Weź swój krzyż naprawdę...

posted by: Beata Słoka
Poprawiono: 27 luty 2020

   "Dość powszechne – chociaż niezgodne z przesłaniem Ewangelii – jest przekonanie, iż branie na ramiona krzyża polega na biernym znoszeniu każdego cierpienia, krzywdy i niesprawiedliwości. Nie­którzy nawet taką postawę błędnie nazywają pokorą. To jednak nie jest postawa, której chce od nas Bóg pragnący naszego szczęś­cia i pełnego rozwoju w każdym wymiarze, w każdej dziedzinie życia. Inaczej nie czytalibyśmy w Piśmie Świętym słów:

Duch Pański spoczywa na Mnie, 
ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, 
abym ubogim niósł dobrą nowinę, 
więźniom głosił wolność, 
a niewidomym przejrzenie; 
abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 
abym obwoływał rok łaski od Pana
(Łk 4,18-19).

   Mesjasz (...) zawsze przychodzi leczyć ludzkie cierpienie, wydobywać nas ze smutków i trudności, także zdecydowanie sprzeciwia się brakowi wrażliwości na nie. Niestety, często nauki, jakie otrzymujemy lub w nie sami wierzymy, niosą inne przesłanie: „Jezus przyszedł cierpieć i ciebie też pogrą­żyć w cierpieniu, bo to cię zbawi – a szczęśliwy będziesz dopiero w wieczności (jeśli oczywiście zasłużysz). Znoś w cichości wszystko, co cię spotyka, daj się poniewierać i poniżać, pokornie nieś swój krzyż”.Trudno się dziwić, że po usłyszeniu tak „radosnej” nowiny wielu ucieka od takiego „chrześcijaństwa gdzie pieprz rośnie. A prze­cież w rzeczywistości nie jest to religia cierpiętników, tylko ludzi szczęśliwych – i to szczęśliwych tak bardzo (już teraz), że nawet cierpienie nie jest w stanie tego szczęścia zgasić (...).

   Wielokrotnie miewam doświadczenie kontaktu z ludźmi, którzy przychodzą przytłoczeni i zrozpaczeni, uważając, że noszą krzyż. Ale dopiero wtedy, gdy biorą go na ramiona naprawdę, zyskują świadomość danej im od Boga godności, doświadczają piękna życ­ia, radości rozwoju, wolności. Oddychają głęboko, ciesząc się tym krzyżem – chociaż realnie doświadczają większego bólu niż po­przed­nio, ponieważ wielki jest ból zmieniania własnego życia na lepsze, przełamywania lęku, walki z przeciwnościami, ufania Bogu nie tylko w słowach i nabożnych pieśniach, lecz także często wbrew ludzkiej logice i poprzez codzienne świadome decyzje.

   Niesieniem krzyża problemów rodzinnych będzie więc znale­zienie dobrej pomocy i wprowadzenie trudnych, ale dobrych zmian. Niesieniem krzyża nałogu będzie spotkanie się z własną bezrad­nością oraz podjęcie leczenia i abstynencji. Niesieniem krzyża niepełnosprawności będzie realizowanie takiego życia, które właś­nie w takiej sytuacji, zamiast bierności i użalania się nad sobą, wbrew wszystkiemu zakwitnie w pełni (jak to robi na przykład Nick Vujicic). Krzyżem jest małżeństwo, rodzicielstwo, przyjaźń. Ale to od nas zależy, czy będzie to prawdziwy krzyż, czy jego imitacja. Czy będzie to słodkie, czy też gorzkie.

   Prawdziwie wzięty na ramiona krzyż oznacza aktywność, wol­ność, spełnienie. Każdy, kto zrozumie krzyż na sposób, do jakiego jest powołany, podejmuje aktywną walkę ze złem w swoim własnym życiu i w świecie, walkę o godność człowieka, o spra­wiedliwość, szczęście, spełnienie marzeń, nawet tych najskryt­szych. Niesienie krzyża jest pasjonujące, ponieważ towarzyszy mu silne doświadczanie nieustannego wzrostu i przekraczania włas­nych ograniczeń. Jest to fascynująca przygoda, w którą jed­nak trzeba wkalkulować cierpienie jako naturalną konsekwencję mierzenia się ze swoim egoizmem, lękiem, brakiem wiary, ata­kami złego, który nienawidzi wolności, szczęścia i rozwoju."

"Uduchowiona codzienność", 2020

cross 339288 1920

Módlmy się dziś o to, abyśmy nieustannie tracili siebie poprzez ciągłe i prawdziwe nawracanie się, nawet jeśli "zmienianie skóry" bardzo boli. Abyśmy brali krzyż na ramiona naprawdę.