Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

Dobre Słowo 08.07.2014 r. – wtorek, XIV tydzień zwykły

Oz 8,4-7.11-13; Ps 115,3-10; Mt 4,23; Mt 9,32-37

Co ja robię tu?

Duchu Święty, który opiekujesz się nami w taki sposób, żebyśmy mogli doświadczyć bliskości Ojca i Syna, i działania Twojej mocy, pociągnij nas ku sobie.

Fragment dzisiejszej Ewangelii pokazuje bardzo praktyczną postawę Jezusa: działa potężną mocą. Wyrzuca złego ducha z niemowy, który jest opętany. Tak, można być opętanym niemówieniem o Bogu. Tłumy są pełne podziwu. Wołają: Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!Pośród tłumów faryzeusze zarzucają Jezusowi najcięższego kalibru zarzut, argument: Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy. A co robi Jezus? Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Troszczy się i myśli z perspektywą: robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Jezus robi swoje. Ani Go nie zwodzi podziw, ani nie zniechęca krytyka. Robi swoje.

To jest właśnie ten fragment Ewangelii, który próbuje dziś także skłonić nas do refleksji: czy my robimy swoje, czy też robimy nie swoje? Nie swoje to znaczy: czekamy na podziw i uzależniamy się od niego. Nie robimy czegoś, bo ktoś krytykuje, bo ktoś zniechęca? Czy robimy swoje?

Jakie „swoje” robi Jezus? Mówił jako dwunastoletni chłopiec w świątyni: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2,49). To jest robienie swojego. U siebie będę wtedy, jeśli będę robił to, czego Ojciec ode mnie oczekuje. Jeśli tego nie robię, historia Izraela, królestw Judy i Samarii powtórzy się w moim życiu: Synowie Izraela ustanawiali sobie królów, lecz wbrew mojej woli. Książąt mianowali - też bez mojej wiedzy. Czynili posągi ze srebra swego i złota - na własną zagładę.

Zboże bez kłosów nie dostarczy mąki – to jest konsekwencja nierobienia tego, czego chce Bóg. A robiąc to, czego chce Bóg, robię dokładnie to, co sprzyja mojemu rozwojowi.

Jeśli mam trudność w przyjęciu woli Bożej, to albo ją źle interpretuję (to znaczy: na swoją niekorzyść), albo nie mam do czynienie z wolą Bożą. Bo wolą Bożą jest to, żebym miał życie w obfitości, żebym miał radość z tego, co robię. Wolą Bożą jest to, żebym robił swoje, to znaczy to, czego On chce dla mnie.

Ksiądz Leszek Starczewski