Drukuj

Swiadectwo po rekolekcach w Harmężach

posted by: Teresa Kiełek
Poprawiono: 27 lipiec 2015

Panie Jezu, Ty do każdego przychodzisz inaczej, Ty każdego traktujesz indywidualnie. Na początku rekolekcji posłałeś do mnie Twojego apostoła Filipa z zaproszeniem: Chodź i zobacz.

Czym Ty mnie Panie, możesz jeszcze zaskoczyć? 

I od razu mnóstwo zaskoczeń. Mojżesz poprawiający Boga - Jak to?  przecież spełnił Jego polecenie. Coś przeoczyłam w tekście?

Paweł, który nie miał wyrzutów sumienia, choć zabijał chrześcijan. Jak to? Więzień obozu, całe życie miał wyrzuty sumienia, bo... być może zadeptał jakiegoś współwięźnia w tłumie więźniów biegających na rozkaz Niemców.

Jezus, jakiego nie znałam. Jak to? Przecież czytam Pismo Święte. znam Jezusa. To powiedz, Kim jest dla Ciebie? Przychodzą na myśl tylko określenia katechizmowe...

            Na początku rekolekcji Ks. Leszek poprosił, by na Eucharystii zdjąć sandały i podejść do ołtarza. Zdjęłam, lecz nie podeszłam do ołtarza. To tylko taki nic nie znaczący gest. W ostatnim dniu, gdy padła taka sama propozycja - odpowiedziałam na nią całym sercem, z pełnym przekonaniem, że miejsce spotkania z Bogiem to święte miejsce - Ziemia Święta.

            To tylko symboliczny opis, w którym Pan pozwolił mi zobaczyć, jak mnie zmienia.

            Pierwsza myśl - może podzielić się tym w godzinie świadectw. Ale zaraz: Nie, TO ZA   MAŁO.

            Podczas Eucharystii Pan znowu posyła Filipa, który chce rozwiązać problem logicznie. Mam zbyt mało, by podzielić się z ludźmi. I pytanie: Czy jak Filip zamknę się z tym co mam?

            Dziękuję Ci Panie za to, że pozwoliłeś mi zobaczyć, jak Ci zależy na tym niewiele, które dostrzegam - bo Ty dajesz dużo więcej.  Ty jesteś zawsze blisko ze swoim słowem i zachęcasz do uważnego słuchania i dzielenia się tym, co mam  - we wspólnocie i wśród bliskich.