Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

 

Do umarlaków

Przepraszam. Czy ktoś z nas jest umarły? A najlepiej taki umarły, co zmartwychwstał?

            Jeśli nie, to nie mamy co udawać i mądrzyć się na temat dzisiejszych czytań. Nie mamy żadnego doświadczenia w umieraniu, we wstawaniu z grobów czy stawaniu się kimś innym, stworzonym na nowo.

            Nie wiemy, jak to jest umrzeć, ale jest coś do tego bardzo podobnego. Utracić nadzieję, to znaczy umrzeć wewnątrz siebie. I ten stan jak najbardziej znamy. Ile razy zawiedliśmy się na innych, a jeszcze bardziej na samych sobie, tym ostrożniej przeżywamy kolejny dzień, tym trudniej na nowo się otworzyć na innych, niełatwo rozmawiać, zaufać.

            I może przyjść chwila, że ktoś ma dość ludzi, dość siebie. Umiera w nim coś, co umiera ostatnie. Nadzieja.

            Każdy z nas zna mnóstwo ludzi obrażonych na świat, zranionych i odrzuconych, którzy jeszcze oddychają, jeszcze jedzą, ale już na nic dobrego nie czekają. Zbieramy w sobie doświadczenia, które coraz bardziej upodabniają nas do duchowego umarlaka. – W co tu wierzyć? Na wszystkim się zawiodłem. Tylko śmierć jest pewna.

            Na ile żyjemy, realizując własne pragnienia, swoją wizję szczęścia – na tyle czeka to każdego z nas. Bo to, co w nas ludzkie, ograniczone – umiera i nie potrafi się odrodzić.

            Wtedy Bóg pragnie tylko jednego. Nie wzniosłych słów, nie odmawiania modlitw, ale krzyku rozpaczy serca: Boże, czy Ty też mnie opuścisz?! Panie, gdybyś tu był...

            Wtedy dopiero Bóg może działać. Na swój sposób i na swoją miarę. Może nas stworzyć na nowo swoim Duchem. Nie zaspokajać naszych starych pożądań, ale dać nam nowe serce – takie, jakie ma sam.

            My tego nie jesteśmy w stanie ani pojąć, ani zaplanować, ani się przygotować.

            Bo tego trzeba doświadczyć. Nie da się tego nauczyć ani wyczytać, bo nie da się nauczyć, jak to jest żyć na nowo już nie swoim życiem.

A jednak to fakt. Potwierdzony przez mnóstwo świętych, którzy świętość osiągnęli nie przez swoje starania, ale właśnie dzięki stworzeniu na nowo i napełnieniu nowym życiem.

Jest jedno miejsce, jedno zdarzenie, które nas wskrzesza i stwarza na nowo. Konfesjonał. Bo tam Bóg daje nowe życie. Działa to tym bardziej, im mocniej jesteśmy w stanie pragnąć Boga, a nie własnej doskonałości, im bardziej spowiadamy się z własnej niewierności, a nie z łamania przykazań.

A świadectw radości bycia wskrzeszonym na nowo w konfesjonale jest całe mnóstwo. Godne polecenia.   J 

           

           

           

>