Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

 Jemu chodzi o świętość

Dzisiejsze czytania spięte są klamrą: Bądźcie święci, bo Ja jestem Święty.

            Tymczasem pośród codziennych zajęć tracimy z oczy prawdziwy sens codziennej bieganiny. To, że jesteśmy powołani do świętości. I to nie do świętości rozumianej jako coniedzielna Msza i pacierz dwa razy dziennie, ale to takiej przemiany serca, aby patrzeć i na wszystko dookoła reagować jak sam Bóg.

            Nasza wątpliwość, mówienie, że to niemożliwe, jest całkiem zrozumiała. Nic dziwnego, że budzi w nas nawet przerażenie, a nie tylko niechęć. Człowiek, który kocha jak Bóg, niczego nie nazywa własnym, wszystko jest w stanie przebaczyć i faktycznie żyje nie na tym świecie.

            Co więcej, jeśli często mamy do Boga pretensje, że jest ciężko, że boli, że choroby, wojny i starość, to ciągle oceniamy wszystko po naszemu. Chciałoby się siąść przed telewizorem, w ręce chipsy i cola, i nich mi dadzą święty spokój... A Bóg ma dla nas inny plan. Chce nas uczynić świętymi, a wszystko, co nas spotyka, ma właśnie taki cel. Bóg pracuje nam nami, jak rodzic nad dziećmi, aby mógł być z nich dumny. Aby wreszcie dorosły i potrafiły być takie, jak On. O co Bogu chodzi najbardziej? – Abyśmy nauczyli się kochać.

            Przy czym miłość, do której jesteśmy powołani, to nie łzawe uczucie z telenoweli, ale pragnienie wzrastania w dobru, chęć uczynienia kogoś lepszym, niż jest. Dlatego Bóg chce przemieniać nasze serca w Jego serce. Bo po ludzku – naszym wysiłkiem i staraniem – osiągnięcie świętości nie jest możliwe.

            Czasem świętość kojarzy nam się z czymś strasznym albo naiwnym – z rzewnym obrazkiem, dziewicą-męczennicą wpatrzoną w niebo albo z totalną abstrakcją, czymś całkiem nieżyciowym i niepraktycznym.

            Tymczasem słowem, które najlepiej opisuje, z czym powinniśmy utożsamiać świętość – zwłaszcza w przypadku mężczyzn – jest honor. Czyli świętość jest tym, co mężczyzna najbardziej szanuje, co on podziwia – i co go pociąga.

            Ilekroć spotyka nas coś, co nas przerasta, z czym się nie można pogodzić, czego nie rozumiemy, pozostaje nam tylko podnieść oczy w górę i pokiwać głową, że po mojemu to bez sensu, ale ufam, że Bóg realizuje swój plan i pragnie tylko mojego dobra.

            W końcu to On jest ekspertem od prawdziwej miłości. I nawet takiego głąba jak ja jest w stanie czegoś nauczyć.

           

 

 

>