Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

Dobre Słowo, 2.02.2014 r. – Ofiarowanie Pańskie

Ml 3,1-4; Ps 24,7-10; Hbr 2,14-18; Łk 2,32; Łk 2,22-40

Ofiarne spotkanie

 

Ofiarowanie. Skąd pomysł na to święto i jak ono się ma do naszego życia dzisiaj? Nazwa obchodzonego 2 lutego święta wywodzi się od dwóch terminów greckich, które oznaczają święto spotkania i oczyszczenia. Oba te święta były głęboko zakorzenione w tradycji Starego Testamentu (z internetowej liturgii godzin). Maryja i Józef są wierni tej tradycji i poddają się przepisom Prawa Mojżeszowego. One miały regulować relacje z Panem Bogiem i między ludźmi. Ewangelista Łukasz zanotował: Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą 5 syklów (z internetowej liturgii godzin). To równowartość wynagrodzenia za 20 dni pracy niewykwalifikowanego robotnika. Bóg ocalił pierworodnych w Egipcie, więc aby tę świadomość pielęgnować żywo w sobie, rodzice przynosili syna do świątyni, przedstawiali Go Panu i wdzięcznie składali ofiarę na tzw. wykup pierworodnego. Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi (z internetowej liturgii godzin). Do ubogich musieli więc należeć Maryja i Józef, bo złożyli synogarlice.

I tu dochodzi trzeci termin, łączący obydwa wcześniejsze pojęcia – spotkania i oczyszczenia – a mianowicie: ofiarowanie.

To ważne święto, bo zwraca naszą uwagę na nowość w pojawieniu się Boga w świecie. Święto to chce wyostrzyć nasze spojrzenie na obecność Pana w miejscach, w których żyjemy. Takie spojrzenie jest możliwe dzięki czujnej otwartości naszych oczu wiary – światłych oczu serca, jak pięknie określa je święty Paweł Apostoł. A tego typu otwartość jest czymś zupełnie odwrotnym do dobrze utartych schematów, rutyny i przyzwyczajenia.

Jak więc ma się święto ofiarowania do naszego życia dziś? Zwrócimy uwagę na trzy elementy: spotkanie, oczyszczenie i ofiarowanie.

Zatem po pierwsze: chodzi dziś o spotkanie z żyjącym Panem Bogiem. Na czym ono polega? Wiąże się z trudem zaufania i wiary w to, że On jest tu naprawdę i żywo obecny. Taka świadomość wymaga od każdego z nas zdecydowanych pragnień. Chcemy ujrzeć Jezusa! – mówili do Apostoła Filipa Grecy przybyli do Jerozolimy. Spraw, Panie, abym nie potrafił Ci się oprzeć – modlił się jeden zakonnik. Chodzi więc o wyraźne pragnienie doświadczenia bliskości Pan Boga, który ciągle jest obecny ze swoją mądrą miłością. Bez tego doświadczenia życie staje się zbyt uciążliwe i bezsensownie trudne. Z tym doświadczeniem można żyć latami i zachować pogodę ducha aż do szczęśliwej starości.

Tę prawdę zauważa Pismo Święte, gdy w Psalmie 92 nas poucza: Zasadzeni w domu Pana zakwitną na dziedzińcach naszego Boga. Zaowocują jeszcze w starości, żywotni i kwitnący, aby świadczyć, że Pan jest prawy: On jest moją skałą – i nie ma w Nim nieprawości (Ps 92, 14-16). Na takie spotkanie wciąż byli gotowi Symeon i Anna, czyli ludzie w podeszłym wieku, o których dziś mówi Ewangelia. Ich światłe oczy serca dostrzegają zbawienie właśnie dziś – zbawienie, czyli jedyny ratunek, w osobie Dzieciątka Jezus, które jest światłem na oświecenie pogan. Starzec Symeon błogosławi Boga w Jezusie, a także w obecnych przy Nim Maryi i Józefie.

Anna, 84-letnia kobieta, która od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową, przychodzi w tej właśnie chwili, sławi Boga i mówi o Nim wszystkim oczekującym wyzwolenia.

To starsi, pogodni ludzie, po których nie widać zgnuśnienia ani nie słychać męczącego zrzędzenia. Nie licytują się też ani na ilość wizyt lekarskich, ani na nieznośną synową, zięcia czy młodzież. Błogosławią i sławią Boga. Przypomnijmy raz jeszcze słowa psalmisty: Nawet i w starości wydadzą owoc, zawsze pełni życiodajnych soków. Po tym można poznać człowieka, który spotyka żyjącego Boga.

Babcie i dziadkowie – pytanie do was: ile w waszych zachowaniach jest postawy przypominającej Symeona i Annę? Czy wasze modlitwy, uczestnictwo w Eucharystii, jest spotykaniem się z żyjącym Bogiem, który sprawia, że jesteście wobec innych żywotni i kwitnący, mimo nieubłaganego upływu lat, przykrości i trudów waszego ciężkiego życia?

Pytanie do młodszych: ile w nas jest pełnych otwartości poszukiwań Boga? Ile ciekawości świata, w którym On żyje i wciąż do nas mówi? Ile oczekiwań na żywe spotkanie z Nim. No i wreszcie, ile w nas wyglądu i „spojrzenia” śniętych ryb, po których można wnioskować jedynie to, że mają już wszystkiego dosyć?

W tym kontekście ciekawą rzecz zauważa Benedykt XVI: Jest rzeczą interesującą zaobserwować z bliska to wejście Dzieciątka Jezus w uroczystym dniu do świątyni, w wielkim zgiełku tak wielu osób, zajętych swoimi sprawami: kapłanów, lewitów z ich kolejami posługi, licznie zebranych pobożnych wiernych i pielgrzymów, pragnących spotkać się z Bogiem, świętym Izraela. Nikt z nich jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Jezus jest dzieckiem jak wiele innych dzieci, pierworodnym synem dwojga bardzo zwyczajnych rodziców. Także kapłani okazują się niezdolni do odczytania znaków nowej i zupełnie szczególnej obecności Mesjasza i Zbawiciela. Tylko dwoje staruszków, Symeon i Anna, odkrywa wielką nowość. Przywiedzeni przez Ducha Świętego, odnajdują w tym Dziecięciu spełnienie ich długich oczekiwań i czuwań (Homilia na Święto Ofiarowania, 2 lutego 2011 r.).

Po drugie, w czasie dzisiejszego święta chodzi także o oczyszczenie. Jakie i z czego? Bóg może nas oczyścić na dwa sposoby. Po pierwsze przez Słowo, które do nas kieruje. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was (J 15, 3). Ten, kto słucha tych słów, wypełnia je, czyli dostosowuje do nich swoje życie, podobny jest do człowieka budującego dom na skale. Twardo stąpa po ziemi i wie, że żyje. Kto słucha, a nie wypełnia tych słów, ten łudzi samego siebie. Przy okazji odciąga innych od wiary, a sam sobie buduje dom na piasku. Słowo Boże – przyjęte, przemodlone i wypełniane – pozwala zdobyć bezcenną mądrość serca. Oczyszcza nas z tego, co nam zabrudziło bądź wciąż brudzi spojrzenie na życie tak, jak widzi je Pan Bóg. Jeśli brakuje nam powodów do radości z życia, to może oznaczać, że coś nam siedzi na sercu lub sumieniu. I to tak bardzo się w nas panoszy, że nie pozwala dostrzegać, jak Bóg realnie działa w naszej codzienności.

I co wtedy? Co wówczas, gdy odkrywamy, że rzeczywiście mało nas interesuje i cieszy spojrzenie na życie? W odpowiedzi na tę kwestię przychodzi nam z pomocą drugi sposób oczyszczenia naszego spojrzenia na siebie, Boga i innych. Pan Bóg dokonuje tego przez naszą szczerą i systematyczną spowiedź z grzechów. Ten, kto szczerze wyznaje winy swoje i tylko swoje, doświadcza oczyszczenia i prawdziwej ulgi, pokoju i pojednania.

No to pytanie: Jak często sięgam do Bożego Słowa, czyli m.in. do Pisma Świętego? Jak długo pamiętam, o czym była Ewangelia usłyszana na Mszy świętej w kościele? Co z Pisma Świętego już sprawdziłem, jak „działa w życiu”, bo zastosowałem to w praktyce? Co realnie mogę zrobić, aby polepszyć moje spowiedzi? Kiedy ostatni raz wyspowiadałem się szczerze ze swoich grzechów, a nie opowiedziałem o wszystkim, tylko nie o swoich winach?

Trzeci sposób, przez który nas Bóg oczyszcza, to sposób stosowany wtedy, gdy do nas już nic nie trafia – cierpienie, próby. Nikt nam lepiej nie wytłumaczy pewnych kwestii, niż próby życia, cierpienia. W cierpieniu nigdy nie jesteśmy sami. Autor Listu do Hebrajczyków mówi o Jezusie:Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. I zdanie-perełka: W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom. Nie przecierpisz pewnych rzeczy – nie zrozumiesz, choćby ci tłumaczył sam papież Franciszek. Pewne rzeczy trafią do nas tylko przez próbę, bo wyjdą na jaw zamysły naszych serc. Dlatego duszę twoją przeniknie miecz. Niechętnie Bóg dopuszcza cierpienia – mówi Księga lamentacji. Ale jeżeli nie ma już wyjścia, jeżeli tak się zassaliśmy w naszych mądrościach, wszystko wiemy najlepiej, że niech nam nikt nic nie tłumaczy – cierpienie jest jedyną szansą na dotarcie do nas.

Najtrudniej przyjąć cierpienie osobom przekonanym o tym, że pełnią wolę Bożą: Nie zabiłem. Nie ukradłem. Słucham katolickiego radia. Najtrudniej przyjąć cierpienie osobom przekonanym o własnej porządności, które nie widzą, jak daleko zabrnęły w poszukiwaniu siebie.

No i wreszcie trzeci, ostatni element, związku dzisiejszego święta z naszym życiem. Spotkanie i oczyszczenie może dokonać się we wzajemnym ofiarowaniu. Zatem, po trzecie, chodzi o wzajemne ofiarowanie. Jeśli dwie osoby się wzajemnie kochają, to potrafią się ze sobą spotykać, a nie mijać. Chcą umacniać relację przez oczyszczanie jej z tego, co zakurzone bądź brudne. Zatem – mają czas, aby się znaleźć i spotkać. Potrafią się słuchać – aby coraz bardziej się poznawać i rozumieć – czyli oczyszczać z nieprawdy o sobie, lęków i uprzedzeń wobec siebie. No i przez to ofiarowują sobie to, co najpiękniejsze. Czyli? – Siebie. Nie ma cenniejszego daru i ofiarowania, niż dar z siebie. Człowiek naprawdę staje się sobą tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego (Jan Paweł II). Ofiarowując siebie, jednocześnie staję się bardziej sobą i innym w tym pomagam.

Przychodzimy dziś na Eucharystię, aby coraz jaśniejszy był dla nas obraz Żyjącego Boga, który nieustannie ofiarowuje nam swoją mądrą miłość. Jesteśmy tu, aby się z Nim naprawdę spotkać i doświadczać Jego bliskości. To On do nas mówi i nas oczyszcza. To On chce nasze serca – uwolnione od octu grzechu – napełniać miodem swoich łask. Najpierw została nam dana łaska, a teraz zwracamy to, co się należy. Twoje zasługi są właśnie darami Bożymi (św. Augustyn).

To Pan uzdalnia nas do tego, żeby tak świeciło nasze światło przed ludźmi, aby widzieli dobre czyny w nas i chwalili Boga, który w niebie jest (Mt 5, 16).

Ksiądz Leszek Starczewski