Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

Aktualności

25 Wrz 2021;
09:00AM - 02:30PM
Spotkanie formacyjne na Wesołej

Dz 17,15.22-18,1; Ps 148,1-2.11-14; J14,16; J 16,12-15

Należy mi się... czy to jednak jest dar?

Duchu Święty, Ty znasz nasze umysły i serca, i wiesz, że bliższe nam od słowa Jezusa są nasze odczucia. To, co odkryliśmy, co zrozumieliśmy, do czego doszliśmy, jest tym, co nas bardziej otwiera niż słowa Jezusa i to, że ma coś do powiedzenia, że przychodzi z nowością, by nas uzbroić mocą z wysoka i oczyścić ze złudzeń. Pomóż nam, Duchu Święty, abyśmy się poddali nie pokusie, która jes wyrafinowaną formą pychy, polegającą na tym, że: Nam się należy to rozważanie. Jak to? Nie będzie rozważania? A co to jest? A dlaczego nie? Nam się należy ta strona internetowa. Nam się należy ta wspólnota. Nam się należy Kościół. Nam się wszystko należy! Wszystko się nam należy. Daj nam odkryć, że wszystko jest darem. Darem pięknym, ale kruchym, który przechowujemy (…) wnaczyniachglinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7). Porządkuj nas na samym starcie tych rozważań, żebyśmy czasem nie wyszli z pozycji kogoś, komu się należy.

Paweł, Sylas i towarzysze niestrudzenie głoszą słowo Boże. Mają ogromny power, ogromną moc Ducha Świętego. Taką samą zresztą, jak ty, drogi odbiorco Dobrego Słowa. Oni się poddają tej mocy. Oni z całą swoją obecną strukturą myślową, uczuciową, psychiczną, fizyczną, duchową, poddają się mocy Ducha. Są nastawieni na Jego prowadzenie.

A jak Duch prowadzi? Awiejetam, gdzie chce, i szumjegosłyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża (J 3,8). Możesz i oberwać nienawiść, i ją przetrzymać. I mogą cię wsadzić do więzienia, rozebrać publicznie, siec rózgami, a ty jesteś w stanie to znieść. Mogą także przyczynić się do tego, do czego się przyczynili przed tym fragmentem Księgi Dziejów Apostolskich, którym dziś się zajmujemy, czyli podburzeniem tłumu, wywołaniem zamieszek, których skutkiem będzie namowa braci Pawła i natychmiastowe wysłanie go, aby uciekał w kierunku morza.

I Paweł trafia do Aten. Czeka tam na swoich towarzyszy. Poszedł sobie na spacer, do galerii różnych bóstw, popatrzył sobie na wystawy sklepowe, na tę niesamowitą przebiegłość, spryt intelektualny Ateńczyków, którzy wystawiali wszystkim bóstwom posągi, ołtarze. A żeby komuś się czasem nie narazić, to wystawili także posąg „Nieznanemu Bogu”. Ależ postawa. Hmm… Jakżeż bliska wielu z nas: z wszystkimi żyć dobrze, żeby się komuś nie narazić.

Iluż kaznodziejów ulega tej pokusie: tak powiedzieć kazanie, żeby czasem niewierzący, który przypadkiem trafił na tę Mszę Świętą, nie poczuł się urażony. Urażony w swoim egoizmie, nie w swojej godności. Urażony w znaczeniu: wezwany do nawrócenia. Tak mówić, żeby nikogo nie oburzyć. I są te flaki z olejem często przetwarzane kolejny raz, nic nie wnoszące do życia, bądź – bo może być druga skrajność – skrajność, która wyraża się w oczekiwaniu nowinek, czegoś, co mnie jakoś specjalistycznie poruszy. Tak zresztą określili Pawła, który przechadzając się po tej galerii, rozpoczął to, od czego (apostołowie) rozpoczynali w każdym miejscu, gdzie się pojawili, od dialogu z Żydami w synagodze – bo zbawienie bierze początek od Żydów – a później szli w inny teren, do pogan.

No i trafili na kogo? Na filozofów epikurejskich – jak mówi osiemnasty werset rozdziału Księgi Dziejów Apostolskich, który dziś rozważamy – filozofów stoickich. Spierali się z nimi. A inni ich pytali: Co nam ma do powiedzenia ten nowinkarz? Biblia paulistów definiuje słowo nowinkarz. Oznacza ptaka, który zbiera pokarm na śmietniskach. Już na dzień dobry ma określenie: Co ty mi masz do powiedzenia?

Druga uwaga: jest tak nie raz, że kiedy się do kogoś uprzedzimy, mamy już swój pogląd na czyjś temat, to tak startujemy: Co on mi może powiedzieć? Jeżeli przyzwyczaimy się do człowieka, nie pozwalamy mu być kimś, kogo ciągle na nowo każdego dnia trzeba odkrywać, zdobywać, tylko go sobie zaszufladkujemy, to: Co on mi może powiedzieć ten mój mąż? No, co może powiedzieć mój stary? Co on mi może jeszcze w życie wnieść? Co ona mi będzie jeszcze dzisiaj truła? Przecież to jest jasne, że muszę to przetrzymać. Niestety ulega się tego typu pokusom.

Brak świeżości bierze się stąd, że po przebudzeniu nie jesteśmy ciekawi świata. Nie będziemy ciekawi świata, jeśli nie będziemy – wróćmy do początku tego rozważania – poddani natchnieniom Ducha Świętego.

Paweł też się uczy tego poddania natchnieniom Ducha Świętego. „Na dzień dobry” jest traktowany jako nowinkarz. I co on na to? Stanął pośrodku areopagu i zaczął swoją wymowę. Błyszczał! Ooo, jak intelektualnie dopracował tę przemowę, jak retorycznie do tego podszedł! To jest po prostu majstersztyk!

Można przygotować się na pewne rzeczy, tak je dopracować, karteczki napisać, że hej! Wydaje się, że Paweł tak tutaj działa. Rzeczywiście, prowadzi wywód intelektualny, który kończy i doprowadza do kerygmatu, do zdania wywołującego to, co wywołuje. A mianowicie: Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: Posłuchamy cię o tym innym razem. Wyśmiali go.

Trzecie pytanie: Jak jesteś nastawiony na to, że jeśli jesteś wierny Chrystusowi, to będziesz się musiał mierzyć także z tym, że spotkają cię drwiny, wyśmianie? I wewnętrzne, bo wewnątrz siebie będziesz słyszał: Ty obłudnico, jeszcze się będziesz modlić? Przecież ty nie czujesz tego. Przecież ty nie spełniasz słów, które słyszysz w rozważaniach. Ty jeszcze chcesz sięgać do niego? I zewnętrzne: Taka święta? Już nie przesadzaj z tą świętością! I wiele innych. Na ile się nastawiamy, że także i drwiny są wpisane w mój wzrost w łasce u Boga i u ludzi?

Co robi Paweł? Paweł opuszcza ich. Pokrzepienie przychodzi z tego faktu, który odnotowany jest w rozdziale 1osiemnastym, w trzydziestym czwartym wersecie: Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.

To musiał być wstrząs, który rzeczywiście przeżył ogromnie. Po pierwsze dlaczego ten wstrząs musiał przeżyć ogromnie? Dlatego, że później, kiedy trafi do Koryntu – w drugim rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian powie: Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.(1Kor 2,1-6)

To jest wniosek Pawła. Już nie chojrakował. Wiedział, że przed każdym spotkaniem ze słowem potrzebna jest pokora, potrzebne jest drżenie i bojaźń. Masz takie drżenie i bojaźń? Czy z pozycji kogoś, komu się należy, sięgasz do słowa?

I druga z nauk, które Paweł wyciąga. On właściwie później już nigdy nie będzie sam przemawiał. Będzie zawsze miał kogoś obok. Potrzeba wspólnoty. Jesteś w jakiejś wspólnocie? Rozmawiasz z kimś o Bogu? Czy uprawiasz partyzantkę, solóweczkę, prywatyzujesz wiarę? Samson miał taką pokusę i jej uległ. Sama dla siebie to rozważanie robisz. Powiedziałaś, powiedziałeś komuś, żeby posłuchał słowa? Czy zwróciłeś uwagę na jakąś siłę, wartość jaką daje ci Bóg i może dać drugiej osobie, z którą się spotykasz i nawet gęby nie otworzyłaś w kontekście słowa?

Paweł wyciąga wniosek. Uczy się. Czy ty i ja, siostry, bracia, odbiorcy – ja tak mówię do ciebie, a przecież mówię do siebie, jestem pierwszym słuchaczem tego – jesteśmy nastawieni na to, że mamy się ciągle uczyć? Czy już mamy tak napchane nasze mózgi, nasze serca, nasze doświadczenia, że: co mi może powiedzieć ten nowinkarz? Nie ma nowinek w tym słowie? Nie ma czegoś, co mnie zachwyci, zainspiruje, sprawi, że napiszę oryginalne echo – jeżeli w ogóle pisze, jeżeli w ogóle gębę otwieram, klawiatury używam, żeby cokolwiek napisać? Niektórzy może się będą teraz dołować, a niektórzy zleją to, po prostu nie przejmą się tym: Niech gada tak o tym echu. A niech sobie gada dalej.

Panie Jezus, moc Twojego Ducha przychodzi, aby nas oczyszczać, zrobić nam trzęsienie ziemi tak, jak Pawłowi. Po co? Żeby nas poniżyć? Żeby odebrać nam nadzieję? Żeby odebrać nam wiarę? Żeby traktować nas jak śmieci? Nie! Żeby pokazać nam naszą kondycję, w którą wkracza Ty wkraczasz i którą możesz przemieniać, podnosić, tak, jak robisz to teraz.

Ksiądz Leszek Starczewski

Słowo

Echo Słowa

Gościmy

Odwiedza nas 1230 gości oraz 3 użytkowników.

Nowi użytkownicy

Zalogowani

Wszyscy

789475
DzisiajDzisiaj256
WczorajWczoraj283
W tym tyg.W tym tyg.916
W tym mies.W tym mies.2288
WszyscyWszyscy789475

logowanie