Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

Dz 15,7-21; Ps 96,1-3.10; J 10,27; J 15,9-11

Pozwolić się pokochać

W tych dniach w Liturgii Słowa coraz częściej będziemy słyszeli – a kulminacyjnym momentem będzie niedziela – o miłości. W niedzielę, w drugim Czytaniu św. Jan w swoim Liście aż 9 razy, a Jezus aż 10 razy w swojej Ewangelii będzie mówił o miłości. I do tej niedzieli właśnie przygotowuje nas także słowo, które słyszymy dzisiaj, traktujące o rzeczy tak starej w tym naszym ludzkim świecie, jak miłość. Tak starej, a jednak nam się nie znudziła, bo – po pierwsze – zakochujemy się ciągle, i – po drugie – bardzo chętnie lubimy słuchać opowieści innych o mniej lub bardziej autentycznej miłości. Po trzecie: kręcimy o niej mnóstwo filmów i piszemy piosenki, a one także nie nudzą nam się specjalnie, kiedy słuchamy ich w naszych stacjach czy w Internecie.

Miłość. Temat tak stary jak świat, a ciągle nas fascynuje i pociąga. A więc czemu nie miałaby nas nie pociągać miłość o której mówi Jezus, nawet jeśli powtarza się i w Ewangelii według św. Jana, którą czytamy, to słowo będzie się rzeczywiście pojawiało strasznie często. Chyba nie jesteśmy nią jeszcze znudzeni.

Kiedy myślę o miłości Bożej i o miłości, o której mówi dzisiaj Jezus w Ewangelii, uderza mnie przede wszystkim fakt, że Jezus tę miłość otrzymuje od swojego Ojca. Uczy się jej, patrzy na nią, ale także odczuwa ją i doświadcza jej ze strony swojego Ojca przede wszystkim. I ten fakt, że On jest tak gorąco, szczerze, bezinteresownie kochany przez Ojca sprawia, że także Jezus potrafi nas taką właśnie miłością ukochać.

Kiedy patrzymy na Jezusa ziemskiego, jak czule, z ogromną wrażliwością, z otwartym sercem podchodzi do każdego człowieka i jak zbiera swoich Apostołów, możemy sobie tylko wyobrazić, jaką siłę musiała mieć ta miłość. Nawet, jak patrzy się na Niego w filmie Gibsona, jak przemawia do swoich, z tego głosu przebija – a przecież jest to tylko nieudolne naśladowanie – taka wrażliwość i moc miłości, że chciałoby się do tego Jezusa po prostu się przytulić. To daje do zrozumienia, jak ogromną i fascynującą miłością musiał pokochać Go najpierw Ojciec. I cóż to musi być za miłość!

Ta miłość daje także Chrystusowi siłę do tego, żeby powiedzieć ostatecznie swoim uczniom: Miłujcie waszychnieprzyjaciół (Łk 6,27). Wcześniej nigdy tak ostro nie rzuciło mi się to w oczy, jak teraz, podczas czytania tej Ewangelii, że ci nieprzyjaciele, to w pierwszym rzędzie jesteśmy my.

Jezus daje swoim uczniom przykazanie, które On praktykuje i praktykował od zawsze w swoim ziemskim życiu. On jako Syn Boży pokochał nas do szaleństwa, miłością nieodwołalną i szczerą. Nas, którzy jesteśmy nieprzyjaciółmi Boga i Jego nieprzyjaciółmi! Ostatecznie ukrzyżowaliśmy Go, skazaliśmy na śmierć i to samo robimy z Nim na wiele sposobów przez nasze lenistwo i zamknięte, twarde serce. To my w pierwszym rzędzie jesteśmy nieprzyjaciółmi, o których Jezus mówi, że trzeba ich kochać. To nas pokochał jako nieprzyjaciół Boga. I proszę, co z nami ta miłość zrobiła?! Niewiarygodna musi być ta miłość Ojca w Jezusie skoro pozwala Mu kochać nas, niedoskonałych grzeszników, buntowników i ostatecznie także nieprzyjaciół Boga.

Z dzisiejszej, króciutkiej Ewangelii wypływa jeden wniosek: Jezus zachęca: Wytrwajcie w miłości mojej, żeby wasza radość była pełna.

Wytrwajcie w miłości mojej, zamieszkajcie w niej. Jeśli On tylko i wyłącznie otrzymując miłość od Ojca i trwając w niej, potrafił czynić tak wielkie rzeczy i był tak fascynującą postacią, to módlmy się dzisiaj przede wszystkim o doświadczenie Bożej miłości, żebyśmy także my w niej trwali, żeby także nas dzisiaj ogarnęła. Niczego więcej nie potrzeba w chrześcijańskim życiu, tylko tego doświadczenia, dzięki któremu otwiera się i cała moralność, i bycie z drugim i dla drugiego. Wszystko zaczyna się od tego momentu, kiedy poczujemy i doświadczamy bycia ogarniętymi Bożą miłością. I właściwie ona sprawia, że topnieją w niej wszelkie nasze samosądy i samooceny, nie liczą się słabości, defekty różnego rodzaju, bo kto trwa w miłości Bożej, na siebie także patrzy z miłością.

Prośmy dzisiaj o to jedno, jedyne doświadczenie, żeby ogarnęła nas Boża miłość. Amen

Ksiądz Marcin Kowalski