Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 


Dobre Słowo 11.02.2015 r. – środa, Najświętszej Maryi Panny z Lourdes

Rdz 2,4b-9.15-17; Ps 104,1-2.27-30; J 17,17ba; Mk 7,14-23

Święt(n)e prochy

            Na miłość boską, Duchu Święty, pomagaj nam odkrywać to, że jeśli nie żyjemy tą chwilą, to umieramy, to życie traci sens. Daj nam dobrze wykorzystać tę kruchą chwilę naszego życia.

            Prochy. To słowo ma kilka znaczeń. Dzisiaj w Piśmie Świętym odkrywamy to podstawowe znaczenie, że powstaliśmy z prochu. Właściwie jesteśmy bardzo kruchymi naczyniami. Nie wiem, jakbyśmy nie podnosili głowy wysoko, do góry, jakie tytuły byśmy nie mieli, jakich szkół byśmy nie skończyli, to wszyscy jesteśmy kruchymi naczyniami - prochem. Odgrywamy czasem kogoś, dokuczamy czasem komuś, że jest słaby. Często się z tego naśmiewamy, myśląc, że mamy przez to większą wartość. Ale wszyscy jesteśmy bardzo kruchymi naczyniami. Wszyscy.

            Mówią, że najbardziej kruche są te osoby, które zainwestowały w cynizm. Chyba coś w tym jest. Cynicy – ci, którzy się zbijają z innych, którzy pokazują, kim to oni nie są, jak sobie nie radzą w życiu – są najbardziej kruchymi naczyniami, a cynizm jest ich ostatnią deską ratunku. Można powiedzieć, że to jest ostatnia deska: Ratunku!

Wszyscy jesteśmy z prochu. Ale wiecie z jakiego prochu? – Prochu rajskiego. Zostaliśmy stworzeni przez Boga z prochu rajskiego. A raj to jest to, co nazywa się pełnią życia, to jest to, co nazywa się życiem niezagrożonym,. W Raju chce się żyć, wszystko cię kręci, po prostu żyjesz na maksa. Z takiego prochu powstaliśmy.

Jak uda się przeżyć „tłusty czwartek”, to w Środę Popielcową usłyszymy: Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. To też możemy usłyszeć, ale warto pamiętać, że powstaliśmy z prochu Rajskiego i tam mamy wrócić.

Psalmista mówi: A gdy odbierasz im oddech, marnieją i w proch się obracają. Ale zaraz dodaje – bo widzi, że jak zatrzymasz się tylko na tym, że jesteś prochem, to nie będzie ci chciało się żyć − Stwarzasz je napełniając swym duchem i odnawiasz oblicze ziemi. Bóg potrafi takie prochy, takie kruche naczynia, jakimi jesteśmy, napełniać mocą, ciągle na nowo napełniać mocą.

Warto się może zapytać dzisiaj przy okazji tych słów, które słyszeliśmy: Czy mamy tę świadomość, że jeżeli odkryjemy, że jesteśmy prochem, to będziemy wolnymi ludźmi, bo nie będziemy musieli odgrywać kogoś, kim nie jesteśmy. Nie będziemy musieli się płaszczyć przed kimkolwiek, udowadniać coś komukolwiek.

Myślę, że nie zdradzę tajemnicy mówiąc, jak to rozmawialiśmy z maturzystami o ich motywacji do matury i zapytałem: czy ktoś z was upadł na głowę i chce zdać maturę, żeby komuś coś udowodnić i taki ma motyw. Bo jeżeli ktoś coś chce komuś udowodnić, to wpadnie w taką męczarnię w życiu, że się nie pozbiera, bo będzie musiał cały czas coś komuś udowadniać. Nic nikomu nie musicie udowadniać.

To wcale nie oznacza, że trzeba maturę zdać bądź jak czy w ogóle jej nie zdać. Nie. Nic nikomu nie musicie udowadniać. Ważne, żeby odkryć, że się jest prochem, który wyszedł z raju, który bardzo pragnie być kochanym i kochać, mieć przyjaźnie, udane życie. To pragnienie jest nam dane z raju. Jesteśmy prochem. Jeszcze raz: jesteśmy prochem.

Odkrywając to przed Bogiem mamy możliwość doświadczenia tego, że jesteśmy wolni. Mamy także możliwość odkrycia mocy, bo jeśli odkrywasz przed Bogiem swoją niemoc, jeśli wywalasz przed Bogiem całą prawdę swojego życia, mówisz Mu o tym bez cenzury – jak w Psalmach, tam cenzury nie było – mówisz. Nie tylko przychodzisz i traktujesz Boga jako wyżalacza albo takiego, którego się stawia na ławie oskarżonych, ponieważ Go nie widać, to możesz Mu wszystko nawtykać, jeśli mówisz, jak jest, to nie ma leszcza na osiedlu, bo Bóg zaczyna działać. On taki jest, że odpowiada na wołania tych, którzy wołają do Niego z całego serca, z całej swojej bezsilności, nie połowicznie.

Warto odkryć to, że jest się prochem. Warto się rozsypać przed Bogiem. Nie rozsypujcie się przed ludźmi, którzy nie potrafią uszanować waszej wrażliwość. Nie otwierajcie się przed ludźmi, którzy wykorzystają to przeciwko wam. Bóg jest tym, przed kim warto rozsypać się po to, żeby stworzył nas na nowo. Jak się rozsypujesz przed drugim człowiekiem, to może się nagle okazać, że potraktowałeś go jak Boga. A on cię nie pozbiera. Możesz go też zranić, bo oczekujesz od niego czegoś, czego ci nie jest w stanie dać, bo on też jest prochem.

Dziewczyny: jeżeli zakochujecie się w chłopakach i chcielibyście, żeby był idealny – no, może nie do końca, ale trochę mniej – to on nie będzie idealny. Chłopak jest darem od Boga.

Chłopaki: przyjaźnie, relacje z dziewczynami to jest dar od Boga. Nie zapomnijcie o tym. Ona nie jest Bogiem, chociaż jest boska. Ten Diego i wszystkie jego też nie jest Bogiem, chociaż jest boski. Warto o tym pamiętać.

Ostatnia rzecz to rozkaz, o którym dzisiaj słyszeliśmy: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. To jest troszeczkę tak – jeśli chcielibyśmy to zrozumieć – że w tym jest ogromny sens i dobrze, że Bóg tak to rozegrał, że to powiedział. Że nie schował się w krzakach w ogrodzie i mówiąc: zobaczymy czy zjedzą, bo jak zjedzą, to przecież umrą. Zobaczymy, zjedzą czy nie.

To jest troszeczkę tak, jak w relacjach. Kiedy nagle zdobywasz się na coś takiego, że otwierasz się przed drugim człowiekiem i mówisz mu o rzeczach, które są dla ciebie ogromnie ważne, w pewnym momencie mówisz mu to samo słowo, które powiedział mu Bóg: Nie wolno ci tego powiedzieć nikomu. Nie wolno. Normalnie tak jest, że się tego nie mówi. Normalnie tak jest, że się słucha Boga, że się słucha kogoś, kto ci mówi: Nie wolno ci tego zrobić.

Ale kiedy to się nie uda, kiedy zdradzi się ten sekret, to nie chodzi o to, że tylko zranisz drugiego człowieka, Bóg będzie obrażony. Jeszcze mamy tę formułkę ze spowiedzi: Obraziłem Pana Boga, zapominając o tym, że po prostu trzeba oskarżyć się przed Bogiem, żeby się usprawiedliwić. Bóg się nie obraża. To nie jest tak: Nie rób tego, bo Panu Jezusowi będzie przykro. O przykrość Jezusa chodzi?! Czy tylko chodzi o przykrość przyjaciela?!

Jak łamiesz coś, czego nie wolno, to tym sam sobie szkodzisz – i o to tu chodzi. Jak kopiesz kota, bo masz taką schizę, że idzie kot i chcesz go kopnąć, i go kopiesz, to nie tylko chodzi o to, że kot będzie cierpiał. W tobie coś umiera. Ty marniejesz. Dlatego nie wolno. Ale uwaga, jak tutaj wszyscy jesteśmy, choć nie wszyscy chcemy się do tego przyznać, wszyscy łamiemy to, co nie wolno. Papież Benedykt świetnie to nazwał: Kiedy człowiek złamał to, co nie wolno, Bóg nie dał za wygraną i nie zemścił się, tylko posłał Swojego Syna po to, żeby zbierać nas ciągle na nowo, ciągle stwarzać na nowo, napełniając Swoim Duchem.

Kiedy ksiądz wyciąga rękę w konfesjonale, kiedy wyciąga rękę nad ołtarzem, to wyciąga dlatego, że ktoś nad nim kiedyś wyciągnął rękę. Tak się zaczęło: od Jezusa, Ojciec przekazał Mu moc Ducha Świętego. Kiedy ksiądz wyciąga rękę w konfesjonale, Bóg zbiera cię na nowo. Rozgrzeszenie, moc Ducha Świętego, przychodzi ile razy? Choćbyś nawet miał trzy razy dziennie się spowiadać − tu nie o dewotyzm chodzi − choćbyś miał się spowiadać bardzo często, to się spowiadaj, wracaj do Boga, wracaj ciągle, to jest sens życia. Kochać to znaczy powstawać. Życie polega na tym, żeby nauczyć się wracać, bo wtedy nauczysz się kochać, nauczysz się, że jesteś kochany jako proch.

Może warto się zapytać: czy mam świadomość tego, że jestem prochem kochanym. Że łamię zasady i że mam wracać, a nie obrażać się i myśleć, że nie ma sensu? Tyle razy się spowiadałam i nie ma sensu ten sam grzech. Grzech nigdy nie jest ten sam. Zawsze cię wewnętrznie zabija. Coś w tobie ciągle bardziej umiera. Bóg chce cię zbierać, tak, jak i mnie. Dlaczego? Może być tylko jeden powód. Bo kocha. Bo zwariował na naszym punkcie. Kocha nas nieodwołalnie. Jemu to nie przejdzie.