Dobre Słowo od Was - XXVIII niedziela zwykła

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 12 październik 2013

Trochę brudu za uszami?

Dzisiejsze czytania są bardzo znane, życiowe i zrozumiałe. Trąd to straszna choroba. Człowiek trędowaty nade wszystko chce być czysty. Ale po co nam o tym słuchać, jeśli u nas trądu nie ma? Był dawno, w średniowieczu, ale dziś po prosu się go nie spotyka. W biednych krajach jeszcze występuje, ale dziś jest całkowicie uleczalny i tylko czasem można spotkać się z opisami lecznic, gdzie ciągle nie można sobie z nim poradzić.

            Trąd to brud ciała. A chcemy być czyści. Ciekawe, co byśmy powiedzieli, gdyby nam ktoś obiecał czystość duszy. Tak – załóżmy, że ktoś przychodzi i mówi, że może sprawić, że już nigdy nie zgrzeszę, będą patrzył na wszystko czystym wzrokiem, łatwo rozeznam, co jest dobre, a co złe, i w każdej chwili będę wybierał dobro, niezależnie od sytuacji.

            Chcielibyśmy?

 

 

Pytanie nie jest głupie. Ale w takim razie, to ani na gapę nie moglibyśmy jechać, ani wynieść spinacza z pracy, nie mówiąc o obmowie sąsiadki albo soczystym pogrożeniu mijającemu nas kierowcy. Bo tak naprawdę nie wyobrażamy sobie życia w czystości. Gdyby nam ktoś obiecywał, że przestaniemy się brudzić fizycznie, to może jeszcze byśmy się zgodzili, ale po raz ostatni pobieglibyśmy zanurkować w błocie, bo potem nie będzie można!

            Paranoja. Tak, to jest paranoja, że my niby ciągle chcemy być czyści, ale tak nie całkiem, tak bardziej na pokaz, tak po swojemu. Niebo, o którym mówi Ewangelia, wydaje nam się niepraktyczne, nieżyciowe – i baaardzo uciążliwe.

            Czyli trądu to nie chcemy, ale jak nam trochę brudu zostanie za uszami, nie widzimy problemu, tak? Co zatem się dla nas liczy? – Wcale nie czystość, ale dobre samopoczucie.

            Tymczasem w pakiecie wiary w Chrystusa albo realizujemy 100%, albo nasza wiara jest kpiną. Albo idziemy do nieba, albo staczamy się w stronę przeciwną. Albo szukamy Tego, który może nas uczynić czystymi przez swoją Krew, albo stajemy w kościele za filarem, żeby nas tylko nie zobaczył, bo zaraz zacznie się czepiać.

            Jednym z pierwszych etapów nawrócenia jest świadomość, że nie ma grzechu, który przynosi korzyść. Nie ma. Nie ma grzechu, z którego wypłynęło dobro, nie ma takiego, którego nie żałuję. Dokąd tego nie wiem, dotąd ciągle będę wyglądał jak czysty, ale będą śmierdziały te miejsca, których nie myję – bo myślę, że nikt ich nie widzi.

            Jedna z możliwych interpretacji dziesięciu przykazań jest taka: „Słuchaj, Izraelu, Ja sprawię, że będziesz pragnął tylko Mnie, będziesz święcił dzień święty, czcił rodziców, nie będziesz zabijał, pożądał, kradł, nawet o tym nie pomyślisz ani tego nie zapragniesz – jeśli będziesz MNIE SŁUCHAŁ”.

            Bo albo pragniemy świętości, albo hodujemy brud za uszami. Nasz wybór.

            Wszystko zależy od tego, kogo słuchamy.