Drukuj

Dobre Słowo od Was II Ndz Zw

posted by: Basia i |Romek Rabajczykowie
Poprawiono: 19 styczeń 2013

Zakochany

Bardzo różne są nasze reakcje, kiedy słyszymy, że ktoś nas kocha.

            Może pierwszym odruchem jest zawstydzenie, jakaś nieśmiałość albo wprost zażenowanie, czy niedowierzanie, że to o mnie chodzi. Jakby nie było ładniejszych ani mądrzejszych!

            Potem spoglądamy na tę lub tego, który deklaruje miłość. Oceniamy urodę, inteligencję. Patrzymy czy to aby nie jakaś chodząca pokraka, czy może pół szkoły się w nim (w niej) podkochuje, a on (ona) wybrał/-a właśnie mnie!

 

            Może kolejnym odczuciem jest odpowiedzialność, że zakochać się każdy ma prawo, ale niech sobie nic nie myśli, nie oczekuje wzajemności, bo ja nic nie czuję, nic mnie nie ciągnie i nie kręci. Tyle już się o nim/niej nasłuchałem/-łam, że łamie serca, więc nie dam się nabrać. Najlepiej wcale się tym nie przejmować, żyć dalej po swojemu. Tylko szkoda byłoby złamać mu/jej serce... Jeśli oczywiście wyznanie było szczerze i nie jest to jakaś podpucha dla zgrywy, a o taką nietrudno...

            Ale okazuje się, że nie podpucha. Dostaję liścik z wyznaniem dozgonnej miłości. Z deklaracją, że jestem jego natchnieniem, że nie przestaje się mną zachwycać, odkąd mnie ujrzał. Że przy mnie traci oddech i dlatego boi się podejść i porozmawiać... Chyba zanosi się na coś poważniejszego...

            I co to ma wspólnego z dzisiejszym Słowem Bożym?

            Bóg pociąga nas ludzkimi więzami. O miłości opowiada w przypowieściach i obrazach. O swoim zachwycie mówi przez porównanie, że właśnie ta najbrzydsza, porzucona i spustoszona jest dla Niego najcudowniejsza – bierze ją w ręce jak przepiękną koronę. I mówi to teraz nie o Izraelu, ale o swoim ludzie wybranym – o Kościele – czyli o mnie.

           Żebym zrozumiał, jak patrzy na mnie Bóg, on mówi tak po ziemsku: że się zakochał. To takie uproszczenie. Kiedy my przeżywamy miłość w naszych ludzkich relacjach – to to jest „wersja demo” tego, jak nas widzi Bóg.

            Ze względu na nasze ograniczone poznanie i mało pojemne serca Bóg w swoim słowie mówi o zachwycie Kościołem, umiłowaną oblubienicą, w której, mimo niewierności i ponad jej świadomością – zakochał się. Euforia zakochanych to blady cień zachwytu Boga nad człowiekiem. Intymna bliskość małżonków to słaby znak tego, jak Bóg chce być blisko człowieka.

            I Bóg pokornie czeka. Posyła listy miłosne w swoim słowie. Po cichu troszczy się o każdą naszą potrzebę, żeby nie przyćmić sobą naszych lęków. Czeka i w swej wszechmocy pozwala się zranić – odrzuceniem.

            Nie oszukujmy się. Nie potrafimy odwzajemnić Jego miłości. Jakiekolwiek nasze wyznania są wobec Jego postawy żałosne. Jego najgłębsze pragnienia wybrzmiewają w pokornej prośbie, na którą możemy uczyć się codziennie odpowiadać: Uwierz w moją miłość, a poprowadzę cię i przemienię, obmyję i wystroję w najpiękniejsze klejnoty. Bo jesteś moją oblubienicą.