święta Teresa ostatnich dniach swojego życia pisała rzeczy, które przeraziły przełożone. Te przełożone pochowały te zapiski, bo jak by się ktoś dowiedział, co ona myślała w tych dniach, to by straciły wiarę.

Papież Benedykt w książce Wprowadzenie w chrześcijaństwo, jeszcze jako Józef Ratzinger, mówi: Dobrze, że się znalazły mądre siostry, które wydobyły je na światło dzienne. Ona miała ateistyczne myśli jako pokusy. Była uderzana w ten sam punkt – może ktoś się zgorszy. Przecież Jezus nie był uderzany w ten sam punkt – najczulszy punkt – zaufania do Ojca? No i gdzie jest Ojciec?Jak jesteś Zbawicielem, jak zaufałeś Panu? Jak to zaufanie wygląda? Przecież Ty jesteś skończony. To się wszystko kończy. Koniec.

            Co musiało się dziać w Maryi, skoro takie ataki były w Jezusie. Zwariowałaś? Kim Ty jesteś? Ty jesteś nikim. To się wszystko kończy. Naopowiadałaś sobie, przecież Ty, jak kobieta, jeszcze natworzyłaś historii, natworzyłaś różnych rzeczy – koniec. Koniec. Nie czaruj się. Czarno na białym jest napisane – przegrałaś. Źle zinterpretowałaś. Nie odkryłaś w Nim Zbawiciela. Jakie tam pokusy musiały być – nie wiemy. Możemy tylko jedno powiedzieć – stała pod krzyżem. Jezus, sam zmagając się z fizycznym bólem, zmagając się z tymi wszystkimi atakami, pokusami, które są w Nim, patrząc na Maryję widzi w Niej Matkę. A kto jest Jego Matką? Ta, która pełni wolę Pana. Co robi Maryja pod krzyżem? Pełni wolę. Czarno na białym jest, że skończ już, przestań się oszukiwać, jesteś skończona. Wszystko się zaczyna. Teraz będzie miała dzieciaków dopiero! Teraz się zacznie gromadka powiększać! Teraz będą się rodzić przez wiarę. Od tego momentu – katastrofy, całkowitego końca świata. Bo ten świat trzeba skończyć. Bo starego człowieka trzeba po prostu zabijać, krzyżować. Ma się rodzić nowy dzień za dniem.

            I w tym narodzeniu nie ma lepszych specjalistów niż kobiety.

            Maryja. Jakie miejsce ma w twoim i moim życiu, pobożności, po Bożemu czytaniu świata? Jakie ma miejsce Maryja?

            Oto Matka twoja. Weź Jąw tej godzinie do siebie - realnie, biblijnie. Jeśli nie biblijnie, to Jej w ogóle nie bierz, bo Jej krzywdę zrobisz, a sobie jeszcze większą. Biblijnie. Z Jej drogą wiary. Z Jej drogą zmagań.

Ksiądz Leszek Starczewski