Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

Aktualności

Wj 12,1-8.11-14; Ps 116,12-13.15-18; 1 Kor 11,23-26; J 13,34; J 13,1-15

Homilia Wielki Czwartek

Mam głębokie przekonanie, że to, co ze swoimi uczniami robi Jezus (czyli Ostatnia Wieczerza), i to, co my robimy od wieków, powtarzając Jego gesty, jest absolutnym odwróceniem porządku. Absolutnym odwróceniem, bo przecież wszystko powinno kończyć się Ucztą. To po zmartwychwstaniu Jezus powinien zaprosić uczniów na Ucztę, która będzie znakiem ostatecznej Uczty w Królestwie Bożym. Tymczasem Jezus robi to przed swoją śmiercią – zastawia stół dla tych, którzy za chwilę Go zdradzą. Jezus doskonale wie, co zrobi Judasz, doskonale wie, co ukrywa się w sercach uczniów.

To jest niezasłużona łaska: to wszystko, co kładzie przed nimi na stole, to, że siada między nimi jako Mistrz i Pan, chociaż doskonale wie, że – jako Mistrz i Pan – za chwilę zostanie przez nich pozostawiony, porzucony.

Absolutnie odwrócony porządek rzeczy. Dopiero, kiedy przyjdą do Niego, przeproszą, wyznają swój grzech... . Dopiero wtedy powinien dopuścić ich do stołu. Dopiero wtedy byliby zapowiedzią Uczty w Królestwie Bożym.

Tak właśnie robi Jezus. Tego odwrócenia porządku dokonuje Jego miłość. Zanim my zdobędziemy się na jakiś gest miłości i wiary, zanim nawrócimy się, On pierwszy zastawia dla nas stół, On pierwszy przychodzi do nas z całym bogactwem swojej miłości. I to właśnie jest najgłębszy sens Eucharystii.

Scott Hahn, nawrócony protestant (metodysta – jeżeli dobrze kojarzę), świetny biblista wykładający w USA, ojciec kilkorga dzieci i dziadek kilkorga wnucząt opowiadał, że jego pierwsze spotkanie z Kościołem katolickim – ten pierwszy krok, który sprawił, że zaczęła w nim dojrzewać myśl o nawróceniu, to była Msza Święta. Hahn był jednym z tych protestantów, którzy katolików uznają za ludzi zabobonu. Uważał, że Eucharystie, które sprawujemy, sakramenty, nasze spowiedzi, pukanie w kratki konfesjonału – to wszystko jest zabobonem., Tam, jak mawiają protestanci, nie ma słowa Bożego i Bożej mocy, a my, katolicy w ogóle nie znamy Biblii. Jak możemy wierzyć, że jakiś ryt nas zbawi, skoro nie mamy słowa? Myślący właśnie w ten sposób Hahn pewnego dnia przechodził obok kościoła katolickiego. Wszedł więc do kościoła, gdzie sprawowana była Eucharystia, i doznał olśnienia, bo – jak mówił – wszystko to, co słyszał, to była jedna, wielka Biblia. To jest tylko i wyłącznie słowo Boże, które przemawia do was. – mówił później do przyjaciół – Jakie wy macie bogactwo na tej Mszy Świętej! I to bogactwo, to słowo, zaczęło do niego tak mówić, że zmienił swój kościół. Zostawił wszystko: karierę pastora, świetnie zapowiadającego się wykładowcy. Przeszedł do Kościoła katolickiego. Później dołączyła do niego jego żona, ale to już odrębna historia.

Msza Święta czasami „mówi” do tego stopnia, że wyrywa człowieka z jego starego życia wprowadzając go w zupełnie nowe. Wyrwała Hahna – protestanta, metodystę – i wprowadziła go do Kościoła.

A co nam mówi Msza? Co mówi nam Eucharystia, na której gromadzimy się – często – codziennie? Co nam mówi Eucharystia, kiedy przychodzimy do świątyni co niedzielę? Co mówi do nas ten moment, kiedy Jezus zaprasza nas do stołu razem z Sobą?

Chciałbym, abyśmy – otwierając dzisiaj swoje serca na to słowo, które Pan nam dał na Wielki Czwartek, na ten dzień ustanowienia Eucharystii – spróbowali zobaczyć ją w trzech wymiarach:

Eucharystia jako święto rodziny, która się tutaj zbiera; nie przypadkowych ludzi, bo nikt z nas, którzy tu przyszliśmy, nie jest tu z przypadku;

Eucharystia jako Uczta grzeszników;

Eucharystia jako Pokarm dla tych, którzy są w drodze, konieczny do tego, by

dojść do Królestwa.

Zacznijmy od tego pierwszego obrazu, tj. Eucharystia jako spotkanie rodziny. Czy sobie zdajemy z tego sprawę, czy czujemy, że łączy nas, tutaj zgromadzonych, czy nie, czy wielu z nas jest może dla siebie obcymi lub prawie obcymi, Eucharystia jest prawdziwą Ucztą rodzinną.

W Księdze Wyjścia, kiedy Mojżesz każe Izraelitom najpierw strzyc baranka, a potem zabić go i przyrządzić, ma to być pokarm, ma to być pożywienie przygotowane dla rodziny. Oznacza to nie tylko jeden dom, jedną rodzinę, ale dom, w którym mieszczą się przyjaciele i bliscy. I dalej mówi Mojżesz: Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem,(...). Pascha, która się tutaj rodzi, a której zapis mamy w dwunastym rozdziale Księgi Wyjścia, jest świętem i ucztą rodziny. Ale nie tej rodziny, którą tworzą więzy krwi. To jest zupełnie nowa rodzina, która tworzy się, gdy Izraelici wychodzą z Egiptu. Mówi się, że do tej pory byli oni zbiorem rodzin patriarchów. Dopiero, kiedy Izrael wychodzi z Egiptu, rodzi się zupełnie nowa jakość rodziny, rodzi się rodzina Boża. Już za chwilę oni staną się rodziną samego Boga, a między sobą wszyscy oni będą braćmi. Tę rodzinę łączy coś więcej, niż krew. Łączy ich doświadczenie wiary, doświadczenie Boga i to, co razem przeszli.

Czasami ludzi, którzy razem przeszli ciężkie wydarzenia, doświadczyli traumy, byli razem na wojnie, na froncie, łączy o wiele więcej, niż łączy rodzinę fizyczną. Czasami chrześcijan będących w jednej wspólnocie łączy więcej, niż z ludźmi pozostającymi na zewnątrz tej wspólnoty, na przykład z rodziną. Bo liczy się doświadczenie wiary. Bo prawdziwa rodzina opiera się nie tylko na więzach krwi, ale właśnie na duchowym doświadczeniu. Pascha, Eucharystia, jest właśnie doświadczeniem nowej, Bożej rodziny.

Tę samą rodzinę widzimy w Wieczerniku, zgromadzoną przy Jezusie. To bardzo niedoskonała rodzina. Mówi się, że Jezus ukochał ich do końca. I jest to miłość heroiczna. Prawdziwie heroiczna, na jaką my musimy się w naszych rodzinach zdobywać.

Jest to miłość do grzeszników, do tych, którzy nie rozumieją Go do samego końca. Piotr nie chce, żeby mu umywać nogi. Judasz, który tam siedzi, już patrzy kątem oka, kiedy wyjść, by swój plan wcielić w życie. Inni apostołowie wpół śpiący, wpół rozumiejący to, co się dzieje... To bardzo realistyczny obraz tego, jacy my jesteśmy. Myślę, że każdy może odnaleźć się w tej niedoskonałej, ukochanej przez Jezusa do samego końca, rodzinie. On im nie darował, nie odpuścił swojej miłości do końca. Wiedział o nich wszystko, i – jak mówi Ewangelista Jan – wstawszy od stołu służył im do końca.

Eucharystia to szczególna rodzina. Spotykając się na Mszy Świętej, wszyscy dla siebie nawzajem jesteśmy braćmi i siostrami. Także dlatego, że mamy jednego Ojca. Uczta rodziny.

Na Eucharystii zbiera się specyficzna, trochę dysfunkcyjna rodzina. Można się na nią obrażać, można ją obsmarowywać w gazetach, jak to robią niektórzy dziennikarze, a można ją – jak Jezus – kochać. Kochać do końca. Do bólu. Do samego krzyża. Ta rodzina może być krzyżem, ale zawsze jest dla nas miejscem zbawienia.

Ostatnio miałem bardzo ciekawą rozmowę z wykładającym w kieleckim WSD psychologiem, panem Gąsiorem. Starliśmy się na biblijnym słowie o Abrahamie, który musi zostawić swojego ojca, który jest bałwochwalcą, od którego trzeba się odciąć, żeby dalej, jako wolny człowiek, wędrować za Panem. Pan Gąsior sugerował, że nie można tak patrzeć na rodzinę, na swoich rodziców, bliskich. W psychologii rodzina przedstawiana jest dzisiaj przede wszystkim jako miejsce, w którym dostaje się kopa w górę. Jakkolwiek ona wyglądałaby, i jakkolwiek byłaby dysfunkcyjna, zawsze jest miejscem, w którym mogą się realizować Boże talenty. Mówił, że około 20% ludzi, którzy wyrastają w rodzinach dysfunkcyjnych, często przezwycięża te dysfunkcje. Dokonuje w życiu niewiarygodnych rzeczy, bo ma w sobie tę ekstra motywację, której nie mają inni.

Rodzina grzeszników to jest nasze miejsce zbawienia. To jest to miejsce, w którym dostajemy kopa w górę. Dysfunkcyjna rodzina grzeszników jest jedynym miejscem, które mamy, które zbiera się na Eucharystii, w którym jesteśmy zbawiani.

Ten Izrael, który zaczyna swoją Paschę (Wj 12) jeszcze jest ludem niewolników. Oni są w niewoli.

Ci wszyscy, którzy zasiadają z Jezusem do stołu, są zdrajcami. Kiedyś poruszył mnie komentarz o Ostatniej Wieczerzy, na końcu, jakby wbijając gwóźdź do trumny tego obrazu apostołów, autor stwierdził: Każdy z nich, każdy, który razem z Jezusem kładzie rękę na stole, jest zdrajcą. Każdy, bez wyjątku. Chciał nam pokazać, że jesteśmy tacy sami. Kiedy zbieramy się na Eucharystii, kiedy, przyjmując Komunię, wyciągamy po Niego rękę, wszyscy jesteśmy zdrajcami. Taka jest prawda o naszej dysfunkcyjnej rodzinie, którą Jezus ukochał do końca.

Dlatego potrzebujemy Eucharystii, bo tak, jak manna ocalała rodzinę grzesznych niewolników – Izraelitów, tak Eucharystia ocala nas. Kropienie odrzwi swoich domów krwią baranka przez Izraelitów, to nie był jakiś magiczny ryt. To była moc, która sprawiała, że Anioł Śmierci – jak opisują Żydzi – tańcząc tej nocy nad Egiptem, przeskakiwał nad domami Izraelitów, a uderzał w Egipcjan. Pesah, czyli Pascha żydowska etymologicznie pochodzi od słowa określającego taniec Anioła Śmierci nad Egiptem: jedne domy przeskoczy, w inne uderzy. Tym, co chroni Izraelitów, jest krew baranka.

Rodzina grzeszników, która zbiera się na Eucharystii, liczy na moc tej Krwi, która ocala nas od śmierci, od wyroku. Innymi słowy: Eucharystia mogłaby być ostatnim posiłkiem w życiu każdego z nas.

W filmie Zielona mila z Tomym Hanksem jeden ze skazańców siedzących w celi śmierci, kiedy już miał żegnać się z tym światem, poprosił o jedną, jedyną rzecz: o super obiad, o świetny posiłek.

Gdyby nie miłosierdzie i moc Krwi Chrystusa, to Eucharystia, na której się spotykamy, byłaby ostatnim w życiu posiłkiem skazańców. Później byłaby już wieczność skazanych na potępienie.

Eucharystia nie jest posiłkiem skazańców. Nie jest ostatnim obiadem w życiu. Eucharystia właściwie jest Ucztą otwierającą rzeczywistość Królestwa, dzięki Krwi Baranka, która nas tu ocala.

Jezus mówi do swoich uczniów: wy jesteście czyści, jakby antycypując moment swojej śmierci. Bo Eucharystia pokazuje także to, co dzieje się na krzyżu. Chrystus mówi: wy jesteście czyści dzięki słowu, które wam głosiłem. Zanurzyłem was w kąpieli Mojego słowa i Mojej Krwi, teraz wystarczy, że obmyjecie sobie nogi. To jest prawda o nas, uczestniczących w tej Eucharystii: jesteśmy czyści dzięki słowu Jezusa. Grzeszni, to prawda. Ciągle potrzebujący Sakramentu Pokuty i Pojednania. Ale nie tak grzeszni, aby po tym życiu odsunąć się w śmierć i potępienie.

Jako grzesznicy po prostu potrzebujemy tej Uczty, jaką jest Eucharystia, żeby to życie w nas nie zmarniało, żeby czystość, jaką Bóg nam podarował, nie została zniszczona przez grzech, który wciąż jest realnym zagrożeniem dla naszego wiecznego życia.

Eucharystia jest Chlebem dla ludzi w drodze. My jej potrzebujemy, aby dojść tam, gdzie już czeka na nas Jezus.

Izraelici spożywają Paschę gotowi do drogi. Bardzo piękny jest obraz, gdzie oni stają z przepasanymi biodrami, w sandałach na nogach i z laską w ręku. Ojciec Adam Sroka opowiadał, że jeden z jego współbraci, który jest proboszczem, zorganizował parafię, w której liturgia ma swoje gesty, mówi do człowieka i trwa niewiarygodnie długo, kilka godzin. A mówił o Liturgii Paschalnej. Na tę Liturgię ów proboszcz kazał przynieść ludziom lachy, na których opierali się, stojąc te kilka godzin Liturgii. Jest to piękny obraz mówiący, że Eucharystia jest pokarmem, Chlebem dla ludzi w drodze. Bo my jesteśmy w drodze, choć na chwilę przysiedliśmy. Ale zaraz stąd pójdziemy do naszych czynności życiowych, wyruszymy w pielgrzymkę, drogę do naszego Boga, będąc z każdą godziną coraz bliżej Niego. Eucharystia to bardzo potrzebny pokarm. Bez niego tam nie wejdziemy. To pokarm, który podtrzymuje nasze duchowe siły i życie Boże w nas.

Czasami na wykładach z Nowego Testamentu cytuję starożytny list do ojca napisany przez młodego żołnierza rzymskiego, którego w II wieku przeniesiono do bazy marynarki wojennej Imperium Rzymskiego w Grecji. W tym liście żołnierz opisuje swoją radość: Ojcze, Cezar dał mi trzy złote monety, jako prowiant, pieniądze na drogę. I używa tam słowa viaticum, którego my w łacińskiej tradycji używamy na określenie Eucharystii. Także tej, której udziela się umierającemu. ...trzy złote monety – cieszy się żołnierz – bo dzięki nim bezpiecznie przebędę drogę. Eucharystia – dzięki niej bezpiecznie przebędziemy drogę. Eucharystia – pokarm dla tych, którzy są w drodze do domu, tak, jak Jezus, który – jak mówi Ewangelista Jan – przyszedł tu na chwilę i wraca do domu Ojca.

Drodzy, czy Eucharystia do nas mówi? Wszystko zależy od tego, jak bardzo otwieramy serca na słowo Boże, które w takiej obfitości Bóg nam daje i kieruje do naszych serc. Każdy z gestów, które tutaj się dzieją, każda z drobnych rzeczy ma sens, o ile czytamy je w świetle Bożego słowa. To słowo ma moc. Ma moc zmieniać nasze serca, karmić nas. To słowo nas nie skazuje, ale już, teraz, przed nami, grzesznikami, zastawia stół Bożego miłosierdzia i miłości. To słowo popycha nas do drogi. I to słowo, tak, jak Scotta Hahna, może i nas nawrócić do tego, by bardziej być częścią Kościoła, tej dysfunkcyjnej, ale do końca ukochanej przez Boga rodziny grzeszników. Rodziny, której potrzebujemy, w której każdy z nas ma swoje miejsce, a którą ożywia właśnie Eucharystia. Amen.

Ksiądz Marcin Kowalski

Słowo

2020.06.27 - konferencja - o. Krzysztof Czeczko (17)
28 czerwiec 2020 08:03
2020-06-18_Szkoła modlitwy_głosi o. Marcin Fizia OCD (20)
2020.05.28 - Homilia - ks. Marcin Boryń (23)
28 maj 2020 20:47

Echo Słowa

Gościmy

Odwiedza nas 452 gości oraz 1 użytkownik.

Nowi użytkownicy

Zalogowani

Wszyscy

698347
DzisiajDzisiaj67
WczorajWczoraj103
W tym tyg.W tym tyg.67
W tym mies.W tym mies.536
WszyscyWszyscy698347

logowanie

Zamknij:Close


  • Intencja nadesłana przez:
    Anonimowy proszący
    (Jan 10,2020)

    "O uratowanie małżeństwa Anny i Jacka."   Read more


  • Intencja nadesłana przez:
    Marta Kaleta
    (Jan 3,2020)

    " Proszę o modlitwę za zmarłego profesora z mojego liceum, Kazimierza Kieliana, wspaniałego..."   Read more


  • Intencja nadesłana przez:
    Anonimowy proszący
    (Nov 30,2019)

    "Proszę o uwolnienie z przekleństwa finansowego dla mojej rodziny"   Read more


Wyświetl listę intencji