Po Dobrym Słowie XX Niedzieli Zwykłej

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 18 sierpień 2014

 

 

Skruszona kopia

Najwyraźniej zdrowej ufności potrzebne są wstrząsy. Zbyt często ulega przyzwyczajeniom i nawykom, które czynią z niej wygodną wymówkę od poszukiwań. Izajasz zaprasza wiernych Bogu do domu modlitwy, a przecież ta nie jest gadką-szmatką, wycieczką krajoznawczą po ulubionych nastrojach czy pełną pająków piwnicą z przewrażliwieniem na punkcie swoich „uzasadnionych” żalów i uprzedzeń. Modlitwa to także szarpanie się z sobą o poszukiwanie tego, co mówi Pan. A dom modlitwy jest na Świętej Górze, na którą On prowadzi po to, aby w nim rozweselić.

Pan wciąż mówi. Może szczególnie wówczas, gdy doświadczamy jak nas zbywa i usiłuje spławić, sugerując zejście na psy. Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom i rzucać szczeniętom. Zdrowa ufność bez wstrząsów niepostrzeżenie przepoczwarzy się w ociekającą zadowoleniem z siebie bądź rozgoryczeniem sobą ruinę. Wstrząsy mogą nas rozsypać w drobny mak czy – idąc tropem dzisiejszej Ewangelii – zmieść jak okruchy spadające ze stołu. I wtedy jest szansa na odkrycie desperackiego pragnienia, które wyrazi się w natarczywym i nieustępliwym wołaniu: Jezu ulituj się nade mną, Panie dopomóż mi. To wołanie, wyżużlowane wstrząsami, nie ma w sobie nic z obojętności, pretensji bądź chęci ugrania czegoś z Bogiem. Jest ono tak silne przerażającym doświadczeniem własnej niewydolności, że staje się rzeczywistym dotykiem mocy Pana, czyli zbawienia.

Paweł Apostoł na wszelkie sposoby głosi zbawienie. Ma nadzieje na to, że może przez to pobudzi do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzi do zbawienia. Jezus też ma nadzieje i ją daje. Pobudza najpierw tym, że nie odzywa się ani słowem, a potem strzela z najcięższych armat krusząc kopie. Kobieta w tych okruchach odnalazła siebie i swoją córkę. Tu pozbierał ją Pan.

Panie, utrwalaj w nas podatność na życie z ufnej wiary, a tam gdzie jesteśmy zapyziali, pretensjonalni i pełni fochów, wstrząśnij nami na tyle, na ile serce da się pokruszyć.