Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

Dobre Słowo 22.06.2014 r. – XII niedziela zwykła

Jr 20,10-13; Ps 69,8-10.14.17.33-35; Rz 5,12-15; J 15,26b.27a; Mt 10,26-33

Na Miłość Boską - kochaj!

Duchu Święty, usilnie i pokornie Cię proszę, abyś pomógł nam trzymać się tego, co mówi do nas Bóg i odkryć, że to jest ważniejsze od tego, co ludzie na nasz temat mówią, co o nas myślą. Daj nam odkryć moc, jaka płynie z tego, że się jest wiernym Twojemu słowu.

Znawcy mówią – a już kilka małżeństw mnie o tym przekonywało – że jeśli w małżeństwie żona często słyszy od swego męża, że jest kochana, to pięknieje. Problem polega na tym, że różnie się przeżywa miłość i że zarówno mężczyzna, jak i kobieta, różnie tę miłość wyrażają, nie zawsze ze sobą są zgrani, a różnice, jakie mają z zamysłu Bożego, polegają na tym, że mają się uzupełniać, a nie konkurować. No ale, żeby się uzupełniać, trzeba się poznawać. Stąd dużym problemem – mówią – jest dla mężczyzn mówienie swojej żonie często, że się ją kocha, bo mężczyzna zasadniczo wychodzi z założenia, że jak raz powiedział i nie odwołał, to się nic nie zmieniło.

Czemu o tym? A no dlatego, że dziś w Ewangelii Jezus spragniony jest wyznań miłości. I to wyznań, które nie są wypowiadane tylko w skrytości, gdzieś tam po swojemu, ale są wyznaniami składanymi publicznie, oficjalnie. Młodzi, szczególnie licealiści, kiedy zaczynają tworzyć pierwsze relacje między sobą, to zawsze dziewczyna ma takie pretensje, że on jest inny, kiedy są na osobności, a przy koleżankach on się zupełnie zmienia, jakby jej nie znał. Coś z tego jest też w wierze. Jezus bardzo pragnie, abyśmy wyznawali publicznie miłość do Niego. Czemu On tak tego pragnie? Czemu tak mocno naciska, że wręcz podkreśla: Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie, Ojcem, który jest miłością? Odpowiedź pierwsza może być skierowana w tę stronę, że jeżeli wyznajemy publicznie wiarę w Bożą miłość, to ta miłość Boża może coś w naszym życiu zdziałać. Otwierają się przed nami nowe możliwości. Jeśli przyznajemy się do Boga publicznie, to miłość Jego otwiera w nas takie energie, o których byśmy nie pomyśleli, że w sobie mamy. Działa to tylko wtedy, kiedy publicznie wyznajemy wiarę w miłość Boga.

Strasznie smutna jest sytuacja, kiedy mąż i żona nie będą potrafili wpaść na to i rozpoznać, jakie są różnice w przeżywaniu miłości i kiedy on jednak nie przekona się do tego, żeby często tę miłość wyznawać. Ona też tę miłość często wyznaje przez to, że docenia swojego męża. Tak samo jest w wierze. Strasznie smutno jest, gdy wiara w miłość Boga wyznawana jest wyłącznie raz na tydzień, w niedzielę. Boże, ale to musi być strasznie smutna i nudna wiara, jeśli tylko raz na tydzień bądź jeszcze rzadziej wyznaje się publicznie wiarę w miłość Boga w kościele. A później, jak ubranie na święta, chowa się tę wiarę do szafy, zamyka się, żeby tam kurzu nie było, jeszcze się przykryje czymś – strasznie smutna jest taka wiara. Kondolencje, jeśli ktoś ogranicza ją tylko do tego właśnie aktu.

Bardzo istotne jest to, aby odkryć – a dzisiaj słowo Boże nas wyraźnie do tego zachęca – że doświadczenie miłości Boga jest czymś niezwykle praktycznym. Że nie jest to tylko jakaś mglista opowiastka o Panu Jezusiku, tylko ogromna siła, która codziennie się odnawia, jak mówi Pismo Święte: Codziennie odnawia się Twoja miłość, ogromna Twa wierność. Ale, żeby to odkryć, to trzeba się angażować. Jeśli nie ma zaangażowania w tworzenie relacji, poznawanie siebie, bo np. mąż stwierdził, że już zna żonę na wylot i ona to samo, no to zostaje tylko przyzwyczajenie albo jakaś rutyna, która zabija. Jeśli małżeństwo oparte jest na sakramencie, to ma większe możliwości, żeby odświeżać miłość przez systematyczną modlitwę, spowiedź. To wtedy działa. A jeśli nie jest odświeżana, to co zostaje? – Przyzwyczajenie, rutyna, a w końcu nuda. A z wiary? Zostaje to samo. Przyzwyczajenie, a w końcu zabobon, jakaś tam tradycja, przekonanie, że tak trzeba. Kula u nogi ta niedzielna Msza św. Stąd niezwykle ważne jest, abyśmy, słuchając dzisiejszej Ewangelii, nawet samemu zapytali Pana Boga: Panie Boże, jak to z moją wiarą jest teraz? Na ile ona jest rzeczywiście wyznawana w codziennym życiu przeze mnie z gorliwością, z przekonaniem? Nie to, że pojawi się przeciwność i ja chowam swoją wiarę, bo zaczęli krytykować, coś tam mówią w towarzystwie na temat prawd wiary, Kościoła, księży, to skulamy ogonek, chowamy się pod stół i ani mru-mru, robiąc kabaret ze swojej wiary. Kiedy wiara działa? Kiedy się w nią wchodzi. Kiedy zaufanie się wyraża. Kiedy miłość działa? Kiedy jest wyrażana. Kiedy czytałem dzisiejszą Ewangelię, przypomniało mi się doświadczenie z jednej parafii. Wyjeżdżaliśmy z młodymi na dość restrykcyjne rekolekcje wakacyjne z dniami milczenia, potu, nie używaliśmy tam komórek. Chciała też jechać jedna młoda dziewczyna. Problem był tego typu, że jej tato był ateistą i nie bardzo na to wszystko się zgadzał. Ale ta osoba bardzo chciała. Przyszła do mnie i mówi mi o tym. A ja na to: Wiesz, posłuszeństwo rodzicom jest bardzo ważne, ale jeżeli Pan Bóg chce cię na tych rekolekcjach, to sposób znajdzie, tylko bądź wobec Pana Boga szczera, bądź szczera wobec taty. Powiedz o pragnieniach swojego serca. I ta osoba rzeczywiście po jakimś czasie przychodzi i mówi, że tato zobaczył program, zobaczył, że są te dni postu, dni bez komórki, bez telewizji, komputera i mówi tak: Wiesz co, jak już coś robić, to porządnie. Tam poważnie traktują sprawę wiary, to, do czego są przekonani. I się zgodził.

Jeśli ktoś gorliwie w coś wchodzi, to cały świat ma na usługach, to wszystkie rzeczy mu służą. Bo, jak mówi List do Rzymian: Wiemy, że Bóg, z tymi, którzy Go kochają, współdziała we wszystkim dla ich dobra. Inne tłumaczenie mówi: Wszystko wyprowadzi na dobro. Ogromnie zaangażował się w głoszenie wiary prorok Jeremiasz, o którym dzisiaj słyszymy w pierwszym czytaniu. Przeżywa nawet poważną jakąś trudność. Niektórzy nawet medycznie chcą określić to, co przeżywa, jako depresję, bo co wyjdzie, to musi upominać, krzyczeć: Trwoga dokoła!, mówić, że to nie jest styl życia Boga. Udajecie, mówicie, że wierzycie, a wasze życie temu przeczy. Uznajcie to przed Bogiem. Co wychodził do swoich ziomków, do swoich rodaków, to musiał głosić takie słowa. Po ludzku to jest tragiczna postać, bo on zapowiadał rzeczy, które stały się ok. 70 lat po tym, jak on je zapowiadał. On nie widział nawet tego. Odszedł w przekonaniu, że całe życie to chyba zmarnował. Chroniło go to, że się nieustannie powierzał Bogu. Miał tę depresję, wylewał swoje żale wobec Boga, był strasznie wrażliwym człowiekiem. A gdy dochodziło już do sytuacji, kiedy był całkowicie rozsypany w drobny mak, wtedy Pan Bóg go zbierał. Mówił: Jeremiaszu, nawróć się. Nie bój się ich, bo cię napełnię lękiem. Będziesz się nakręcał lękiem. Nie bój się ich. Jeremiasz przeżywa tak gorliwe zaangażowanie w głoszenie wiary i dlatego spotykają go przeciwności. Bo świat będzie nienawidził ludzi wierzących. Świat was znienawidzi, tak jak Mnie znienawidził - mówi Jezus. Jeśli nie spotykamy się z nienawiścią ze strony świata, to chyba nie w Jezusa wierzymy.

Co robi Jeremiasz? Wylewa swoje serce przed Bogiem, bo przecież wie, że Bóg kocha ten świat, mimo że świat odpowiada nienawiścią. Wylewa swoje serce przed Bogiem i mówi: Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Nie ja będę rozstrzygał, chociaż świerzbi mnie ręka i wszystko we mnie chodzi, żeby odpłacić złem, żeby pomstować teraz. Nie. Oddaję tę pomstę Tobie, Boże. Ty wymierz sprawiedliwość. Świetna podpowiedź też dla naszych nieprzyjaciół, na przeciwności. Zamiast sam wziąć sprawę w swoje ręce i na swój język, i obgadywać, trzeba to obgadać przed Panem Bogiem i nikim innym. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Bóg dźwiga Jeremiasza. Bóg go podnosi. Gorliwość o dom Twój mnie pożera - mówi psalmista, doskonale oddając to, co dzieje się w sercu Jeremiasza i każdego, kto się zaangażuje w wiarę, w miłość. Spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie. Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże. Wysłuchaj mnie, Panie, bo łaskawa jest Twoja miłość. Więc bardzo istotna kwestia: Wyznawanie wiary w miłość Boga sprawia, że ta miłość rozlewa się jeszcze obficiej w nas. Gorliwe zaangażowanie się w wiarę powoduje, że pojawiają się przeciwności, bo świat nienawidzi Jezusa i uczniów Jezusa. Odpowiedzią na przeciwności nie jest pomstowanie, tylko oddawanie sprawy Bogu, który daje siłę i mądrość na czas prześladowań i - jak powie Jezus - w owej godzinie, gdy będą was prześladować, dostaniecie takie słowo i taką moc, która pozwoli stawić czoło przeciwnościom. Patrz: męczennicy. Tak Bóg zabezpiecza swoich wybranych. Pan wysłuchuje biednych i swoimi więźniami nie gardzi. Ożyje serce szukających Boga. Nie siedzących z założonymi rękami i czekających na to, żeby ich zabawiać w czasie Mszy św., tylko szukających Boga. Ożyje serce tych, którzy angażują się w miłość, nawet kiedy trzeba to zrobić siedemdziesiąty siódmy i tysiąc siedemdziesiąty siódmy raz, przebaczyć, rozmawiać, z godnością podejmować dialog ze swoimi rodzicami, ze swoimi dziećmi, rodzeństwem. Bóg będzie po naszej stronie, da siłę. Bo Bóg przewidział, że będziemy mieli konflikty, przyjdą przeciwności. I dlatego mówił o przebaczeniu, ale najpierw daje do tego siłę. Bo o własnych siłach nikt nie umie przebaczyć. O własnych siłach zachowujemy się jak poganie - tak mówi Jezus. Tym, którzy nam życzliwie coś robią, my też życzliwie robimy. Ale mi sztuka - mówi Jezus. Tych, którzy nas nie obgadują, my też nie obgadujemy. Ale Jezus daje siłę, żeby wychodzić dalej. I dlatego dziś w Ewangelii mówi: Nie bójcie się ludzi. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Jakich ludzi? Przecież Jezus kocha ludzi, sam stał się Człowiekiem. Ano jest w nas taka część, która stawia opór miłości, która miłość zabija albo przekształca na egoizm, na swoje zachcianki i nazywa to miłością. Jest takie wypaczenie miłości, które chce się ciągle poświęcać, ale nie po to, żeby przynieść dobro drugiej osobie, ale by powiedzieć: Jaka to ja jestem dobra. Jaki to ja jestem dobry. I jak ktoś tego nie zauważy, to jest zły. To jest wypaczenie miłości. Miłość nie szuka swego. Bóg do takiej miłości uzdalnia, takiej miłości uczy. Dlatego pytajmy, patrząc na siebie: Czy my wyglądamy na ludzi, którzy odpowiadają na miłość Boga? Nie tylko ładnie ubrani. Na jakim etapie miłości jesteśmy? Bo jeśli odkryjemy, że brak w nas miłości, to po co przychodzimy na Mszę świętą? Po co jest spowiedź? Żeby zaczynać od nowa. Żeby czerpać ze zdroju zbawienia, żeby posilać się Ciałem i Krwią Jezusa. Żeby Jego Krew, Jego miłość w żyłach naszych płynęła, w naszej duszy była. Ciągle zaczynam od nowa, bo kochać to znaczy powstawać. Ciągle. Może dlatego św. Paweł, odwołując się do grzechu, który przyszedł na świat i dotknął wszystkich ludzi, mówi, że to jest okropieństwo, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. Ale za chwilę dodaje: Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem, jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. Im bardziej odkrywam w sobie grzech, słabości, tym większa jest szansa, że - gdy będę je wyznawał Bogu - jeszcze obficiej, jeszcze mocniej Bóg pokaże, jak wielka jest miłość, która z nich oczyszcza i podnosi każdego dnia. Jak się dziecko uczy chodzić i upadnie, to co? Tato krzyczy na nie? Podnosi. Ile razy? Za każdym razem, aż się nauczy chodzić. Za każdym razem będziemy podnoszeni, jeśli tylko w stronę miłosierdzia Bożego będziemy się zwracać, aż dojdziemy i wrócimy - może na czworakach - do domu Niebieskiego Ojca. Nie bójcie się tej części siebie, która was ściąga na dół, która jest egoistyczna. Może kogoś uszy zabolą, ale jeden z pisarzy amerykańskich tak tłumaczył zdanie św. Pawła, który mówił, że żyje w nas stary człowiek. Ta cześć w nas, która stawia opór miłości, to egoistyczny wieprz, stary człowiek, który codziennie rano się budzi i już zaczyna kombinować: Tylko dla mnie! Ale codziennie rano rozlewa się też miłość i wierność Boga, która daje siłę, żeby w tej walce z egoizmem nieustannie się stawiać do boju i walczyć. Strach - jak zauważył jeden z włoskich teologów - wchodzi do naszego wnętrza, jeśli boimy się o coś, jeśli zależy nam na czymś bardziej, niż na Jezusie. Tam się boimy ludzi, opinii ludzkich, tam się boimy coś zrobić, kiedy zależy nam na czymś bardziej, niż na Jezusie, niż na Jego miłości. Dlatego zaproszeni dzisiaj jesteśmy przez Boga, który wyznaje nam miłość, przez każdy szczegół niedzielnej Eucharystii, pocałunek ołtarza, rozdawanie chleba, które staje się Jego Ciałem, które wyraża nam miłość, przez wszystko, przez zapalone świece - symbol światła, przez kwiaty, przez obecność drugiego człowieka. Zachęceni przez wyznanie miłości Boga, wyznawajmy Mu miłość i przyznawajmy się do Niego, by odkrywać nowe możliwości, nowe sposoby szukania może przykurzonych relacji z bliskimi, może zaniedbanych znajomości, może zaniedbanego męża, żony, dzieci, rodziców - Jego miłością i Jego siłą, bo sami z siebie nic nie potrafimy.

Ksiądz Leszek Starczewski