Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

Dobre Słowo 25.05.2014 r. – VI niedziela wielkanocna

Dz 8,5-8.14-17; Ps 66,1-7.16.20; 1 P 3,15-18; J 14,23; J 14,15-21

Czas na zmiany, a nie mówienie o nich

            Duchu Święty, ustalmy jedno: Jeśli mamy spotkać Jezusa, który jest żywy, to w tej chwili nie sięgamy do jakiejś książki, do liter, które historią trącają, ale dotykamy Jego słowa. A przez Jego słowo dotykamy Jego samego. A dokładnie to On nas dotyka. Daj nam odkryć, Duchu Święty, że nie musimy tego czuć i rozumieć – choć może się tak zdarzyć – że nie musimy ogarniać całego w treści przepowiadania, wszystkich wątków. Że mamy przyjąć to, czym nas zastanowisz, dotkniesz, zdenerwujesz, ucieszysz, rozradujesz, zasmucisz.

            Pomóż nam, Duchu Święty, zdać się na Jezusa na tyle, na ile jest to możliwe. Bez magicznych oczekiwań i bez traumatycznych zniechęceń.

            Z dzisiejszej liturgii kilka wątków i jeden zasadniczy, który będzie wyrażony w temacie, jakim jest następujące zdanie: Czas na zmiany widzialne, a nie te, o których się tylko mówi.

            Ale zanim dojdziemy do tego wątku, to pierwsze skojarzenie: Kiedy św. Piotr pisze list, to zauważa bardzo istotną rzecz, która wiąże się z całością: Lepiej bowiem, jeżeli taka wola Boża, cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. To znaczy, jeżeli robię coś dobrze, to nie ma szans, żeby nie spotykały mnie przeciwności. Z przeciwnościami związane są różne stany i przeżycia, również i cierpienie, ale to, że te przeciwności są i cierpienie jest, nie oznacza, że mam przestać czynić dobrze.             Lepiej bowiem, jeżeli taka wola Boża, cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. Wiąże się to z wątkiem głównym dzisiejszego słowa, tzn. z tym wydobywanym w tym rozważaniu – przecież każdy może znaleźć też inne wątki – a mianowicie ta niesamowita determinacja Jezusa i silny akcent położony na to, żeby zachowywać Jego przykazania. Jeżeli Mnie miłujecie, jeżeli Mnie kochacie, to będziecie się trzymać moich przykazań.

            Przyznam, że ilekroć to słyszę, to kojarzy mi się to z jakąś tępotą, z surowym wymaganiem, z warunkowym podejściem do miłości, a tak nie jest.

            Jezus zbyt dobrze zna naszą zmienność, rozbujanie w radościach, w jakichś pocieszeniach, w czułostkach i to takie kołysanie w błogim pokoju, żeby nie powiedzieć – świętym – a także jakieś dołujące, mroczne doświadczenia. Zbyt dobrze nas zna, żeby nas w nich zostawił. Mówi: Cokolwiek się dzieje, jeżeli chcecie mojej miłości, jeżeli chcecie odpowiadać na moją miłość, to nie trzymajcie się tych zmienności, tylko zachowujcie moje przykazania.

            I właśnie wiąże się to z tym, co mówił Piotr: Lepiej bowiem, jeżeli taka wola Boża, cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. Cierpię, spełniając żmudnie to, co mówi do mnie Pan, bo nie widzę efektów, bo spotyka mnie prześladowanie, bo mnie odrzuca, bo tego nie czuję. Jezus o tym wie i mówi: Trzymaj się przykazań. Już tam nie mędrkuj, tylko po prostu trzymaj się przykazań – zachowuj je. To, co usłyszałeś w słowie, jest dla ciebie kryterium, które ma stanowić o twoich wyborach i decyzjach. Zarówno tych wewnętrznych – kiedy przychodzi ci decydować: włażę w smutek i zniechęcenie, czy pozwalam, żeby się we mnie tłukł i denerwował, ale trzymam się i robię coś innego – jak i zewnętrznych: Widzę, że to, co robię, nie spotyka się ze zrozumieniem, z akceptacją, zauważeniem, ale robię to, bo rozpoznaję w swoim sumieniu, że to w tej chwili jest posłuszeństwem przykazaniom Jezusa.

            Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. To odniesienie, które Jezus zostawia, oczywiście osadzone jest mocno w Pocieszycielu, w Duchu, w Duchu Prawdy – bo przykazania niosą prawdę – który ma wspierać i ożywiać nas. Sprawiać, żeby te przykazania nie były tylko literą, ale żeby zawierały w sobie życie, prawdę i pocieszenie. Stąd Jezus nie zostawia nas tylko na rozkazie spełniania przykazań, ale mówi, że Duch się tym wszystkim zajmie. On doprowadzi do pełni prawdy – mówił Jezus wcześniej.

            To Duch sprawia, że wierność przykazaniom nas zmienia. Może tego nie widzimy. Czy mama potrafi dostrzec, jeżeli nie zaznacza na witrynie drzwi, że dziecko rośnie? Ona tak średnio to dostrzega. Dopiero inni to widzą.

            Podobnie jest z życiem w nas. Więcej zaufania. Św. Piotr nawet mówi: Łagodności trochę więcej miejcie dla siebie. Z łagodnością i bojaźnią Bożą zachowujcie czyste sumienie; ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają.Łagodniej troszkę do tych ocen, wzrostów, zarostów, rozrostów, czegokolwiek w tym życiu – właśnie wierności przykazaniom Pana. To Duch nas kształtuje.

            Czy śpisz, czy czuwasz, jeżeli ziarno zostało rzucone, ono sobie tam gnije, ono sobie tam pracuje i wyda owoc. Trochę łagodności, trochę więcej zaufania. Duch Święty potrafi w nas przemiany wprowadzać. Takie przemiany, które sprawiają, że stają się one widzialne. Nie zostawię was sierotami w tym, co robicie.

            Widzialnie zmieniają się Piotr i Jan, którzy rozdzielają Ducha Świętego. Biegają, gdzie się tylko da. Modlili się za nich w Samarii, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Przecież chłopaki wiedzą, że ci, którzy do tej pory myśleli, że same przykazania, sama wierność Prawu, że to wszystko ich zbawi, zauważyli, że są po prostu bezsilni, że nie dają rady, że ciągle upadają, a oni przychodzą, kładą na nich ręce, żeby otrzymywali Ducha Świętego. Żeby Duch Święty im pokazywał: Hej, chłopaki, nie chodzi o to, żeby wam się udawało, czy nie udawało. Chodzi o to, żebyście pozostawali wierni. Żebyście pozwalali, żeby Jezus w tych warunkach objawiał wam miłość. Że jak wam pokazuje, jak jesteście niewierni, jak upadacie, jak odchodzicie, to pokazuje wam po to, żeby zaraz wam powiedzieć: Tak was kocham, żeby nie uzależniać was od tego, co w was zaakceptowali, czego nie zaakceptowali, co wam się udało, co nie udało, tylko od miłości od Ducha.

            Rozdzielają chłopaki Ducha, żeby ten Duch działał, żeby mógł budzić nadzieję i pozwolił ją uzasadnić. Nadzieję, że Jezus mnie zmienia, że Jezus mnie kocha. Pana Chrystusa miejcie w sercach za Świętego.

            Co wam zajmuje pierwsze miejsce w tej chwili? Najchętniej byś zbył to pytanie, albo byś siadł i tłukł się deską po głowie, żeby się zatłuc na śmierć, zagnębić, a nie odpowiedzieć Jezusowi: Jezu, no, to zajmuje teraz pierwsze miejsce. Jezus mówi: A Ja? Ja też bym chciał być na pierwszym miejscu. Jak będę na pierwszym miejscu, to z tamtym też sobie poradzisz.

            Mało chyba odkrywamy, że Jezus obnażając nasze słabości, natychmiast chce zająć pierwsze miejsce, chce nas oczyszczać. Pana Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest dzięki Duchowi Świętemu.

            Bo będą was wlec po sądach i różnych miejscach, a Duch Święty, nie martwcie się, On będzie wam dany. Ale trwajcie przy słowie, aby Duch Święty miał się do czego odwołać. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was.

            Na koniec: Ostatnio jeździmy z uczniami po różnych gimnazjach, zachęcając do rozważenia propozycji przyjścia do liceum katolickiego i po drodze spotykamy różnych ludzi. Czasem wychodzi ze mnie pleciuga i zaczynam z niektórymi rozmawiać. W jednej ze szkół miałem trudną rozmowę z jedną z nauczycielek. Potem się okazało, że była to rozmowa niesamowicie inspirująca. Mam nadzieję, że również i dla niej.

            Chyba jak każdy człowiek pani ta ma przeróżne doświadczenia z księżmi. Mówiła o księżach tak, że tylko schować się pod stół. Nie prostowałem. Ale mówiła też o księżach, którzy dali jej dużo nadziei. I gdy rozstawaliśmy się na koniec, to ja mówię: No to do zobaczenia, nie w tym, to w przyszłym świecie. A ona mówi, że ona to do nieba nie pójdzie. A ja wtedy natychmiast z grubej rury: No pewnie. Pismo Święte też mówi, że nikt z nas nie pójdzie do nieba. Ona takie oczy. Ta rozmowa toczyła się w sekretariacie. Słuchały jej jeszcze inne osoby – załapały się na małą ewangelizację. Pan Jezus powiedział, że przyjdzie po nas i zabierze nas do siebie, a to jest różnica.

            Nie pchaj się do nieba. Pozwól, żeby Jezus tam cię wprowadził. Maryja była wzięta, a ty się tam sam chcesz dostać? Tylko Jezus wstąpił do nieba i to On pociąga. On cię wyciąga z grzechów. Nie wyłaź sam ze swoich grzechów. To On pociąga ze zniechęceń, a więc absolutnie nie myśl o tym, żebyś się tam rejdolił w tych zniechęceniach i próbował wyjść. Pozwól Jemu.

            A jeśli nie wiesz, jak to robić, to wołaj do swojego Zbawiciela. Tylko zauważ, kto jest twoim Zbawicielem, spróbuj rozpoznać. Jeśli nie jest to Jezus, to gadaj z Jezusem, a nie martw się: O, to nie jest Jezus. Co ja robiłem do tej pory? Teraz to już wszystko stracone, zmarnowane życie. I gderaj tak, gderaj. Albo wołaj. Wołaj, jak autor Pieśni nad Pieśniami w tłumaczeniu Biblii Poznańskiej:

Całuj mnie pocałunkami ust twoich,

bo słodsza jest twoja miłość nad wino.

Pociągnij mnie za sobą! Biegnijmy!
Wprowadź mnie, królu, do swej komnaty.
Będziemy się cieszyć i radować tobą!
Upajać się twoją miłością bardziej niż winem!

            Panie Jezu, wyprowadzaj nas i ciągnij do siebie. Ciągnij nas, bo mamy inne ciągotki. Daj nam odkryć te miejsca, w których tak skupiliśmy się na sobie, że już nie pozwalamy Ci być innym, niż ustaliliśmy, niż mamy Cię już w naszych wyobrażeniach, uczuciach, wspomnieniach, zranieniach, obrazkach, cokolwiek by tu jeszcze nie wymienić.

Wprowadź mnie, królu, do swej komnaty.
Będziemy się cieszyć i radować tobą!
Upajać się Twoją miłością bardziej niż winem!

 

Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was.

Ksiądz Leszek Starczewski