Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

Aktualności

Dz 4, 32-35; Ps 118; 1J 5, 1-6; J 20, 19-31

Tylko dwie opcje

           Duchu Święty daj nam świadectwo obecności Chrystusa pośród nas w tej chwili. Przeniknij historię naszego życia, naszą wiarę i niewiarę, nadzieję i beznadzieję, naszą miłość i nienawiść, nasze domowe relacje. Przeniknij swoim światłem i pozwól nam doświadczyć, że Jezus jest tu prawdziwie, i że prawdziwie do nas przychodzi.

Właściwe są dwie opcje, dwa wybory. Pierwszy wybór to ten, że zmartwychwstały Chrystus jest tu obecny i tak, jak zauważa autor Apokalipsy św. Jana, właśnie wtedy, kiedy sprawuje się Eucharystię szczególnie w pierwszy dzień tygodnia przechadza się po kościele. Przechadza się, i Jego oczy są jak ogień, głęboko przenikające, dotykające głębi historii naszego życia, często niezrozumiałej, nie do końca do zaakceptowania. Przenika i patrzy głęboko, czyli nie tylko na zewnętrzną warstwę. Nie patrzy, jak ktoś jest dziś ubrany, czy ma markowe ciuchy czy nie, jaką ma komórkę, jaki samochód. Nie! Nie! Patrzy bardzo głęboko. Zmartwychwstały jest tu żywo obecny, to jest pierwsza opcja.

       A druga opcja, to nasza obecność tutaj podyktowana jest tylko tradycją. Po prostu, wypada przyjść raz na jakiś czas, w końcu Święta są, no więc się przychodzi. Idzie się do sklepu, idzie się do kościoła, tak już jest w życiu.

I właściwie nie ma trzeciej opcji. Albo zmartwychwstały rzeczywiście tu jest, przemawia do nas, zna historię naszego życia, chce dotknąć jej swoim życiem, swoim światłem, albo to wszystko jest bujda i –jak mówi Św. Paweł jesteśmy żałośni i godni politowania (por.: 1 Kor 15,19). Bo jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, to co my tu w ogóle robimy?! Co mamy do zaproponowania, że tak powiem?! Wielu ludzi umierało mówiąc, że umiera za ojczyznę, za tych, za tamtych... . Jezus też mógł mówić, że umarł, ale jeżeli nie zmartwychwstał, to rzeczywiście jest to godne politowania. I to jest przedziwne, że wybór jednej z tych opcji ciągle jest w nas.

Dziś opcję tego, że Chrystus jest tu prawdziwie obecny i zmartwychwstały, chcą potwierdzić rodzice Dawida Stanisława. Chcą potwierdzić i chcą wypowiedzieć na razie w jego imieniu. Dawid będzie się przypatrywał swoim rodzicom, czy ten zmartwychwstały faktycznie jest obecny w ich życiu czy też naprawdę jest. Pewnego dnia i on będzie miał okazję potwierdzić bądź powiedzieć bardzo przepraszam, ale jak patrzę na was, mówcie wszystko, ale nie mówcie, że tu jeszcze jakiś Chrystus żyje. Będzie miał tę opcję, a dziś rodzice w jego imieniu to wybierają. Natomiast każdy z nas tę opcje potwierdzenia bądź zaprzeczenia ma także i w tej chwili, bo zmartwychwstały Chrystus rzeczywiście do nas przemawia. Przez kogo przemawia do nas zmartwychwstały Chrystus? Przez Swoje słowo. Kto to Słowo spisał? Spisali, jak wiemy, pod natchnieniem Jego Ducha wybrani ludzie. I ci ludzie to osoby, które spotkały Go jako zmartwychwstałego. I stało się coś niebywałego w ich życiu. Bo to życie diametralnie się zmieniło.

Tydzień temu, w Zmartwychwstanie, przemawiał do nas zdrajca, okropny tchórz, człowiek, który co innego deklarował a co innego zrobił, człowiek, który wystraszył się nie żołnierzy, nie biczowania, tylko służącej – przemawiał do nas Piotr. On po pięćdziesięciu dniach zamknięcia z obawy przed Żydami (J 20,19), z obawy przed tym , co przeżył, przed tym, co było dla niego szokiem, do czego jest zdolny, co gadał, a co zrobił. Po pięćdziesięciu dniach, złapany Duchem Świętym wychodzi jak komandos i mówi: zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go martwych, czego my jesteśmy świadkami. Już się nie boi. Nie dlatego, że sobie coś przemyślał. Że wyszło na to, że no, z czego tu żyć, trzeba coś gadać, będziemy mówić, że zmartwychwstał.Dlatego, że spotkał Zmartwychwstałego, który złapał go, czy dotknął go w najbardziej tchórzliwym jego punkcie. Dotknął go w miejscu, w którym zdradził zmartwychwstałego. Jak go dotknął? Scenę mu zrobił? Przepytał go jeszcze? Przycisnął do mur u i –jak mówią młodzi –z baniaka pojechał i powiedzieć coś jeszcze? Nie. Zapytał go tylko: Piotrze, czy Ty mnie kochasz? Czy to, co się stało, nie zabrało Ci miłości do Mnie? Piotr został złapany jako zdrajca i pokochany jako zdrajca.

Jeśli ktoś ma doświadczenie tego, że zrobił coś ohydnego w życiu, a zwrócił się do Boga, patrzył Mu w oczy i zapłakał, i ten Bóg mu powiedział: Pokój tobie, to jest gotów oddać życie. Nie jest już zamknięty. Nie chowa swojej wiary tylko w tradycję, ale zdecydowanie o niej mówi. W sposób jednoznaczny o niej świadczy, tak jak Piotr, który jak mówi tradycja i podania chrześcijańskie do końca życia jak słyszał pianie koguta, to płakał. Te łzy go nawilżały, przypominały, że ciągle potrzebuje miłosierdzia, że nawrócenie, to nie jest raz na rok, raz na jakiś czas. Codziennie się budzi i codziennie Pan Bóg na nowo go zdobywa. Jak mówi Tradycja, oddał życie, powieszony odwrotnie na krzyżu, bo nie czuł się godny. Tydzień temu przemawiał do nas Piotr. A dzisiaj kto do nas mówi?

A dzisiaj do nas mówi ten, który w Zmartwychwstanie mówiąc naszym językiem nie był w kościele. Nie był –mówiąc naszym językiem u Komunii świętej. Bo w pierwszy dzień tygodnia, kiedy Apostołowie przybywali zamknięci w wieczerniku, jego tam nie było. Nie był na rezurekcji. I taki człowiek mówi nam dzisiaj o zmartwychwstałym Chrystusie, o miłosiernym Bogu. Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, bliźniak. Taki człowiek składa świadectwo, że Jezus jest zmartwychwstały. Jasne... . Myśmy przyzwyczaili się już mówiąc, że Tomasz to jest niewierny i ładuj w niego, że nie widział. Mówili mu Apostołowie. Podobno w oryginale jest użyte takie słowo, że oni wręcz tańczą, są pełni takiego wewnętrznego przekonania, jakby chcieli na nim wymusić: widzieliśmy Pana, Tomaszu! Widzieliśmy Pana, zmartwychwstałego!Ale są zamknięci z obawy przed Żydami(J 20,19). Być może Tomasz patrząc na nich mówi Panowie, widzieliście Pana? A ja widziałem kosmitów. Wy jesteście zamknięci z obawy przed Żydami i widzieliście zmartwychwstałego Pana. Nie, nie... . Ja muszę sobie osobiście tę sprawę przeżyć. Przywykliśmy mówić, że Tomasz jest niewierny, ale Ewangelia okazuje nam dzisiaj Tomasza, który składa jedno z najpiękniejszych wyznań wiary Pan mój i Bóg mój. To jest przedziwne, bo taki zapis bezpośredniego wyznania, że Jezus jest Bogiem, pojawia się w tej Ewangelii tylko na początki i we wprowadzeniu do Ewangelii: Bogiem było Słowo (J 1,1). A drugi raz pojawia się tak w sposób osobisty i bezpośredni, pomijając, że jest Synem Bożym, że bluźnierstwo robił, jak mówili faryzeusze czy Natanael, który mówił, Ty jesteś Mesjasz, ty jesteś Syn Boga, bezpośrednio, Pan mój i Bóg mój pojawia się w ustach Tomasza. Gdzie go Jezus dotknął? Jak Piotra dotknął w strachu, jak Piotra dotknął w zdradzie i powiedział: kocham cię jako tego, który się boi, jako tego, który jest zdrajcą, tak do Tomasza osobiście przemówił, do jego niewiary, która była drogą do pięknego wyznania wiary. Tomasz musiał usłyszeć: nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym , musiał doświadczyć takiego osobistego spotkania. Tylko osobiste doświadczenie, że Jezus zmartwychwstały, to nie tradycja, którą można przespać, przesiedzieć, zaliczyć chociażtakie doświadczenie też pozwoli świadczyć.

Bo jak można świadczyć o czymś, czego się nie doświadczyło? Jak można nie być zamkniętym w swojej wierze, w swojej tradycji, jeśli się nie doświadczyło, że Bóg naprawdę przemawia, że Bóg naprawdę mówi przez wydarzenia mojego życia? Przecież nie ma przypadków w moim życiu. Nie przypadkowo jest to, co się stało w tym tygodniu, co się stanie w tym tygodniu, tu nie ma przypadków. Przypadki są w gramatyce. Tu Bóg mówi. Żywo mówi. To, że niewidomy nie widzi słońca, nie znaczy, że słońca nie ma. To, że nie słyszymy jak Bóg mówi, nie znaczy, że Bóg nie mówi.

W to święto Bożego Miłosierdzia jesteśmy zaproszeni do postawienia sobie pytania: Jak jest z naszym odpowiadaniem na obecność zmartwychwstałego Boga? Nie tylko w kościele choć to uprzywilejowane miejsce, to jest Jego Ciało, Jego Krew, Jego lud, Jego Słowo ale w codziennym życiu? Jak jest? Którą opcję wybieram? Czy ja pozwalam, aby Bóg zaglądał nie tylko w zewnętrzne moje praktyki, to czy się pomodliłem, (dorośli jeszcze mówią paciorek…), czy się pomodliłem... . Oczywiście nie mam nic przeciwko mówienia pacierza. Jak dorośli traktują spotkanie z Bogiem jako paciorek to tam gdzieś brakuje czegoś osobistego do Boga.

Kiedyś jeden pan powiedział, proszę księdza, jaką ja dostałem pokutę, myślałem, że się wykończę. Myślę sobie: na kolanach miał iść do Łagiewnik, czy co... Nie, nie, ksiądz mi powiedział, że mam swoimi słowami się pomodlić, myślałem, że się wykończę. Ja rozumiem, książeczkę odmówić, różańczyk. To są piękne modlitwy, żeby było jasne, to nie jest atak na różaniec, na paciorek, ale pytanie: czy ja mówię coś od siebie, Pan mój i Bóg mój? Jest to pytanie, które nas zaprasza, bo może się okaże, że jedną nogą jesteśmy w kościele, a jedną gdzie indziej. I uwaga, myślę tu o paniach, które maja w naturze, że myślą, o tym, czy kompot już jest, czy się nie przypalą ziemniaki, czy ma ciasto, bo jak dziś przyjadą. To jest naturalne, a pnie tak mają, tak? Nie, nie o tym, myślę, ale czy jedną nogą jestem jeszcze w kościele, ale drugą nogą już mnie nie ma albo za chwilę nie będzie, bo nic do mnie nie przemawia?

Na ile wierzę, że zmartwychwstały Chrystus do mnie mówi, do mnie przychodzi i przychodzi tak, jak do Apostołów, nawet gdy jestem zamknięty, i mówi: Pokój tobie, weź Ducha Świętego. Daj sobie przebaczyć, wyznaj swój grzech. A po czym można to poznać?

Spróbujmy zrobić taki test. Wyobraźmy sobie, że w tej chwili wchodzi do kościoła osoba, której nie chcielibyśmy tu widzieć. Dlaczego? Bo dobrze wie o jakichś szczegółach z naszego życia, o których my nie chcemy nikomu mówić. Mogłaby ta osoba stanąć, popatrzeć na nas, zobaczyć nas w trzecim rzędzie i powiedzieć: A co ty tu robisz? Ty do kościoła chodzisz, a coś ty wczoraj robiła? A pamiętasz co sześć lat temu zrobiłaś? Ty tu przyszedłeś? A gdzie ty wczoraj zerkałeś wieczorem, gdzie twoje oczy patrzyły? Ty śmiesz przychodzić do kościoła? Ty mówisz, że jesteś katolikiem? A coś ty robił Ileś tam lat temu, jak była okazja? Wyobraźmy sobie, że ktoś taki przychodzi i chce nam wytknąć coś z historii naszego życia. Jak byśmy zareagowali?

Piotr, który mówi: zabiliście Dawcę życia (Dz 3,15), mógł usłyszeć – przecież ty Go zabiłeś!Ty byłeś pierwszy, co ty w ogóle się tutaj rzucasz?! Ale Piotr wiedział: Jezus mi wybaczył, Jezus mnie kocha jako zdrajcę.

Jak ja bym zareagował? Sam siebie pytam. Ksiądz tutaj takie kazanie mówi, a co ksiądz robi jak jest bez koloratki? mógłby ktoś tu przyjść i tak zapytać –Myśli ksiądz, że ja nie wiem? Jak ja bym zareagował? Czy stanąłbym i powiedział:jeszcze gorsze rzeczy mógłbyś powiedzieć o mnie, ale wierzę w miłosierdzie Jezusa, wierzę, że On mi wybaczył, że On żyje, że do końca życia będzie mi wybaczał, bo ja do końca życia potrzebuje Jego miłosierdzia. Nie ma limitu grzechów. Trzy grzechy jeszcze zrobisz i idziesz do nieba. Z niektórymi grzechami może do trumny Ciebie nie włożą. Do końca życia będzie mi wybaczał. Czy też zareaguję: jestem taki malutki, schowam się, jeśli byłby tu dywan, to bym pod dywanem wyszedł z kościoła. Ewentualnie spojrzałbym, tyś nie lepsza. Jak bym zareagował? To jest konkretne pytanie do mnie.

Jak jest z moją wiarą w to, że Jezus zmartwychwstały tu jest? On zna całą historię mojego życia. Ja mogę się chować w różne pobożności, ubierając się w szaty takie czy inne. Pytanie jest o moje serce.

I ostatnia rzecz. Może ty, ja, odkrywamy, że móc to jest tak nieciekawie, lepiej głośno nie mówić, powiem księdzu. Bo ja to, nawet nie chcę mówić jak to z moją wiarą. Tomasz to już w ogóle jest gigant, natomiast ja – w ogóle nie mam wiary. W ogóle to wszystko jest śmieszne, gdyby nie moi rodzice to bym nie przyszedł w ogóle. A poza tym przychodzę dlatego, że jestem ministrantem, przychodzę po to, aby się pozbijać z innych. Nie wiem. Jeśli nawet tak jest, to może dzisiaj, w Święto Bożego Miłosierdzia, warto sobie wziąć obraz Miłosiernego Jezusa (jak w domu nie masz, to może ma sąsiad), siąść sobie albo klęknąć przed nim, i patrzeć w te oczy. Ale patrzeć tak długo, aż ci coś w tym sercu drgnie. Może dwie godziny (o Jezu, tyle?!) a może trzy(!) trzeba przysiąść, aby coś w sercu pękło. Bo może często nie wierzymy dlatego, że nie wpatrujemy się w Jego oczy, że patrzymy w swoje grzechy, ęe patrzymy tylko w to, co ludzie powiedzą.

Z obawy przed Żydami(J 20,19) nie wyszli, bo się bali, co ludzie powiedzą. Zabiją?

Może my nie mamy jeszcze osobistej relacji z Bogiem. Może trzeba patrzeć. A może ktoś ucieka przed tym wzrokiem, i wtedy się nie rozpłacze.

Piotr nie uciekł przed tym wzrokiem, poryczał się. Później został pierwszym papieżem.

Może w to Święto wziąć ten obraz i się w niego wpatrzeć... . I nie tylko bezmyślnie powtarzać: Dla Jego bolesnej…. Dla Jego…, a sercem być daleko. Popatrzeć w te oczy, w ten ogień w oczach, żeby ten ogień mnie się udzielił. Żeby ten Duch zaświadczył jak mówi dziś św. Jan o obecności Jezusa w moim życiu, że to nie przypadki, że to Pan mój i Bóg mój do mnie teraz mówi.

Ksiądz Leszek Starczewski

Słowo

2021.07.18. - Rekolekcje - Homilia 7 (32)
2021.07.18. - Rekolekcje - Homilia 7.mp3 (Formacja WDSIE 2020/2021)
19 lipiec 2021 11:19
2021.07.17. - Rekolekcje - Konferencja 9 (119)
17 lipiec 2021 23:04
2021.07.17. - Rekolekcje - Homilia 6 (32)
2021.07.17. - Rekolekcje - Homilia 6.mp3 (Formacja WDSIE 2020/2021)
17 lipiec 2021 23:02
2021.07.17. - Rekolekcje - Konferencja 8 (35)
17 lipiec 2021 23:02
2021.07.16. - Rekolekcje - Homilia 5 (31)
2021.07.16. - Rekolekcje - Homilia 5.mp3 (Formacja WDSIE 2020/2021)
16 lipiec 2021 17:34

Echo Słowa

Gościmy

Odwiedza nas 1228 gości oraz 0 użytkowników.

Nowi użytkownicy

Zalogowani

Wszyscy

783839
DzisiajDzisiaj124
WczorajWczoraj120
W tym tyg.W tym tyg.471
W tym mies.W tym mies.471
WszyscyWszyscy783839

logowanie