Dobre Słowo 22.03.2014 r. – sobota II tygodnia Wielkiego Postu

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 23 marzec 2014

Bóg nie ma bóstw, czyli po kieszeni do serca

            Tak pół żartem, pół serio: jeden z filozofów zauważył, że w sumie przeciwieństwem wolności nie jest niewola, tylko rozwolnienie. Coś w tym jest. Pewne jest, że dla Boga nie ma bóstw. Wolność nie jest dla Niego bóstwem i bożkiem. Często zwykliśmy powtarzać, że zło jest dlatego, że istnieje wolna wola człowieka, który w tej wolnej woli podejmuje złe wybory, że Pan Bóg nie może tej wolnej woli nagiąć, bo wystąpiłby przeciwko sobie. Ks. Tischner mówił, że wolność to w ogóle nieszczęsny dar.

            Co by o niej nie mówić, to dla Boga nie jest bożkiem. Bóg się nie będzie kłaniał ludzkiej wolności. Nie oznacza to, że jej nie szanuje, ale jest Bogiem i ma na tyle pomysłów ze swojej mądrości i wszechwiedzy, żeby tak do człowieka dotrzeć, żeby tej wolności dotknąć, żeby tej wolności mógł się uczyć, żeby tej wolności mógł zasmakować.

Dobre Słowo 22.03.2014 r. – sobota II tygodnia Wielkiego Postu

Mi 7,14-15.18-20; Ps 103,1-4.9-12; Łk 15,18; Łk 15,1-3,11-32

Bóg nie ma bóstw, czyli po kieszeni do serca

            Duchu Święty, prowadź nas i wprowadź nas takimi, jacy jesteśmy, w objęcia Ojca.

            Tak pół żartem, pół serio: jeden z filozofów zauważył, że w sumie przeciwieństwem wolności nie jest niewola, tylko rozwolnienie. Coś w tym jest. Pewne jest, że dla Boga nie ma bóstw. Wolność nie jest dla Niego bóstwem i bożkiem. Często zwykliśmy powtarzać, że zło jest dlatego, że istnieje wolna wola człowieka, który w tej wolnej woli podejmuje złe wybory, że Pan Bóg nie może tej wolnej woli nagiąć, bo wystąpiłby przeciwko sobie. Ks. Tischner mówił, że wolność to w ogóle nieszczęsny dar.

            Co by o niej nie mówić, to dla Boga nie jest bożkiem. Bóg się nie będzie kłaniał ludzkiej wolności. Nie oznacza to, że jej nie szanuje, ale jest Bogiem i ma na tyle pomysłów ze swojej mądrości i wszechwiedzy, żeby tak do człowieka dotrzeć, żeby tej wolności dotknąć, żeby tej wolności mógł się uczyć, żeby tej wolności mógł zasmakować.

            A nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że najlepiej po kieszeni pojechać, żeby człowiek zaczął myśleć o swoim życiu, może najpierw biologicznym, po to, by potem to życie biologiczne nabierało sensu. Najpierw dotknąć jakiejś potrzeby – a mówią, że potrzeba to jest to, co nam niezbędne do życia biologicznego – po to, żeby odkryć wyższą potrzebę, czyli pragnienie, a pragnienie daje sens naszej biologii i wszystkim funkcjom, które podejmujemy.

            Tak najwyraźniej dzieje się w przypowieści o ojcu i dwóch synach, kiedy zarówno jeden, jak i drugi, dostają w kieszeń i po kieszeni w różny sposób. Ksiądz prof. Kudasiewicz, kiedy utyskiwał – ciekawe czy to był dar, że utyskiwał, czy po prostu jego słabość – nad jakością przepowiadania i mizerotą, jeśli chodzi o duszpasterską posługę wielu księży, to mówił: Muszą przyjść czasy, żeby księża nie mieli co do garnka włożyć, to wtedy zaczną myśleć, jak organizować się duszpastersko w parafii. Bo innego sposobu na księży nie ma.

            Ostatnio na zjeździe w ramach uczenia się, jedna z sióstr, pochodząca z Litwy, opowiadała o swoim biskupie, który po zjeździe episkopatu przyjeżdża wstrząśnięty taką swobodą, dostępnością wielu rzeczy. On musi z reklamówką do Reala chodzić, żeby kupić sobie chleb, żeby zaopatrzyć się w podstawowe rzeczy, pastę do zębów sobie kupić.

Pan Bóg ma sposoby, żeby dotknąć ludzkiej wolności, uderzając czasem – skrótowo oczywiście mówiąc – po kieszeniach. W przypowieści Jezusa, jak wiemy, pod osobą ojca kryje się Ojciec niebieski. W osobie starszego brata kryją się ci, którym nie pasowało, że celnicy i grzesznicy wciąż gromadzili się, aby słuchać Jezusa. Ten człowiek – mówili o Jezusie – życzliwie traktuje grzeszników, nawet z nimi jada. Pod osobą młodszego brata jest ukryty ten, który wolności się uczy, do wolności próbuje dojść.

Spróbujmy przez chwilę zatrzymać się nad − być może dla wielu z nas rozpoznawalnym już, a może obcym i dalekim obrazem, który może być bliski, nam obytym, osłuchanym często ze słowem Bożym – nad osobą starszego brata.

Jeden z Żydów w komentarzach żydowskich, mówiąc o tym fragmencie, zauważył, że ta przypowieść jest tak szeroko znana, że nawet ludzie nieznający Nowego Testamentu dziwią się często, że właśnie w nim ma ona swoje źródło. To mówi Jezus. W tej chwili też do nas mówi Jezus.

Co za przesłanie, jaka zachęta może kryć się w tym starszym bracie, który – co by o nim nie powiedzieć – też w jakiś sposób przecież odszedł? Był niby w domu, ale traktował go jak nie dom. Niby wszystko do niego należało, ale sam siebie określa jako niewolnika, pracownika w tym domu.

Co kryje się w nim takiego, co może być bliskie nam? – Przede wszystkim może się kryć ta pułapka, w którą często wpadamy, ślizgając się po słowie, niby dotykając Eucharystii, przebywając w domu Bożym, a jednak zbywając Pana, który w niej do nas przychodzi. Niby wchodzimy w słowo, ale często zatrzymujemy się tylko na takich interpretacjach, które mogą być nowe, ciekawe, ale niepogłębione przez osobistą refleksję przed Panem, przez konfrontacje tego z życiem, z braćmi i siostrami w zdrowej otwartości.

Może się kryć to niebezpieczeństwo i ta pułapka, w którą wpadł starszy brat, że tak naprawdę nie chodzi o żywe przebywanie z Bogiem i relację z Nim, ale o dary od Niego, o trzymanie się Go tylko dlatego, żeby coś dał, że jest nam coś dłużny. Może być taka pułapka.

W komentarzu żydowskim, troszkę w tym klimacie, autor odwołuje się do przypowieści o księciu, który zgrzeszył, a jego ojciec wypędził go ze swego domu. Błąkał się więc bez celu w kompanii karciarzy i pijaków. Staczał się coraz niżej, a w końcu przystał do grupy wieśniaków, z ich chleba jadł, trudził się ich pracą.

Pewnego razu król posłał jednego ze swych wielmożów na poszukiwania syna. Chciał sprawdzić czy czasem nie poprawił się i nie stał się godny, aby powrócić do domu ojca. Zastał go wysłaniec przy oraniu pola. Zapytał: Poznajesz mnie? – Tak – odrzekł książę. Wielmoża zaś powiedział: O co poprosisz króla, swego ojca? Ja mu to przekażę. Książę odparł: Rad byłbym wielce, gdyby ojciec ulitował się nade mną i posłał mi płaszcz, jaki noszą ci kmiecie, a także ciężkie obuwie stosowne dla wieśniaka. – Ach głupcze, głupcze – zawołał wysłannik – Nie lepiej byłoby prosić ojca, aby cię przyjął z powrotem do swego domu i pałacu? A może brak jest czegoś w królewskim domu?

Jest taka pułapka, że nasze przebywanie z Panem możemy uzależniać od korzyści, od tego czy Pan Bóg się nam już wypłacił, że możemy zredukować relację z Nim do tego, co nam dał. A to może być bardzo niebezpieczny moment w naszej relacji z Panem, jeśli się wcześniej nie obudzimy, bo będziemy coraz bardziej zniewoleni i pozbawieni radości z tego, że jesteśmy w bliskości, którą On stwarza.

Prośmy dzisiaj Pana, aby pomógł nam przez ten miesiąc pytać się o wolność w relacji z Nim, pytać się, na ile z Nim przebywamy, przychodząc do Niego, na ile rzeczywiście spotykamy się z Nim – z Tym, który jest, który był i który przychodzi – a nie stwarzamy pozory.

Na ile nasza radość jest radością pełną, a nie wesołkowatością? Bogacz dzień w dzień świetnie się bawił… Na ile nasze zasmucenie służy nawróceniu, a nie jest przygnębianiem siebie i innych? Na ile wreszcie zauważamy, że celem tej przypowieści jest zwrócenie naszego serca do Pana, a nie punktowanie nas? Celem tej przypowieści jest odkrycie, że Pan do nas wychodzi, wybiega, aby nas zaprosić na tę ucztę, gdzie jest tuczone cielę. Tuczone cielę mogło zaspokoić głód całej wsi. Arystokratyczne rody żydowskie organizowały takie przyjęcia z okazji 13 – lecia swoich synów, czyli ich pełnoletniości wobec Prawa. Taka jest obfitość darów, które Bóg przygotowuje i które Bóg nam daje. Bo celem jest nawrócenie.

Czy ja mam się jeszcze z czego nawracać? Ten, który się nawraca przyciągnie za sobą innych. I to jest cud nawrócenia, który pozwala zweryfikować czy ktoś się nawraca. Natomiast ten, który jest przy Panu, ale się nie nawraca, to nie dość, że się nie nawraca, to jeszcze wygoni innych z bliskości z Panem.

Nawróć nas, Panie, a wrócimy do Ciebie.