Dobre Słowo 04.05.2014 r. – III niedziela wielkanocna

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 04 maj 2014

 

 

 

Dobre Słowo 04.05.2014 r. – III niedziela wielkanocna

Dz 2,14.22-28; Ps 16,1-2.5.7-11; 1 P 1,17-21; Łk 24,32; Łk 24,13-35

Kleofas, czyli ojciec plotki

Tą niedzielą rozpoczynamy Tydzień Biblijny, w trakcie którego będziemy w sposób szczególny zachęcali do tego, żebyśmy w domach otwierali Biblię, Ewangelię, i czytali ją. Bo nigdzie – jak przekonuje dzisiejsza Ewangelia – nie da się spotkać Jezusa zmartwychwstałego. Jest tylko w swoim słowie. Św. Hieronim mówił, że kto nie zna słowa Bożego, nie zna Jezusa. Jest w tym nie tylko trochę, ale sto procent prawdy. Kto nie otwiera Ewangelii, kto nie zna jej, być może wędruje z Jezusem martwym, ukrzyżowanym, ale na pewno nie ze zmartwychwstałym. Bo Ten daje się poznać tutaj, kiedy otwieramy Jego słowo.

Ewangelia czytana dzisiaj to chyba jedna z najpiękniejszych Ewangelii. Opisuje spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym. Jest dosyć długa. Dostatecznie długa, żeby trochę się znudzić, a może odpocząć odrobinę, jak ci, którzy wędrują do Emaus. Bo w rzeczy samej jesteśmy nie tylko podobni do tych dwóch, którzy uciekają do Emaus, ale w jakiś sposób jesteśmy na tej samej drodze. Ich historia jest naszą historią.

Oni uciekają. Uciekają z Jerozolimy. Uciekają przed ofiarą – wystarczy ofiara Jezusa ukrzyżowanego. Uciekają tą drogą odrobinę na oślep.

Pod wieloma względami czasami przypomina to trochę bieg naszego życia: trochę na oślep, trochę gnani lękiem, uciekamy przed przeszłością, nie znamy przyszłości... Ludzie na drodze ucieczki. Zamiast cieszyć się życiem, zamiast przeżywać je w całej jego głębi i całym pięknie, ciągle przed czymś uciekamy.

Jak nie tylko zatrzymać się w środku tej ucieczki, ale sprawić, żeby była to droga ludzi szczęśliwych? O tym mówi dzisiejsze słowo.

Przyjrzyjmy się najpierw tym dwóm, którzy uciekają do Emaus. Tylko jednego znamy z imienia. Myślę, że ten drugi, bezimienny uczeń, to miejsce, gdzie powinniśmy wstawić nasze imię, żeby poczuć się rzeczywiście jak on, na drodze do Emaus. Ale imię pierwszego jest także bardzo znaczące, bardzo ciekawe i dostarczy nam klucza do zrozumienia całej historii.

Kleofas – to hebrajska czy aramejska forma greckiego imienia Kleopatros. Kleopatros składa się z dwóch rdzeni, dwóch członów: Kleos – od kaleo – może oznaczać albo plotkę, albo chwałę, coś chwalebnego, radosnego, i patros, czyli ojciec.

Kleofas, którego spotykamy na drodze do Emaus, na samym początku jest ojcem plotki. To jest ktoś, kto zbiera dużo informacji. Jest w tym trochę podobny do nas. To ktoś zanurzony w szumie informacyjnym dzisiejszego świata. Z tego szumu próbuje wyciągnąć coś dla siebie, jakąś mądrość dla swojego życia. Zbiera informacje, idzie z nimi i rozsiewa je. Tworzy plotki. Żyje na pewno życiem nie swoim, ale usłyszanym, zasłyszanym, podejrzanym... On także nie zna innego Jezusa oprócz tego martwego, ukrzyżowanego. I gorzej nawet: bo nie zna Go z pierwszej ręki, słyszał tylko o Nim. To jest ktoś, kto na pewno ma trochę wiedzy o Bogu, ale nie doświadczył Go w życiu jako żyjącej Osoby. I te plotki Kleofas po prostu rozsiewa: swoje lęki, trochę wiedzy o Bogu. Tyle ma i tyle daje innym. Ucieka. Pociąga za sobą swojego towarzysza i ucieka do Emaus.

Dlaczego uciekają? Uciekają, żeby nie powtórzyła się w ich życiu historia Jezusa. Oni już raz patrzyli na Jezusa ukrzyżowanego i mają dosyć. Wystarczy, że On jest ukrzyżowany. Po co ja mam się krzyżować? Po co ja mam poświęcać swoje życie? W imię czego i dla kogo?

To jest lęk, który bardzo często towarzyszy nam, księżom, ojcom, matkom, mężom, żonom: dlaczego mam aż tak się poświęcać? Do jakiego stopnia mam się stracić, oddać swoje życie dla drugiego? Nie widzę sensu, przecież mam być szczęśliwy także jako ja. Tak więc on ucieka od drogi krzyża, od drogi misji oddawania swego życia, którą widział w Jezusie. Jezus ukrzyżowany wystarczy.

Jest to ktoś także przeraźliwie smutny, bo kiedy Jezus zatrzyma ich w połowie drogi, to smutek rzuci się w oczy Jezusa, w oczy Łukasza: Zatrzymali się smutni.

To jest też ktoś, kto, jak pisze Łukasz, ma oczy na uwięzi. To jest ciekawe stwierdzenie. Dosłownie po grecku mówi się oczy za kratami. Używa się tutaj czasownika greckiego krateo, który sugeruje, że on jest w więzieniu. Że ten Kleofas, który wędruje, biegnie – bardzo aktywny skądinąd – jednak jest w klatce, w więzieniu swoich lęków, wyobrażeń na temat drogi życia, drogi za Jezusem, samego Jezusa. Kleofas jest więźniem swoich własnych pragnień, lęków, przeszłości, która go ściga. Na drodze takich ludzi staje Jezus. Ludzi uciekających od życia, zamiast cieszyć się życiem. Na drodze takich ludzi stanie Jezus i pierwsze, co robi, jako lekarstwo na tę ucieczkę, na życie, w którym nie ma życia, proponuje swoje słowo.             Najpierw Jezus cierpliwie słucha historii Kleofasa i tego drugiego ucznia. Pozwala im opowiedzieć paradoksalnie swoją własną historię, bo to jest historia Jezusa, ale opowiedziana z ich punktu widzenia. A z ich punktu widzenia jest to historia pełna rozczarowań. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Nie taki miał być Mesjasz. Miał być mocny. Miał odsunąć od siebie i od nas wszystkie problemy. Miał nam utorować drogę, dać szczęście i błogosławieństwo, a tu skończył jako ukrzyżowany. Są bardzo rozczarowani.

            Jezus słucha tego wszystkiego, tej narracji o swoim własnym życiu, o sobie samym. Słucha bardzo cierpliwie do pewnego momentu. Wreszcie, kiedy skończyli, nie reaguje łagodnie w tej Ewangelii. Potrząsa nimi. – Głupcy, dlaczego w ogóle nie myślicie? Dosłownie tak mówi: Jesteście bezmyślni. Dlaczego zbieracie wszystkie plotki, informacje tego świata, a nie przyjdziecie po prawdziwą mądrość mojego słowa?

            Jezus odsyła tych uczniów po pierwsze do słów proroków, do Pisma, do słowa Bożego. – Dlaczego rozsiewacie wszystkie możliwe plotki tego świata, a nie przyszło wam do głowy, żeby sięgnąć po prawdę, czyli po moje słowo? Dlaczego napełniacie swoje serca szumem, informacjami, które dookoła napływają? Co one dają? Czynią was szczęśliwymi? Dają wam pokój? Nie. Ciągle przed czymś uciekacie. Macie w sobie świadomość porażki, goni was przeszłość. Więc przyjdźcie do Mnie. Zacznijcie słuchać. – Do tego Jezus zmusza ich na tej drodze. Zaczyna im otwierać Pisma i mówić im, że one mówią o Nim. Że w ich świetle to Jego życie i ich życie naprawdę nabiera sensu. Nie ma wydarzeń, które nie byłyby częścią Bożego planu.

            Tutaj przypomina mi się moje znajome małżeństwo, które poznałem pracując w diecezji nowojorskiej na Bronxsie – Ricardo i Iwet. To tacy klasyczni nowojorczycy, ludzie sukcesu. On był prawnikiem, pracował dla Urzędu Miejskiego, ona artystka. Prowadzili bardzo szczęśliwe życie, dopóki nie dotknęło ich nieszczęście. Ricardo pracował niedaleko Ground Zero, miejsca, gdzie uderzyły samoloty niszcząc wieże World Trade Center. On tam był, kiedy to się stało. Jako jeden z pierwszych pojawił się na miejscu zamachu. Przez tydzień był tam, pracował, pomagał, modlił się. To był czas ogromnego wysiłku, heroizmu. Bardzo trudny, ale też piękny czas, jak mówią o tym nowojorczycy. Ale po tym pięknym czasie heroicznego wysiłku, kilka lat później okazało się, że ta obecność w Grand Zero, gdzie było mnóstwo pyłu, sprawiła, że bardzo szybko zaczął tracić wzrok. Najpierw szybko w jednym oku, potem w drugim – prawie już nie widział. Młody człowiek, pełen energii, człowiek sukcesu, nowojorski prawnik. Widzieliśmy go później prowadzonego przez żonę do kościoła, bo nie widział. I pamiętam, że była taka niedziela, kiedy czytaliśmy Ewangelię o uzdrowionym ślepcu. Przyszedł do mnie po tej Ewangelii i mówi: Ja wiem i jestem tego pewien, że to jest słowo o mnie. Ja jestem tym ślepcem, na którego Jezus wkłada ręce. Nie wiem, ile czasu to zajmie, ale wiem, że On zwróci mi wzrok. W każdym razie wszystko jest w Jego rękach – mówi Ricardo. Zachwyciło mnie to. Pomyślałem: Boże, niesamowita wiara. On był w tym słowie, cały w tej Ewangelii. I rzeczywiście, kilka miesięcy później okazało się, że zaczął odzyskiwać wzrok. Nie wiem, czy to zasługa medycyny, ale z pewnością także jego wiary i determinacji. Krok po kroku zaczyna coraz więcej widzieć, skazany już na ślepotę. Ale siłę i determinację do tego, żeby walczyć, jemu i jego żonie dało słowo – Ewangelia. On nie tylko jej słuchał. On był w tej Ewangelii. On się tam zobaczył i doświadczył tam Jezusa, który rzeczywiście wkłada na niego ręce, uzdrawia jego oczy.

            O to właśnie chodzi dzisiaj Jezusowi, kiedy staje przed nami i proponuje nam swoje słowo. To jest słowo, w którym On jest, w którym On żyje i działa. Słowo, przez które może nas uzdrawiać. Zawracać z tych dróg ucieczki, na których jesteśmy, leczyć nasze życie.

            Widzicie, że nie tylko Ricardo, ale także Kleofas – uczeń z dzisiejszej Ewangelii – na końcu przeżywa bardzo piękną transformację, przemianę. Na początku był człowiekiem, który wie coś o Bogu, słyszał o Nim odrobinę, ma mnóstwo lęków w sercu, ucieka gdzieś od swojego życia. Zna tylko martwego Jezusa. Na końcu Jezus sprawia, że jego serce się otwiera, płonie z nową miłością. Jego oczy się otwierają, widzi znowu i biegnie do Jerozolimy. Już nie ucieka, ale odważnie staje się – to jest drugie znaczenie jego imienia – ojcem chwały. Kimś, kto przekazuje komuś radość życia. Dobrą nowinę o tym, że jest tu życie, że Jezus żyje.

            Kleofas – ojciec plotki, czy ojciec chwały? To pytanie dzisiaj słowo stawia przed nami. Jesteśmy ojcami i matkami plotek, pustych informacji, nieprzeżywanego życia, życia z drugiej ręki, czy życia w pełni, życia takiego, jak chce Jezus, w obfitości, życia w prawdzie, życia, w którym On wędruje razem z nami, a my Go widzimy i doświadczamy Jego obecności?

            Jedno jest pewne, drodzy, że Jezusa zmartwychwstałego można spotkać tylko tu, kiedy otwiera się słowo i kiedy On je tłumaczy. To jest uprzywilejowany moment, w którym nie tylko martwy i ukrzyżowany, ale ten pełen życia Towarzysz naszej drogi nam się ukazuje. Takiego Jezusa i takiego wędrowania życzę i sobie, i wam. Amen.

            Ksiądz Marcin Kowalski