Dobre Słowo od Was - XXX niedziela zwykła

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 27 październik 2013

Na malucha

W dzisiejszych czytaniach na XXX niedzielę zwykłą powraca motyw Sędziego i sądu. Można mieć z tym problem, bo żyjemy w czasach, gdy kierowcy bardziej boją się policji niż wypadku, a sąd nam się kojarzy z karą, a nie ze sprawiedliwością.

            Istnieję dwie skrajności. Można zatrzymać się na miłości Bożej i zapomnieć o sprawiedliwości. Ale można też tak się skupić na przestrzeganiu przykazań, że wpędzimy w depresję i siebie, i swoich bliskich ciągłym oskarżaniem. A jednak Bóg jest Sędzią. Sędzią, który wszystko widzi, nic Mu nie umknie. Przed Nim nie ma się co tłumaczyć, bo zna prawdę. I co z tym zrobić, jeśli faktycznie nasze życie idealne nie jest, a drobne okruchy świadomości naszej grzeszności mogą nas całkiem wdeptać w ziemię?

            Gdzie jest więc szansa dla nas, grzesznych i utytłanych, jeśli wiemy, że nie ukryjemy się przed Sędzią, a Ten wyda sprawiedliwy wyrok? Gdzie jest dobra nowina? – W słowach psalmu: Pan odkupi dusze sług swoich, nie zazna kary, kto się doń ucieka. Ten sam Sędzia, który nas będzie sądził, poniesie za nas karę. Wiara w to jest podstawą naszego życia, całej religijności. Jest to największa rzecz, w jaką mogę wierzyć – że Bóg jest większy od mojej nieprawości i sobie z nią poradzi, jeśli Mu zaufam.

 

Wierzyć Bogu w Jego prowadzenie, to coś całkiem innego, niż wierzyć w Boga.

            Zaufanie Bogu przez całe nasze życie będzie wystawiane na próbę, ciągle będzie kwestionowane, aby mogło wzrastać, aby było coraz prawdziwsze. Nie ma tabletek ani modlitw, nie ma cudów, których doświadczywszy będziemy posiadali wiedzę. Cuda nam się znudzą, największe wskrzeszenie może być kwestionowane, a nasza wiara w chwili próby albo się załamie – albo wzmocni. Święty Paweł jest dumny, że on, skazany na śmierć, a wcześniej kamienowany, biczowany, rozbitek na morzu, w głodzie i chorobie – ustrzegł swojej wiary!

            Może nam się zdawać, że to nie dla nas, że to w zakonach, najlepiej kontemplacyjnych, a już najpewniej u pustelników. Ale to jest droga każdego z nas. I najwięksi jesteśmy nie kiedy pokazujemy z dumą osiągnięcia naszej wiary, a może nawet wymodlone cuda – ale wtedy, gdy bijemy się w piersi jak celnik z dzisiejszej przypowieści.

            Bo to nie my, ale Bóg sam nas usprawiedliwia. Nie nasze czyny, ale Jego Krzyż. Nie nasza duma z osiągnięć – choćby religijnych – ale pokora.

            Bóg wysłuchuje małych i bezbronnych. I wcale nie chodzi o wzrost ani wiek, ani nawet wykształcenie. Chodzi o postawę – kto tu jest Bogiem, a kto człowiekiem, kto Ojcem, a kto dzieckiem. Bóg ma moc zachować swoje dzieci od śmierci. Ale nie od takiej śmierci, jak my ją widzimy. Dla Boga naszą śmiercią jest grzech, czyli oddzielenie od Niego.

            Duże dzieci chodzą same, a maluchy się nosi. To kto w takim razie zajdzie dalej?