Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

Iz 52,13-53,12; Ps 31,2.6.12-13.15-17.25; Hbr 4,14-16; 5,7-9; Flp 2,8-9; J 18,1-19,42

Homilia ze wzajemnością

Duchu Święty, pomóż nam przybliżyć się z ufnością do tronu łaski, do tronu miłości. Przynaglij nasze serca do tego, by pokornie pozwalały Tobie, miłości Ojca i Syna, napełniać nasze serca, historię naszego życia, te wydarzenia, które się właśnie rozgrywają, te sytuacje, które tworzą teraz nasze życie.

Tym, co najpiękniejszego może przydarzyć się nam w życiu, to wzajemna miłość. Nie jest z tego świata. To miłość, która jest z Boga, bo Bóg jest Miłością, miłością wzajemną. To miłość, której tylko Bóg może udzielić i udziela. To miłość, której tylko Bóg może uczyć cierpliwie aż do śmierci, i uczy. To miłość, która dotyka mężczyzn, dając im siłę i odpowiedzialność, i kobiet, wprowadzając i je w tajemnicę czułości, otwartości i tworzenia więzi. To miłość, która jest nie tylko związana ze słowem i językiem, ale z czynem i prawdą. Miłość, która wyraża się w słowach, potwierdza w czynach, której towarzyszą przeróżne uczucia. Miłość, która jest nieodwołalna. Taka miłość to moc, siła, władza, królestwo Ojca, Syna i Ducha Świętego. To jest miłość.

To jest ta miłość, która pewnego dnia świat stworzyła i go udoskonalała, która została odrzucona i która wcieliła się tak konkretnie, że ten, który już nie ma na kogo się powoływać, tylko na osobiste doświadczenie miłości – Jan – mówi: Myśmy ją widzieli i wpatrywaliśmy się w nią. Myśmy jej słuchali. Myśmy ją dotykali. To miłość, która ma głębokie spojrzenie i piękne oczy, która ma otwarte serce na wszystko, nie tylko na dobro. To miłość, która jest mądra, zdecydowana kroczyć dzień za dniem. To miłość, która jest w stanie zmierzyć się z grzechem, ze złem i śmiercią, i pokonać ją. To miłość, która ma imię Jezus, Mesjasz, Syn Boga żywego. Jak Ojciec Mnie umiłował, tak i ja was umiłowałem.

Mamy kłopoty z miłością wzajemną. Mamy kłopoty z uwierzeniem, że ta miłość jest możliwa, że nie jest przejściowa. Że jest nie tylko wtedy, kiedy nastolatkowie zakochują się w sobie i szaleją na swoim punkcie. Jest nie tylko wtedy, gdy związana jest z okresem narzeczeństwa, małżeństwa, ale potrafi przejść przez zdrowie, chorobę, dobrą i złą dolę, wytrwać przy łożu śmierci, czekać aż ten ostatni wróg – śmierć, zostanie pokonana, i złączyć się na wieki z tym, którą śmierć zdaje się odebrała.

Mamy kłopoty z uczeniem się tej miłości, bo ona jest bezinteresowna, jest nie z tego świata. Bo nasze przykłady, w których często się obracamy, doświadczenia, które często wynosimy z naszych rodzin, są naznaczone interesownością. Bo nasze przeżywanie siebie, tego, co stanowi naszą kondycję jest związane z zawodnością, bo także zawodzimy i oszukujemy, okłamujemy siebie.

Dlatego, żeby nauczyć się i uczyć tej miłości, nie mogło dokonać się nic innego, jak tylko przyjście widzialne tej miłości. Jak tylko zmierzenie się z interesownością, starcie gigantów: bezinteresowność Boga i interesowność człowieka. Jak tylko poddanie się cierpieniu po to, by nadać mu sens. Jak tylko rozprawienie się ze śmiercią.

Mamy kłopot z tą miłością, która potrafi najbardziej upodlonych przyjąć z otwartymi ramionami. Która potrafi kobiecie przyłapanej co dopiero na cudzołóstwie, powiedzieć: Niewiasto, nikt cię nie potępił. – Nikt, Panie. – Idź i nie grzesz więcej.

Mamy z tym kłopot i dlatego jesteśmy przestępcami. Bo jeśli tym, co mogło nam się najpiękniejszego zdarzyć w życiu jest odwzajemniona miłość, to największym przestępstwem jest nie odwzajemnić miłości. Chrystus policzony został pomiędzy przestępców (...) ioręduje za przestępcami (Iz53,12), i walczy o tych, którzy nie potrafią odwzajemniać miłości i daje się ukrzyżować.

Tak, to prawda, że mamy z tym kłopot. Kościół też uczy się ciągle tej miłości. Przedziwne, że wspomniana kobieta cudzołożna i opis tego spotkania z Jezusem, który został umieszczony w Ewangelii św. Jana, przez kilka wieków nie był obecny w najstarszych rękopisach. Obawiano się mówić aż tak i aż o takiej miłości, która nie nakłada pokuty, tylko mówi kobiecie cudzołożnej: Idź i nie grzesz więcej. W III i IV wieku na Wschodzie nie ma tego tekstu w rękopisach, dlatego tacy wielcy Ojcowie Kościoła, jak św. Jan Chryzostomczy Bazyli Wielki, nie mieli możliwości jej skomentować i się do niej odnieść.

W Kościele przecież w pierwszych wiekach było tak, że pokuty były okrutne. Trzy najbardziej zasadnicze przestępstwa, czyli zaparcie się wiary, zabójstwo i cudzołóstwo, to były przestępstwa, które wymagały ogromnego czasu i upokorzenia. Na Eucharystię gromadzili się wszyscy, ale nie wszyscy mogli wejść do centrum. Ci, którzy byli największymi zbrodniarzami stali na zewnątrz. Wszyscy wchodzący do świątyni przypatrywali się im. Można sobie wyobrazić tę sytuację, wczuć się, wiedząc, że to nie za kradzież kury, że to bardzo ciężkie przestępstwo. Św. Piotr, gdyby żył w pierwszych wiekach, w tych czasach w Kościele, nie dostałby rozgrzeszenia, bo przecież zaparł się Mistrza.

Niektóre z tłumaczeń tekstu Jezusa z krzyża: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią (Łk 23,34), pobożni w obawie o to, żeby aż tak bezinteresownie miłości Bożej nie przedstawiać, zastępowali tekstem: Ojcze, przebacz im, o ile to możliwe. A jeszcze bardziej zaciekli, którzy nie potrafili widzieć i słyszeć Jezusa modlącego się za oprawców śmiejących się z niego z krzyża, wstawiali tam tekst: Ojcze, przebacz im, o ile nie są Żydami.

Bezinteresowna miłość, która potrafi rozpoznać ludzkie serce wychodząc do niego po to, by je ciągle obdarowywać. By – tak, jak Piotrowi - jedyną pokutę, jaką zada, to zadać trzykrotne pytanie: Piotrze, czy kochasz Mnie? Czy to, co przeżyłeś, kiedy spotkałeś się z ohydą swojego tchórzostwa i grzechu, ten wstrząs, którego doświadczyłeś przypatrując się sobie samemu jako zdrajcy, nie odebrał ci tego, co najważniejsze - odwzajemnienia miłości? Czy pozwolisz się dalej kochać?

W V wieku dopiero papież Leon Wielki zrezygnował z takiej pokuty.

A my, w którym wieku uczenia się wzajemnej miłości jesteśmy? Na ile dziś, w Wielki Piątek, skontaktowani ze swoją słabością, dotykający swojej zawodności i tego, że na tym się nie skończy, bo jeszcze nie raz zranimy, jeszcze nie raz rozczarujemy siebie i naszych bliskich, jeszcze nie raz tchórzliwie zdradzimy tajemnicę przyjaźni przez niewdzięczność i egoizm, skontaktowani jesteśmy z tą kondycją, bo stoimy tu jako przestępcy, czyli ci, którzy nie odwzajemnią miłości? Po co mamy być skontaktowani? Żeby usłyszeć: Kocham cię nieodwołalnie!

Na ile bezinteresowny gigant mierzy się – bo takie jest zadanie do końca naszych dni – z interesownym gigantem, z naszym egoizmem, tym, że musi być na moim postawione, że to ja mam rację, że to inni potrzebują nawrócenia, że ja nie mam takich grzechów, że ja bym nigdy tego nie zrobił? Pan Bóg najczęściej tych, którzy tak twierdzą, są przekonani o własnej pobożności, wprowadza w wydarzenia i sytuacje, w których popełniają jeszcze bardziej ohydne rzeczy, bo gorszy się najgorszy. Po co? Po to, żeby złamać go i powiedzieć mu w tym momencie złamania: I tak cię kocham!

Prośmy dobrego Pana, który dziś pozwala się przybić do krzyża, który dziś otwiera swoje serce, abyśmy się uczyli miłości jako mężczyźni, przyjmując siłę i odpowiedzialność, i będąc siłą i obroną dla słabszych, i jako kobiety, poszerzając zakres czułości, empatii i troski, która w połączeniu z tym męskim wymiarem pokaże tę pełnię miłości wzajemnej.

Panie Jezu, pomóż nam odkryć naszą ciemność po to, żeby Twoje światło, którym jesteś, tam zajaśniało. Po to, żebyśmy odkrywszy nasze przestępstwa natychmiast zobaczyli, że orędujesz za przestępcami, że będziesz kochał, że będziesz podejmował krok po kroku, dzień za dniem, walkę o to, abyśmy byli włączeni we wzajemną miłość Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Ksiądz Leszek Starczewski