Dobre Słowo, 05.02.2014 r. – środa, IV tydzień zwykły

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 05 luty 2014

 Dobre Słowo, 05.02.2014 r. – środa, IV tydzień zwykły

2 Sm 24,2.9-17; Ps 32,1-2.5-7; Dz 16,14b; Mk 6,1-6

Podane na tacy

(Twój dom jest Jego domem? To bądź wyjątkowo czujny)

Dziś w Ewangelii pewne ostrzeżenie. Chodzi o traktowanie Jezusa jako jednego ze swoich bliskich. Jeśli mój dom stał się Jego domem, to – w kontekście dzisiejszego fragmentu Ewangelii – trzeba mi wyostrzyć uwagę. Dlaczego? Bo mogę żyć, lekceważąc także siebie samego.

Po wędrówce po Gerazie, tłumie na drugim brzegu i tych, którzy się nie dali „stłumić”, teraz czas na reakcje rodzinnego Nazaretu. Jest czas na wspólne spotkanie z Jezusem w szabat. Właśnie naucza w synagodze. A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce?” Trafne pytania. Zdaje się, że krok dzieli je od zgody na tajemnicę bliskości Boga w tych – tak precyzyjnie nazwanych – darach. Bliskości, na którą w Jezusie patrzą ich oczy, którą słyszą uszy i dotykają ręce. A jednak nie. Wielu decyduje się na swoje przemyślenia i rozumienie tego, co widzą. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? Brakło im decyzji wiary.

Wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój. Zrozumienie jest ważne, ale ono ma być oświecone przez wiarę. Wiara w to, że Boże obietnice są prawdziwe, przyjęcie ich i śmiałe im zaufanie prowadzi do zrozumienia. Zasada biblijna jest jasna: akceptacja następuję przed zrozumieniem. Przyczyna tego jest prosta. Nasze ludzkie rozumienie jest tak ograniczone, że prawdopodobnie nie jesteśmy w stanie uchwycić wielkości Bożego planu i Jego zamiarów. Gdyby nasze zrozumienie miało nastąpić przed akceptacją, to nigdy byśmy zbyt wiele nie przyjęli. (Carothers M.R., Moc uwiebienia, Częstochowa 2014, s. 28).

Jeśli nie ma decyzji wiary, to wcześniej czy później pojawi się powątpiewanie, a właściwie lekceważenie. Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, może być prorok tak lekceważony. Zlekceważenie nie zaszkodziło Jezusowi. On wciąż żyje i działa. Ono szkodzi lekceważącym, którzy nie dostrzegają, że tak najgłębiej, to szkodzą sobie samym. I powątpiewali o Nim. Kto wątpi w moc Jezusa, ten poddaje się niemocy. Nie jest ona słabością, bo w tej moc się doskonali. Ta niemoc staje się środkiem znieczulającym, który nie pozwala człowiekowi dostrzec, jak marnieje od wewnątrz i jak bardzo lekceważy siebie samego. A w sumie to tak niewiele potrzeba, żeby pojawiła się witalność. Wystarczy decyzja wiary.

Wiara, wbrew pozorom, to naprawdę niewiele ze strony człowieka, żeby nie powiedzieć mało, a właściwie małe – jak ziarnko gorczycy. Można je przeoczyć bądź zlekceważyć. Szczególnie wówczas, gdy leży blisko i w sumie nie trzeba się gimnastykować, żeby je znaleźć (tyle rozważań, kazań, homilii, konferencji). Tym bardziej, że codziennie jest w zasięgu, więc w każdej chwili, ewentualnie, jakby co, to… można się zdecydować. Jest zawsze „obok”, a niekoniecznie „we” mnie. Najtrudniej w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu. Swoi stali się nie swoi. Może stąd wynikają słowa wypowiedziane przez Jezusa później: W jednym domu będą podzieleni.

I „święty Boże nie pomoże”. Nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Problem nawet nie jest w tym, że wielu nie wierzy, ale w tym, że wielu nie widzi tego, że nie wierzy, a twierdzi, że wierzy. Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, lecz że mówicie, my widzimy, dlatego grzech wasz pozostaje (J 9, 41). A ułomki chleba, które zostaną, rozdaj tym, którzy nie wierzą w swój głód – śpiewa Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej. Jezus dziwił się też ich niedowiarstwu. Mają Go przecież tak blisko. Wszystko podane na tacy…

Na co oni jeszcze czekają?

Nie mów w sercu swoim: Któż zdoła wstąpić do nieba? - oczywiście po to, by Chrystusa stamtąd sprowadzić na ziemię, albo: Któż zstąpi do Otchłani? - oczywiście po to, by Chrystusa wyprowadzić spośród umarłych (…). Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. Ale jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. Wszak mówi Pismo: Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony (Rz 10, 6b- 11).

Panie Jezu, Ty wiesz, że codziennie potrzebuję decydować, co z moją wiarą dziś. Dziękuję za to, że dlatego także posyłasz każdego dnia swoje słowo i przemawiasz po to, aby rodzić nową wiarę we mnie. Wskaż mi miejsca, w których dziwisz się mojemu niedowiarstwu, nie mogąc zdziałać żadnego cudu. Spraw także, abym dostrzegł i te, w których, uznając przed Tobą własne niedowiarstwo, mogę być z niego oczyszczany.