Wspomnienia o moim tacie

posted by: Aleksandra Kobyłecka
Poprawiono: 06 wrzesień 2020

Oto moje miłe wspomnienia z dzieciństwa o moim tacie i lekarza, Dr Juan Jose Kobylecki:

Kiedy jako nowi imigranci byliśmy biedni w Kalifornii, w wolnym czasie zawsze zabierał nas na basen, a w weekendy nad jezioro. Był odkrywcą i pojechał z żoną i czworgiem dzieci przez Stany Zjednoczone w kombi.

Zawsze byliśmy pod opieką i było co jeść, chciał w swojej rodzinie powołania kapłańskiego i wysłał dwóch swoich synów do liceum seminaryjnego.

Mój tata był dumnym katolikiem i nie chciał pomagać w przygotowaniach do zabiegu aborcyjnego podczas stażu medycznego. Z tego powodu, Kalifornijska Rada Lekarska nie chciała przyznać mu dyplomu lekarza po zdaniu egzaminów. Był w grupie Pro-Life w obronie życia nienarodzonego dziecka i za nauką Kościoła, wartości rodzinnych i małżeństwa. Krytykował powszechną praktykę rozwodów i niemoralnego życia pozamałżeńskiego. Był przeciwny dyktaturze wojskowej w Argentynie, która prześladowała Kościół i biednych.

Zawsze miał czas pomagać chorym, począwszy od Argentyny, gdy miał 19 lat, a jego ojciec, matka i siostra zostali ciężko ranni w wypadku samochodowym w bazie wojskowej, w której stacjonował. Musiał pracować dla swojej rodziny i zabierać ich do szpitala, walcząc o ich życie. Po wielu latach, kiedy się urodziłem, ukończył studia medyczne w Buenos Aires, pracując wśród zakaźnie chorych. Pracował jako technik ds. badań nad rakiem w Los Angeles, aby utrzymać rodzinę i dalej podejmował studia, a następnie przez 11 lat jako lekarz rodzinny w społeczności latynoskiej we wschodnim Los Angeles.

Był sumienny, ostrożny i dokładny w swojej pracy i zawodzie lekarza. Swoją pracę i wiarę traktował bardzo poważnie. Codzienna modlitwa i wieczorny różaniec były częścią naszego dzieciństwa i nigdy nie przegapiliśmy modlitwy przed posiłkami i niedzielną mszą, nawet gdy spędzaliśmy niedzielne popołudnie na plaży lub w górach na obozie. Często chodził na mszę w tygodniu.

Mój ojciec martwił się o fizyczne, psychiczne i duchowe samopoczucie swoich pacjentów. Pamiętam, że jako nastolatek zwykle wracał do domu późno po 18, ponieważ musiał zostać 2 godziny dłużej, bez płatnych nadgodzin, w klinice medycznej w Los Angeles dla swoich pacjentów. Miał długą listę oczekujących pacjentów i więcej czasu poświęcał na poznanie każdej osoby, był personalistą, jak głosił Jan Paweł II.

Dr Kobyłecki dostawał bezpłatne próbki medyczne dla swoich pacjentów i otrzymał mnóstwo prezentów od społeczności latynoamerykańskiej, w tym 3 nowe rowery w prezencie od jednego z jego pacjentów, właściciela sklepu rowerowego, a dwa z tych rowerów mamy nadal w domu.

Nauczył swoje dzieci pływać, jeździć na rowerach i jak zdać prawo jazdy; próbował śpiewać po hiszpańsku na wieczornym różańcu i modliliśmy się razem jako rodzina, na kolanach, wbrew naszym protestom. Pod jego nadzorem przeprowadzaliśmy naprawy domowe, w tym wymienialiśmy wszystkie 17 okien w naszym domu, a pomagając mu nauczyłem się mechaniki samochodowej i napraw konserwacyjnych. Dzięki jego lekcjom pisania pewnego lata, potrafię szybko pisać na klawiaturze. Zawsze wymagał od nas odrabiania lekcji i pomógł mi nauczyć się hiszpańskiego.

Może dlatego zostałem ratownikiem wodnym, nauczyłem się kilku języków, skończyłem college i jestem tłumaczem naukowym. Pomógł sfinansować wszystkie moje wieloletnie studia, a dzięki jego świadectwu w wierze, uzyskałem dyplom z biblistyki i teologii moralnej.

Dziękuję Bogu, ze miałem takiego wiernego i oddanego ojca. Zmarł po 15.00 w niedzielę, w czasie modlitwy Koronką do Miłosierdzia Bożego. Dla mnie to jest znak, że zmarł z Jezusem przy boku łóżka.

-Jaś Kobyłecki