Drukuj

Dobre Słowo 1.11.2013 r. – Uroczystość Wszystkich Świętych

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 02 listopad 2013

Nie „wszystkich sztywnych”, czyli nadzieja, która zbliża i uświęca

 

W jednej uroczystości – jak mówi kolekta – czcimy zasługi Wszystkich Świętych. Ilu tych świętych, tyle dróg odkrycia Boga. Różne te drogi, ale jedno jest dla nich wspólne: oni uwierzyli miłości, jaką Bóg ma do człowieka, uwierzyli na każdą sytuację i okoliczność. Uczyli się wierzyć tej miłości i uwierzyli jej. To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka. I już są naszymi niebieskimi przyjaciółmi.

Dobrze jest mieć przyjaciół – także i niebieskich. Tych, którzy przeszli przez życie i dyrdymałów ani bzdurnych wskazówek nie będą nam udzielać, ale w chwilach największych prób będą naszymi przyjaciółmi, a nie moralizatorami, którzy będą mówili: Powinieneś. Zrób to. Tylko powiedzą: Zrobione, przyjmij łaskę.

 

Dobre Słowo 1.11.2013 r. – Uroczystość Wszystkich Świętych

Ap 7,2-4.9-14; Ps 24,1-6; 1 J 3,1-3; Mt 11,28; Mt 5,1-12a

Nie „wszystkich sztywnych”, czyli nadzieja, która zbliża i uświęca

Duchu Święty, porządkuj nasze zdolności poznawcze do słuchania i rozważania. Spraw, abyśmy dotarli do prawdy, która wyzwala, nie do prawdy, która jest bezużyteczna, jakiegoś znanego, oklepanego zwrotu, ale do głębi, która z tej prawdy chce stać się naszym doświadczeniem. Pomóż nam, Duchu Święty. Pilnuj nas i spraw, abyśmy Ciebie pilnowali.

W jednej uroczystości – jak mówi kolekta – czcimy zasługi Wszystkich Świętych. Ilu tych świętych, tyle dróg odkrycia Boga. Różne te drogi, ale jedno jest dla nich wspólne: oni uwierzyli miłości, jaką Bóg ma do człowieka, uwierzyli na każdą sytuację i okoliczność. Uczyli się wierzyć tej miłości i uwierzyli jej. To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka. I już są naszymi niebieskimi przyjaciółmi.

Dobrze jest mieć przyjaciół – także i niebieskich. Tych, którzy przeszli przez życie i dyrdymałów ani bzdurnych wskazówek nie będą nam udzielać, ale w chwilach największych prób będą naszymi przyjaciółmi, a nie moralizatorami, którzy będą mówili: Powinieneś. Zrób to. Tylko powiedzą: Zrobione, przyjmij łaskę.

Dobrze jest budzić w sobie świadomość na osobistych modlitwach, że mamy niebieskich przyjaciół. Ale po drugie – co wydaje się być nieodłączne od pierwszego – warto dbać o relacje z ludźmi, którzy na temat ufności pokładanej w Bogu mają coś do powiedzenia i chcą mówi na temat drogi odkrywania bliskości Pana. Jeśli zainwestujemy tylko w osobistą modlitwę, a nie będzie tego przełożenia na relacje z innymi ludźmi, to święty Boże nie pomoże. Potrzebujemy mówić o naszych doświadczeniach w odkrywaniu Pana i słuchać takich doświadczeń innych ludzi, żeby nie wpaść w jakieś bzdurne przekonanie, że to wszystko jest bez sensu, że jesteśmy sami i sami musimy sobie radzić.

Spodobało się Bogu zbawić ludzi we wspólnocie, więc bez odniesienia do relacji z innymi ludźmi na ten temat, to wszystko stanie się dziwne i zupełnie nieprzydatne, bajeczne, podpadające pod kpinę, głupie uwagi i komentarze, które na temat wiary często pojawiają się w Internecie. Można nagle uwierzyć, że jest tylko grono internetowych trolli, którzy śmieją się ze świętości i że to jest silniejsze, bo ma większe środki oddziaływania poprzez media. Jeśli nie zadba się o relacje z innymi ludźmi, to można sobie gadać o świętości i świętych przyjaciołach. Jedno z drugim jest nam potrzebne.

Jest to jedno z przesłań uroczystości Wszystkich Świętych, żeby budzić w sobie świadomość niebieskich przyjaciół. Bo to ludzie, którzy tak jak my szukali bliskości Boga, mieli swoje gorsze i lepsze dni, miesiące, lata oraz doświadczali, że zmaganie się z sobą o to, aby przyjąć miłość Boga, to nie jest zabawa czy zadanie na pięć dni, rekolekcje, świetny nastrój, tylko to jest zadanie na co dzień, do którego uzdalnia nas Bóg.

I dobrze jest zabiegać o relacje z ludźmi, którzy są obok nas, są ziemskimi przyjaciółmi, po to, żeby nie zostać w głupim i strasznie miażdżącym przekonaniu, że jestem sam. Ten, kto wierzy, nigdy nie jest sam. Ale żeby to „nigdy nie jest sam” stało się naszym codziennym doświadczeniem, potrzebny jest z naszej strony ruch pogłębiania świadomości niebieskich przyjaciół i pogłębiania relacji z ziemskimi przyjaciółmi.

To jest klucz, który łączy Wszystkich Świętych: uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nim. Kiedy stajemy się świętymi, czyli kiedy wchodzimy w bliskość Boga już tu i teraz? – Każdy, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się. Czyli wtedy, kiedy inwestujemy w nadzieję. A kiedy można zainwestować w nadzieję? – Logo Wspólnoty Dobrego Słowa i Eucharystii przypomina: Wierzę miłości, dlatego mam nadzieję.

Papież Franciszek, który sprawował wczorajszą Eucharystię nie w Domu św. Marty tylko w kaplicy św. Sebastiana, gdzie jest pochowany bł. Jan Paweł II, mówił: Bez odczucia miłości Chrystusa, nie żyjąc tą miłością, nie rozpoznając jej, nie karmiąc się tą miłością, nie można być chrześcijaninem: chrześcijanin to ten, który czuje, że Pan na niego spogląda, że jest umiłowany przez Pana aż do końca. Bez tego doświadczania miłości, bez walki o takie doświadczenie nie ma szans na wejście w tajemnicę świętych obcowania i odczucie bliskości Boga. A gdzie się je zdobywa? Teoretycznie, kiedy czytamy o tym, że Bóg mnie kocha? W rozmowach z ludźmi, którzy o tym mówią? – Doświadcza się go na własnej skórze i w sercu bądź w ogóle. Teoria może być piękna, wzniosła, może być prawdą, ale może stać się prawdą bezużyteczną.

Jezus, będąc realistą w całym wydaniu, kiedy rozpoczyna Kazanie na Górze, to zaczyna inwestować w tych, którzy najmniej się tego spodziewali także przez swoje doświadczenia. Ubodzy w duchu, nie uciekajcie od swego ubóstwa. Którzy się smucicie, nie lekceważcie tych chwil, nie kasujcie ich ze swoich życiorysów. Którzy jesteście cisi, nie macie znajomości, nie odsuwajcie się od tego. Jeśli pragniecie i łakniecie sprawiedliwości, nie traktujcie tego, jako nic wartego w tym świecie. Jeśli okazujecie miłosierdzie, a w zamian za to spotykacie się z kamiennymi twarzami, nie rezygnujcie z tego, bo miłosierni dostąpią miłosierdzia. Jeśli komuś miłosierdzia nie okazuję, to na próżno czekam na doświadczenie tego miłosierdzia. Walczycie o czyste serce? Różnie bywa, ale walczycie o czyste serce, to jest ten moment, w którym błogosławieństwo spływa, bo Boga oglądacie i będziecie oglądać, jako Tego, który wam sprzyja. Wprowadzacie pokój? Guzik z tego wychodzi, ciągle wojna, waśń. – Jesteście synami Bożymi. Cierpicie prześladowanie dla sprawiedliwości, cierpicie walcząc o uczciwość, żeby sprawy miały się tak, jak winny się mieć? – Do was należy królestwo niebieskie, jesteście w jego armii. Ludzie wam urągają, prześladują was, mówią kłamliwie wszystko złe na was z powodu Jezusa i tego, że chociaż półziarnkiem gorczycy próbujecie iść za Nim? – Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

Dlatego Jezus zaczyna Kazanie na Górze właśnie od tych miejsc, żeby nie było wykluczonych. Żeby ludzie nie wykluczali się w momentach, kiedy doświadczają wykluczenia. Żeby nie znęcali się nad sobą, kiedy już wszystko się nad nimi znęca. Żeby doświadczali i usłyszeli, jak Jezus mówi: Błogosławieni. Żeby modlili się tymi chwilami, a nie przeklinali ich. Żeby skarżyli się na ten stan, ale skarżyli się przed Bogiem, a nie poza Nim.

Takie miejsca – jak uczył Benedykt XVI w encyklice O nadziei – są szkołą uczenia się też nadziei. Cierpienie i doświadczenie biedy, to wszystko jest przejściowe. Wielki ucisk, to jest miejsce, z którego się przychodzi i staje się przed Tym, który jest Bogiem żywym.

Panie, daj, abyśmy popatrzyli dzisiaj może na ikonę lub na krzyż, posiedzieli trochę dłużej niż zawsze na modlitwie, aby zobaczyć, jaką miłością nas obdarzyłeś, że nazwanie nas dziećmi Bożymi, to nie jest puste słowo, to rzeczywistość, która osadzona w realiach świata spotyka się z przeciwnościami, z kpiną. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy – na razie teoretycznie – że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest. Bo spojrzy nam w oczy i powie: Widzisz, warto było.

Daj nam, Panie, nadzieję wypływającą z tego słowa, z doświadczenia, w Uroczystość Wszystkich Świętych, naszych niebieskich przyjaciół. Daj, abyśmy podzielili się nią także z tymi ziemskimi przyjaciółmi może przez jakiś mały gest, słowo, maila, sms-a, cokolwiek. Daj nam doświadczyć, że mamy pieczęć Boga żywego, a nie trupa, pieczęć Boga, który pokonał smutek, a nie smutasa, pieczęć Boga, który jest życiem, a nie jedynie umieraniem.

Ksiądz Leszek Starczewski