Drukuj

Dobre Słowo, 03.02.2014 r. – poniedziałek, IV tydzień zwykły

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 03 luty 2014

Dobre Słowo, 03.02.2014 r. – poniedziałek, IV tydzień zwykły

2 Sm 15,13-14.30;16,5-13a; Ps 3,2-7; Łk 7,61; Mk 5,1-20

Ujawniony tajniak

Panie Jezu, daj nam mocną wiarę w to, że jesteś potężniejszy od wszelkiego zła, jakie spotyka nas w życiu.

Dziś w Ewangelii staje przed nami Jezus, który wprawia w furię demona. Powód jest jeden – Jezus pojawia się na „jego terenie”. Całość zdarzeń ma miejsce w pogańskiej krainie Gerazeńczyków. Stan opętanego człowieka jest na tyle poważny, że bez osobistej interwencji Pana, autoagresja wywoływana przez ducha nieczystego, może się zakończyć tragiczną śmiercią. Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy, ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach. Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: "Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie".

Rozsądnie byłoby zwrócić uwagę na to, że przebiegła strategia złego ducha idzie zasadniczo po jednej linii: ukazać Boga jako dręczyciela, a nie Zbawiciela; zagrożenie (przyszedłeś nas zgubić), a nie bezpieczeństwo (nie lękajcie się). W tym kontekście człowiek sam dla siebie staje się najpierw bogiem, a potem nieznośnym bankrutem. Staje się tak dlatego, że nie wytrzymuje w końcu presji bycia bóstwem. Jedyne, co wtedy zostaje, to autodestrukcja. Jest ona zamierzona w każdym działaniu szatana: od „miłego zła początków” aż do „a upadek jego był wielki”.

Nie dokonuje się to od razu. Rozłożone jest w odpowiednim czasie i przy użyciu „znieczulających” ludzką wrażliwość środków. Działanie złego nie jawi się jako wielkie zło, ale osadzone jest w klimatach mniejszego (średniego, najmniejszego) zła, tzw. przykrej konieczność bądź zrządzenia losu. Może ono wyrazić się również przez „nierobienie przykrości” Panu Bogu, który i tak „już tyle pochyla się nad moim życiem, a doświadcza niewdzięczności, bo problem jest we mnie i nic nie jest w stanie tego zmienić”. To ostatnie działanie umiejscawia się w człowieku na żerowisku zrobionym z zaniżonego poczucia własnej wartości.

Niewykluczone, że właśnie w tym stanie znajdujemy człowieka w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Pojawienie się Jezusa na tym terytorium nie mogło wywołać innej reakcji, niż ta, opisana przez natchnionego autora – wściekłości.

Niejeden z księży egzorcystów zwraca uwagę na to, że moment manifestacji złego ducha w osobie opętanej, mimo często drastycznych okoliczności i towarzyszących temu przeżyć, okazuje się zasadniczo zbawienną chwilą. Po pierwsze dlatego, że ujawnia się wreszcie osobowe zło, które opętało ciało człowieka (zły nie opęta duszy, a wyłącznie ciało). Po drugie natomiast jest to okazja do uwolnienia człowieka, w którym demon się panoszy. Dokonuje się to najpierw przez uznanie władzy Zbawiciela i jest jednocześnie  klęską złego, ponieważ obejmuje także publiczne uznanie obecności Boga.

Może warto przypomnieć tu o znaczeniu wyznawania wiary nie tylko w Boga, bo to potrafią z drżeniem zrobić złe duchy, ale przede wszystkim wiary Bogu, czyli ufności w Nim pokładanej.

O wiele trudniej jest pomóc człowiekowi, który nie ujawnia na zewnątrz oznak opętania, ale jest systematycznie „nadgryzany” w swej wrażliwości na obecność Pana. Male liski pustoszą powoli winnice. Zły siedzi gdzieś „na tyłach”, w różnych pół- i ćwierćprawdach – jest w nich mistrzem! – oraz w zgniłych kompromisach. Najskuteczniej opanowuje człowieka przez zgodę na bagatelizowanie obecności grzechu w ludzkim sercu. W takich sytuacjach demon bądź jego wielość (Legion) wyrządza szkody powoli, ale niezwykle skutecznie, obejmując sukcesywnie coraz większe obszary życia człowieka.

Tylko Jezus zna tajemnicę zła. I tylko On dysponuje mocą, która demaskuje złe duchy i potrafi je skutecznie wypędzić. Kościół – jak wiemy – wyznacza na egzorcystów niektórych z duchownych, a przez to daje im udział w tej mocy Jezusa. Wszelkie „prywatne” próby określenia mianem opętanie swego stanu bądź położenia innych osób są całkowicie pozbawione sensu. Poza tym, co warto podkreślić, zasadniczo jest też tak, że osoby odkrywające w sobie oznaki obecności demona i mówiące o niej, potrzebują bardziej wsparcia medycznego, niż duchowego. Jak podkreślają niektórzy egzorcyści, coraz częściej też wymaga się od osób proszących o egzorcyzm zaświadczenia o stanie zdrowia psychicznego.

Zły nieprędko się będzie manifestował ze swoją obecność. A już na pewno nie wprost. Zgoda Jezusa na prośbę Legionu o posłanie w stado świń ujawniła jeszcze jedną prawdę. Chodzi mianowicie o reakcję świadków uwolnienia opętanego oraz osób poinformowanych o tym przez pasterzy. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.

Co zdradza prośba skierowana do Jezusa, żeby odszedł z ich granic? Ukryte w niej jest działanie złego. Dość silnie związał on ze sobą ludzi przez groźną zależność od majątku, symbolizowanego tu przez dwutysięczną trzodę świń. Z tego miejsca można ich „trzymać w garści”. Do czasu. Może przyjść taki moment, w którym – pojedynczo bądź w jakiejś „mafii” – i oni ruszą pędem po urwistym zboczu do jeziora ognia i siarki, czyli wiecznych wyrzutów sumienia.

Czy tak będzie? Wiele zależy od ewangelizacji, którą Jezus polecił człowiekowi uwolnionemu spod działania demona. To jeden z nich. Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Pan, który niejednokrotnie powoływał uczniów mówiąc: Pójdź za Mną, tym razem nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: "Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą". Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.

Pan wytrwale kształtuje nas przez swoje Słowo. Ciągle ma ono moc zbawić nasze dusze. Uzdalnia nas do życia, a jeśli  wprowadzamy Słowo w czyn, to dajemy świadectwo o Jego mocy i szansę na poszukiwania relacji z Panem przez innych ludzi. Dobrze jest uświadamiać sobie to, że Słowo Boże nie jest nam dane do prywatnego wyjaśniania, poprawienia bądź do pogarszania samopoczucia. Ono ma nas uzbrajać mocą z wysoka i prowadzić do pełni zbawienia. A to coś o wiele bardziej istotnego.

Zaproszeni do bliskością z Tobą, Panie Jezu, dziękujemy Ci za światło słowa. Dziękujemy Ci, że uzbrajając jego mocą, zachęcasz nas do odważanego stąpania po wężach skorpionach i całej potędze przeciwnika, bo z Tobą nic nam nie będzie szkodzić  (Łk 10, 19). Chroń nas przed marnowaniem sił na tropienie i szukanie demonów wszędzie. Spraw, Panie, abyśmy potrafili je demaskować, gdy podpuszczają, fałszując obraz Ciebie, bliźnich i nas samych. Daj, Panie Jezu, prosimy, aby trwanie przy Twoim słowie przekładało się na wzrost naszej odwagi i konkretne świadectwo o Tobie tam, gdzie jesteśmy i gdzie nas posyłasz.