Dobre Słowo od Was - XXIX niedziela zwykła

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 19 październik 2013

Stale do Niego

Jednym z owoców nawrócenia jest stała świadomość przebywania w relacji z Bogiem.

Inaczej – stałe odnoszenie wszystkiego, co się przeżywa, czego się doświadcza, także swoich upadków, do Boga. Może ktoś powiedzieć, że od tego można zwariować, ciągle pamiętać, że Bóg jest blisko, że mnie... podgląda? kontroluje? spisuje sobie długą listę moich uchybień?...

            Ale to nie tak. To jest bardziej jak nadanie celu podróży. Ciekawe byłyby odpowiedzi ludzi, będących dookoła nas, na pytanie, jaki cel ma życie. Odpowiedzi byłyby pewnie różne, jedne wymijające, inne kpiące albo przyznające się do całkowitej ignorancji, aż do cynicznego stwierdzenia, że celem jest użycie albo celem jest śmierć.

            A celem życia jest nauczyć się Boga, poznać Boga. Nie z książek i nie na wykładach – choć wiedza religijna jest jak najbardziej potrzebna – ale w relacjach i we wsłuchaniu się we własne serce. Jeśli życie ma cel – jasny i wyraźny – to nie istnieją strefy „święte” i „nieczyste”, trasy „uczęszczane” i „rezerwaty”, ale każda chwila ma nas przybliżać do coraz pełniejszego poznania Boga.

 

Gdzie by dopłynął statek, który ma wyznaczony cel podróży, ale płynie tam tylko przez jedną godzinę w niedzielę, a całą resztę tygodnia dryfuje po morzu i ugania się za innymi portami? To właśnie jest absurd życia bez świadomości celu.

            Ile razy mam doświadczenie, że coś mnie odciąga od prawdziwego celu, ile razy wydaje mi się, że to tylko na chwilę, że jeszcze nie teraz, że mam czas... tyle razy tracę z oczu cel, którego świadomość jest sensem istnienia i całym smakiem życia.

            Można spotkać się z opiniami, które nie wprost, ale sugerują, że super to jest życie gwiazd filmowych, celebrytów albo milionerów. Ale to kłamstwo. Każdy z nas, o ile żyjemy świadomością celu, szybko pozna, że ich papierowe szczęście to ułuda, że ich statek kręci się w kółko, że celem życia nie może być napchanie sobie kieszeni się albo trafienie na kolorowe strony magazynów dla upośledzonych umysłowo i emocjonalnie dziewczynek i chłopców, którzy nigdy nie wychodzą z piaskownicy – tylko zmieniają zabawki.

            Patrząc na ikony stylu, ciągle pukam się w głowę i pytam: Chciałbyś tak? Zaszaleć, zapomnieć o kłopotach, obowiązkach, chorobach... Ale właśnie wtedy przychodzi myśl, by wyciągnąć ręce do Tego, który na mnie czeka: Boże, pomóż, otwórz mi oczy, daj poznać czy to, co tak nęci, prowadzi do Ciebie czy oddala, a jeśli oddala, to sam się tym zajmij, bo mnie za łatwo wykołować, więc do Ciebie wyciągam moje biedne ręce. Weź mnie w obronę przed tym, co próbuje mnie oszukać i zawłaszczyć moją duszę, czas, wysiłek, które przecież należą do Ciebie.

            Amalekici, z którymi walczy Mojżesz, to właśnie czyhające na nas pokusy. Tym, co je zwycięża, są wyciągnięte do Pana ręce. Bez nich, bez mocy modlitwy, żadna silna wola, godziny terapii ani dyplom uniwersytetu nie wystarczą. Pan sam nas poprowadzi, będzie strzegł, a w najcięższych chwilach przeniesie na ramionach, jeśli nasze ręce będą wyciągnięte do Niego. Stale do Niego.

            Bo czy życie ma inny sens?