Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

Dobre Słowo 5.10.2014 – XXVII Niedziela Zwykła

Iz 5,1-7; Ps 80,9.12-16.19-20; Flp 4,6-9; J 15,16; Mt 21,33-43

Co za podejście!

            Duchu Święty, czyń z nami, co się Tobie podoba.

            Pośród wielu prób interpretacji tego słowa - odnalezienia się w nim, spróbujmy zwrócić uwagę na kilka.

            Pierwsza to pasja, z jaką podchodzi do winnicy gospodarz, a druga to sposób odpowiedzi, reagowania na tę pasję, która jest widoczna w reakcji tych, którzy z tej winnicy korzystają.

            Jezus na pewno zna tekst z proroka Izajasza. Modli się psalmami i Pismem, odwoływał się także do proroka Izajasza, więc zna na pewno pieśń, jaką chce zaśpiewać przyjacielowi, pieśń o miłości ku swojej winnicy. Dobrze jest wejść w ten klimat miłości i pasji, żeby móc odnaleźć się w podejściu Boga do nas. Jeżeli ktoś ma jakąkolwiek pasję, przenosząc to na realia - choćby jakaś działkę, jakiś skrawek ziemi, na której coś uprawia, coś zbudował, coś rośnie, coś trzyma, to może prędzej będzie mu po drodze do odkrycia tej pasji, którą ma Pan - oczywiście o wiele większej, gorętszej w związku z podejściem do nas ludzi, do całego planu zbawienia, wiecznej szczęśliwości życia z Nim na wieki, niczym niezagrożonego życia z Nim na wieki.

            To dzięki tej pasji można żyć, odkrywszy miłość, jaką Bóg ma do nas. Jeśli tej pasji się nie odkrywa bądź jeśli nie interpretuje się, jako naczelnej, nie widzi się wydarzeń, jakie dzieją się w życiu w kluczu tej miłości Boga do nas, to wówczas następuje jakieś zamknięcie, chęć samostanowienia, pretensji do Pana Boga, złego przeżywania swojej nędzy, swojej słabości, swoich grzechów.

            Więc pasja jest tym, co zdaje się być kluczem w odkryciu podejścia Pana Boga do nas i na tę pasję, jak słyszymy w przypowieści Jezusa, dzierżawcy nie odpowiadają we właściwy sposób. Nie dostrzegają tej staranności, tych zabiegów, jakie gospodarz podejmuje względem winnicy. Nie dostrzegają też tego, że mogą w tej winnicy być, że mogą z niej czerpać, w niej pracować, w niej się rozwijać. Zamykają się na nią i właściwie w tej nędzy wchodzą w pozycję kogoś, kto zginie.             Próbujmy też pytać siebie: Na ile w nas jest takiej staranności o to, by odkrywać pasje Boga? By nie tyle skupiać się na swoich ograniczeniach, czy też pasjach, ale szukać inspiracji w pasji, którą Bóg ma względem nas, miłości, jaką ma względem nas.

            Na ile dziś ta odpowiedź przekłada się na jakieś konkrety, na pracę w tej winnicy, na przyjmowanie i przekazywanie tej miłości?

            Gdybyśmy tę pasję Bożą przełożyli na język wieku, w którym Izajasz pisze swoją pieśń o winnicy, to wszystkie te czynności, które gospodarz wykonuje, żeby winnica wydawała owoce mogą się okazać bardzo pięknym obrazem Bożej troski o nas.

            Troska o winnicę, a właściwie wypracowanie przestrzeni na to, żeby ziemia w Izraelu wydawała owoce, to jest rzeczywiście walka z nieurodzajem, walka z suszą, walka z chwastami i wszelkiego rodzaju przeciwnościami.

            Bóg, który czyni z nas winnicę rzeczywiście wkłada w to mnóstwo trudu. Okopuje ją, oczyszcza z kamieni. To można porównać do oczyszczania nas nieustannie z grzechów, słabości. Oczyszczanie z chwastów to była czynność, którą trzeba było przeprowadzać w winnicy nie raz, ale regularnie. Bóg regularnie nawiedza nas ze swoim słowem, oczyszcza, przygotowuje. To była walka o to, by ta ziemia, która ma wydać owoce była pełna wody. Tę wodę można by porównać do Ducha, którego Bóg nam daje, nieustannie posyła, żebyśmy tylko wydawali dobre owoce.

            W tym kontekście ten pierwszy wiersz przypowieści o winnicy można by przetłumaczyć trochę mocniej, niż w tekście polskim. Izajasz mówi, że chce zaśpiewać pieśń nie tyle swojemu przyjacielowi, co ukochanemu. To jest jedyne miejsce w Starym Testamencie, kiedy tak się zwraca do Boga, kiedy nazywa się Go ukochanym. Dużo odwagi ma ten prorok, tak określając swojego Pana. Ale rzeczywiście to jest Ten, który kocha, i Ten, który powinien być obiektem miłości.

            Ta miłość zostaje zdradzona przez to, że nie wydajemy owoców. O tym mówi dzisiejsze pierwsze czytanie i Ewangelia. Bóg oczekuje nie tylko owoców od nas, czyli tego, że jego miłość zainwestowana w nas wyda dobre plony, ale także owoców we właściwym czasie. To także jest ciekawe słowo. Ten właściwy czas - kajros w Biblii to jest czas, który już się nie powtórzy. Bóg nie chce owoców wtedy, kiedy nam się umyśli, czy wtedy, kiedy my dojrzejemy. Bóg nie chce owoców odciąganych w czasie. Być może na koniec swojego życia wreszcie pojmę słowo i zacznę wydawać dobre owoce, wreszcie się nawrócę, ale walka o owocowanie to jest walka każdego dnia.

            Ciekawe, że tak często schodzi nam to z horyzontu, kiedy odsuwamy modlitwę, odsuwamy to, co trzeba zrobić dla Pana i z Panem, a dominują takie czynności prozaiczne w codzienności, jakby one były znacznie ważniejsze. To jest ten czas, kiedy Bóg przegrywa w walce o dobre owoce naszego serca, bo chcemy wydawać je w czasie, kiedy nam będzie wygodnie, kiedy sobie sami ustalimy.

            Więc ukochany prosi o owoce naszego serca, o owoce winnicy, którą jesteśmy nie jutro, nie za rok, ale już dzisiaj. Dzisiaj staje z tym słowem przed nami i dzisiaj przypomina, z jaką pasją o nas się troszczy, jak nas pielęgnuje . Ile ducha, ile słowa, ile swojej miłości posyła każdego dnia, żeby sowo w nas wydało dobry owoc.

Amen

Ksiądz Leszek Starczewski

Ksiądz Marcin Kowalski