Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

Dobre Słowo 10.05.2013 r. – piątek VI tydzień wielkanocny

Dz 18,9-18; Ps 47,2-7; J 16,28; J 16,20-23a

Kopnięci w…

Duchu Święty, tnij mieczem obosiecznym, mieczem słowa Jezusa.

Kiedyś opowiadała mi osoba, która podjęła się psychoterapii, jak po kolejnej sesji prowadząca ją psychoterapeutka trafiła do niej w całej rozciągłości precyzyjnie jednym zdaniem. Jakie to było zdanie? Zanim ono tu padnie, warto podkreślić relację tej osoby, która mówiła, że przez kilka sesji, a wcześniej przez sporą ilość miesięcy idących już nawet w lata, analizowała przyczyny różnych swoich zachowań, zranień, tąpnięć, wycofań i wielu jeszcze innych „niezjednoczonych stanów” w sobie, omawiając je na tych sesjach. A tego dnia psychoterapeutka powiedziała jej tak: Wiesz, co? Tobie potrzebne jest, żeby cię ktoś kopnął w tyłek. Osoba ta powiedziała, że było to dla niej szokujące, ale z drugiej strony doświadczyła w tym jednym momencie takiej radości. Tak jakby po prostu o to szło, o to chodziło.

Przyglądamy się dziś sytuacji, w której znalazł Paweł, gdy przebywał i głosił słowo Boże w Koryncie. Apostoł znalazł się najprawdopodobniej w pełnej walki nocy, gdzie lęk go sparaliżował. Można znaleźć pewne podobieństwo z tym zdaniem, które padło na wspomnianej terapii. W nocy Pan przemówił do niego w widzeniu: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście”.

W momentach, kiedy zbytnio zajmujemy się sobą, gdy nie trafiają do nas żadne grzeczne, konkretne sygnały, w których otrzymujemy bardzo jednoznaczny komunikat: Nie zajmuj się sobą. Nie przejmuj się zbytnio swoją rolą, dochodzi do takiego momentu, który można określić jako porządny kop. Nagle z zewnątrz i wewnątrz sami odkrywamy, że mamy już serdecznie dosyć tworzenia w swojej pamięci i sercu szaf czy komór gazowych, w których przechowujemy gazy uprzedzeń do innych osób, kolekcje wszystkich zranień, jakie znosimy od kogoś, urazów, w których się znaleźliśmy. Przychodzi taki moment, kiedy to wszystko po prostu pęka, kiedy okazuje się, że to, co traktowaliśmy jako naszą siłę, metodę, by zwrócić na siebie uwagę, traci zupełnie na wartości.

Sparaliżowani tymi „kolekcjami”, potrzebujemy bardzo wyraźnego kontaktu z kimś, kto ma moc obdarzyć pokojem, wstrząsnąć nami słowem jednoznacznym: Przestań! Po prostu przestań! Żadnych tłumaczeń, wygibasów grzecznościowych. Przestań! Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą.

Tysiące rzeczy jesteśmy często w stanie określić jako te, które nas dręczą, przebywają z nami nie dając spać po nocach, a jakimś dziwnym trafem nie potrafimy rozpoznać, że: Ja jestem z tobą. Słowa Pana są jeszcze bardziej realne niż nasze, często słuszne, zasadne analizy i stwierdzenia, ale zupełnie oderwane od głębi prawdy o nas.

Słuchając Pana, który do nas mówi, prośmy usilnie tą energią, którą moglibyśmy przeznaczyć na kolejne budowanie szaf, komór gazowych, gdzie przechowujemy następną osobę, jaka nam nie pasuje, bo nas uraziła, aby pomógł nam dostrzec, że On zwyciężył śmierć i przynosi taki pokój, którego nie daje świat, że widzi doznawane smutki, płacz i zawodzenie, dotykające nas w zestawie ze światem, który nam się śmieje w oczy, mówiąc: Co ty w ogóle robisz, człowieku?! Przestań się tym przejmować. Przestań to analizować. Jaka systematyczność?! Jakie słowo?! Jaki Kościół?!

Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Prośmy Pana usilnie, abyśmy dostrzegli Go takiego, który staje pośród nas i mówi: Jestem z tobą. Doznajesz smutku, ale jeszcze nieporównywalnie większej doznasz radości. Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać.

Panie Jezu, widzisz, jak często sprzedajemy naszą radość bycia Twoim uczniem, uczennicą, wyznawcą Ciebie, jako Kogoś, kto pokonał śmierć, czyli każdy problem, każdą beznadziejną sprawę. Jak często sprzedajemy tę radość! Jak często przytakujemy i po prostu frajerzymy się, psujemy się, poniewieramy, nie walcząc o wierność Twojemu słowu. Zmiłuj się nad nami. Wstrząśnij nami i spraw, aby w taki sposób, który będzie najbardziej skuteczny – przez wydarzenie, osoby, sytuacje naszego życia, ono samo kopnęło nas w tyłek.

Ksiądz Leszek Starczewski