Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

Iz 42,1-7; Ps 27,1-3.13-14; J 12,1-11

Dom przyjaciół

     Zaczyna się już wielkie odliczanie do kulminacyjnego wydarzenia w życiu Jezusa, czyli do Jego śmierci i zmartwychwstania. Wielkie odliczanie zaczęliśmy już w Liturgii. Mamy przecież poniedziałek Wielkiego Tygodnia, więc już tylko sześć dni do Paschy, do przejścia Pana, do Jego zmartwychwstania.

     Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii – jak relacjonuje Jego ostatnią drogę św. Jan – gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Co robi Jezus, gdy osacza Go tłum żądnych krwi arcykapłanów i uczonych w Piśmie i wszystkich tych, którzy stoją na czele Izraela? Co robi Pan, gdy zacieśnia się coraz bardziej pętla spisku? Co robi w sytuacji chyba największego stresu, jaki po ludzku Go czeka? Udaje się do domu swoich przyjaciół. Tam zasiada z nimi do uczty. To jest obraz wspólnoty, bliskości, której szuka, i miłości, bo przy tej uczcie Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.

     To jest scena żywcem wyjęta z Księgi Pieśni nad Pieśniami, gdzie kochająca Jezusa kobieta, ta Maria, tak wierna Jego słowu, słuchająca Go uczennica, okazuje całą swoją miłość pełną zapachu, pełną gestów, które dla innych, patrzących z boku mogą wydawać się przesadzone, a nawet skandaliczne, bo to jest kobieta, która dotyka Go, namaszcza nie głowę, ale stopy – czynność w starożytności zarezerwowana dla niewolnic i dla żon.

     Jezus przyjmuje wszystkie te gesty miłości, przyjaźni, bliskości, a wręcz czułości, bo jest człowiekiem, bo potrzebuje ich, bo jest w najbardziej stresującym, kluczowym momencie swojej misji. W ten kluczowy moment swojej misji wchodzi razem z przyjaciółmi. Zaczyna od domu przyjaciół.

     Pomyślmy dzisiaj, jak my przeżywamy swoje kryzysowe momenty, których przecież nie brakuje? Czy czasem nie uciekamy w samotność, zostawiając gdzieś z boku naszych przyjaciół, bliskich? Właśnie w takich momentach liczy się miłość, którą na pewno inni chcą nam okazać, której jest mnóstwo dookoła.

     Jezus szuka tej miłości, chce jej. Udaje się do domu Łazarza. To jest Jego sposób na rozładowanie stresów, ujmując rzecz banalnie, a bardziej jeszcze na rozwiązywanie życiowych problemów, na pokonywanie życiowego lęku przed tym, co Go czeka. Szuka miłości i szuka swoich przyjaciół. Znajduje dom, w którym ta miłość da Mu siłę do przejścia życiowej próby.

     Szukajmy dzisiaj dla samych siebie takiego domu, takich przyjaciół. Szukajmy jak Jezus ludzi, którzy podzielą się z nami życiem i z którymi my będziemy mogli podzielić się naszym sercem. Dzisiaj z Jezusem jesteśmy zaproszeni, żeby wejść do domu Marty, Marii i Łazarza, do domu przyjaciół. Amen.

      Ksiądz Marcin Kowalski