Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

 

 

W najgorętszej porze dnia...

            Dzisiejsze czytania mówią o pragnieniu. Głównie wody. Ale nie tylko.

            Woda jest nam niezbędna do życia i całkiem powszechna, ale właściwie nie o wodę tu chodzi. Kiedy Samarytanka prosi Jezusa o wodę, nie otrzymuje nic do picia. Zaproszona do tego, aby prosiła o wodę żywą, dostaje prawdę o sobie.

            Pod znakiem najniezbędniejszej do życia rzeczy Jezus ofiaruje coś, co jest do życia jeszcze bardziej niezbędne. Już nie dla ciała, ale dla duszy. A to, czym karmimy duszę, to prawda. To zaś, czym zatruwamy nasze dusze, to półprawdy i przyzwyczajenia.

            Niby wcale nie czujemy się w życiu okłamywani. Cenzurę obaliliśmy dawno temu. Każdy może powiedzieć, co chce, a jak nie może, to i tak napisze, bo Internet wszystko przyjmie.

            Pojawia się jednak pytanie: czy my szukamy w życiu prawdy i sensu, czy wegetujemy, żeby tylko wytrzymać do jutra, pożyć jeszcze tydzień, rok?...

            Szukanie prawdy wcale nie jest banałem ani nie jest proste. Jest arcytrudne, bo budzi konieczność zakwestionowania tego wszystkiego, w co wierzę i czym żyję. Więc lepiej nie ruszać, nie grzebać, nie interesować się za bardzo, bo pewnie inni wiedzą lepiej... Co ja tam mogę? Co więcej, dla mnie szczytem odwagi w poszukiwaniu prawdy jest wyznanie staruszka księdza, który powiedział do rekolekcjonisty: Całe życie się myliłem.

            Czemu Jezus karmi Samarytankę prawdą? Żeby ją uczynić wolną. W samo południe, kiedy panuje największy upał i nikt nie wychodzi z domy w obawie przed słońcem – ona idzie po wodę, licząc, że w taką porę nikogo nie spotka. Ale kiedy usłyszawszy prawdę – sama pójdzie szukać ludzi. Co się stało, że ktoś, kto się ukrywał, nagle staje się posłańcem? I zupełnie nie przejmuje się złośliwymi spojrzeniami? Co się stało, że ktoś, kto przyszedł po wodę do picia, nagle dzieli się usłyszaną prawdą, której działania właśnie doświadczył?

            Bóg zaprasza nas, żebyśmy pragnęli prawdy o sobie. Żebyśmy pragnęli pełni – nie udawania, nie szpanowania ubraniem, pozycją, samochodem, ale doświadczyli pełni naszej wartości, a ta pochodzi nie od nas, ale od Tego, który za nas zapłacił własną krwią. Uczynił wolnymi i ciągle stawia pytanie: Idziemy dalej?

            Nasze życie wiarą to droga, to rozwój. Nasze pragnienie Boga jest pragnieniem pełni człowieczeństwa. Nie ma na świecie rzeczy ani osoby, która potrafi w pełni zaspokoić nasze serce. Bo ono jest stworzone przez Boga na Boży wymiar. I naprawdę lepiej wykrzyczeć, jak Izrael na pustyni, że nie wierzę w Boga, bo Go nie doświadczam, niż udawać, że nic się nie stało i kiwać głową, że to całkiem normalne, bo Bóg jest daleko i nami się nie zajmuje...

            A On chce się nami zająć. Chce być blisko i na pewno nie pozostawi bez odpowiedzi wołania o doświadczenie bliskości. Poruszy całe niebo i ziemię, żeby się spotkać – nawet w najgorętszej porze dnia.

            Chodzi tylko o to, żeby pragnąć prawdy, a nie łykać tabletek na „porządność”.

                       

           

>