Jezus mówi do ciebie, BONUS

posted by: Łukasz i Anna Misztal
Poprawiono: 01 luty 2014

DEDYKACJA AUTORKI

DEDYKUJĘ TĘ KSIĄŻKĘ MOJEJ MAMIE, która zachęcała mnie do tego, abym nie przestawała pisać, i we wzruszający sposób wyrażała swoje uznanie dla mojej pracy. Trzymała rękopis przy łóżku, żeby go co rano czytać. Gdy któregoś razu wyjechała, poprosiła mnie, abym codziennie przesyłała jej swoje prace faksem. Kiedy zmarła na raka, odkryłam, że przepisywała ich fragmenty do dziennika. Moja mama, która modliła się za mnie w lepszych i gorszych okresach, włączając w to moje lata buntu, w pełni otworzyła swoje serce na moje utwory religijne. Pragnęła pisać książki dla dzieci, o czym często mówiła, ale to marzenie nigdy się nie ziściło. Jednak w pewnym sensie napisała książkę - tę książkę - za moim pośrednictwem.

 

Dziękuję, Nani!

Twoje dziedzictwo jest wciąż żywe!

 

WSTĘP

JEZUS MÓWI DO CIEBIE

Obecności Boga doświadczyłam po raz pierwszy w malowniczo pięknej scenerii. Mieszkałam i studiowałam wtedy we wspólnocie w wiosce po francuskiej stronie Alp. Był to jeden z ośrodków L'Abri, międzynarodowej organizacji o charakterze duszpasterskim założonej w Szwajcarii przez Francisa i Edith Schaefferów. (Francis i Edith Schaefferowie w znaczący sposób przyczynili się do rozwoju ewangelikalizmu w XX wieku: oprócz kierowania L'Abri, angażowali się w duszpasterstwo dzieci i prowadzili szeroko zakrojone działania na rzecz chrześcijaństwa ewangelikalnego. Ewangelikalizm to ruch protestancki kładący nacisk na zażyłą więź z Jezusem i świadome osobiste nawrócenie określane mianem "powtórnych narodzin" - wszystkie przypisy w nawiasach pochodzą od tłumaczki). Podczas swojego pobytu w L'Abri mogłam do woli zwiedzać bajkowe okolice. Zbliżał się koniec zimy i południowe słońce świeciło tak mocno, że można się było opalać, lecz ziemię wciąż jeszcze pokrywała gruba warstwa śniegu. Rażące promienie słoneczne odbite od nieskazitelnie białego śniegu rozpraszały ciemności umysłu, które od lat zniewalały moje myśli.

Codziennie wspinałam się na wysokie wzgórze, aby zachwycić swoją duszę widokiem, jaki się stamtąd rozciągał. Stojąc na szczycie, zatracałam się w krajobrazie nieskończonego piękna. W dole leżała wioska, która stała się moim domem. W jej panoramie dominował strzelisty kościół. Po drugiej stronie wzgórza znajdowało się Jezioro Genewskie, które słało mi swoje pozdrowienia, odbijając promienie słoneczne. Gdy podniosłam głowę widziałam wokół siebie ośnieżone szczyty Alp. Obracałam się ku nim dziesiątki razy, aby wchłonąć tyle, ile tylko się dało, mając do dyspozycji dwoje oczu i ograniczony umysł.

Jako córka nauczyciela akademickiego zawsze byłam zachęcana do tego, aby dużo czytać i samodzielnie myśleć. W tamtym okresie miałam już za sobą studia filozoficzne na Wellesley College i kończyłam studia magisterskie na Tufts University. Kilka miesięcy wcześniej brat poprosił mnie, abym przeczytała książkę Escape from Reason [Ucieczka od rozumu] Schaeffera. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu i ogromnej radości ta mała książeczka odpowiedziała na pytania, które już dawno od siebie odsunęłam, uznając je za pozbawione odpowiedzi. To właśnie wierność Schaeffera jego własnym przekonaniom przywiodła mnie do tego nieskażonego miejsca. Znalazłam się tam, bo szukałam prawdy, lecz dopiero cudowne dzieło stworzenia sprawiło, że otworzyłam swoje serce na Pana.

Któregoś wieczora opuściłam naszą ciepłą, przytulną chatkę, żeby przespacerować się wśród zaśnieżonych góry. Wędrowałam pośród gęsto rosnących drzew i czułam się bezbronna oraz pełna podziwu dla tego zimnego, srebrzystego piękna. Powietrze było suche i rześkie, aż kłuło w nozdrza. Nagle poczułam, że otula mnie ciepła mgła. Zdałam sobie sprawę z cudownej Obecności Pana i szepnęłam bezwiednie: "Słodki Jezu". Nigdy wcześniej nie używałam tego zwrotu i byłam wstrząśnięta, słysząc samą siebie z taką czułością zwracającą się do Jezusa. Kiedy rozmyślałam nad tym krótkim westchnieniem, zdałam sobie sprawę, że była to reakcja nawróconego serca. Gdy uświadomiłam sobie ten fakt, zrozumiałam, że należę do Pana. Miało to o wiele większe znaczenie niż rzeczowe odpowiedzi, których szukałam. Oto bowiem nawiązałam relację ze Stworzycielem wszechświata.

Rok później, już po powrocie do Stanów Zjednoczonych, ponownie doświadczyłam Obecności Jezusa. Opłakiwałam właśnie rozpad poważnego związku i zastanawiałam się, czy fakt, że jestem chrześcijanką, ma jakikolwiek wpływ na jakość mojego życia.

Pracowałam wtedy w Virginii jako autorka dokumentacji technicznej. Któregoś dnia szef wysłał mnie na konferencję do Atlanty. Kierowana poczuciem obowiązku, zgodziłam się wykonać to polecenie i bez entuzjazmu zameldowałam się w hotelu. Gdy znalazłam się sama w pokoju, poczułam, jak zalewa mnie fala osamotnienia. Próbując przed nią uciec, wyszłam z hotelu i zaczęłam krążyć bez celu ulicami Atlanty. Rzuciłam okiem na kilka książek leżących na ulicznym straganie. Moją uwagę zwróciła pozycja Beyond Ourselves [Poza nami] autorstwa Catherine Marshall. Przeczytałam ją tego samego wieczora i już nie czułam się samotna. Klęknęłam przy łóżku w sterylnym hotelowym pokoju i poczułam wszechogarniającą Obecność - moje serce napełniło się pokojem i miłością. Wiedziałam, że Jezus jest ze mną, i łączy się ze mną w bólu. Był to niewątpliwie ten sam "słodki Jezus", którego spotkałam w Alpach.

Przez kolejne szesnaście lat wiodłam - można by powiedzieć - przykładne chrześcijańskie życia. Podjęłam studia w Covenant Theological Seminary w St. Louis, gdzie zdobyłam tytuł magistra w zakresie poradnictwa psychologicznego i nauk biblijnych. Tam poznałam swojego przyszłego męża, Steve'a, misjonarza, który zgodnie z dwupokoleniową rodzinną tradycją pracował w Japonii. Po studiach dwukrotnie wyjechaliśmy na cztery lata do Japonii, gdzie pracowaliśmy przy zakładaniu kościołów. Podczas pierwszego pobytu na świat przyszła nasza córeczka, a podczas spędzonej w USA przerwy między kolejnymi misjami urodził się nam synek. Następnie wróciliśmy na trzy lata do Stanów. Mieszkaliśmy w Atlancie, gdzie Steve pracował w miejscowym kościele dla Japończyków, a ja zdobyłam kolejny tytuł zawodowy w zakresie poradnictwa psychologicznego na Georgia State University.

W ramach zdobywania doświadczenia zawodowego pracowałam w poradni chrześcijańskiej w rejonie Atlanty. Uwielbiałam pomagać głęboko zranionym kobietom szukać uzdrowienia w Chrystusie. Przepełniała mnie też wdzięczność, ponieważ miałam dobrego, kochającego męża i dwójkę wspaniałych dzieci, które były największą radością mojego życia. Jednak w ciągu tych szesnastu lat ani razu nie doświadczyłam żywej Obecności Jezusa.

W rezultacie latem 1990 roku ponownie zaczęłam jej szukać. Najpierw pogrążyłam się w książce modlitewnej Abiding Presence [Stała obecność] autorstwa Andrew Murraya. Autor uważa, że chrześcijanie powinni nieustannie doświadczać Obecności Boga. Murray podkreśla, że to ważne, abyśmy jak najczęściej spędzali czas tylko z Panem, pogrążeni w cichej, nieprzerwanej rozmowie.

W czasie gdy zaczynałam tę lekturę, przeżywałam dość burzliwy okres. Czekaliśmy właśnie na wizy zezwalające na pobyt w Australii, gdzie chcieliśmy założyć kościół dla Japończyków żyjących w Melbourne. Musiałam zrezygnować z satysfakcjonującej mnie pracy doradcy, aby przygotować się do przeprowadzki, i powoli przyzwyczajałam się do tej straty. W czasie tych przełomowych zmian zaczęłam na poważnie szukać Bożej Obecności. Dzień rozpoczynałam od spotkania z Panem, zaopatrzona w Biblię, książkę modlitewną, dziennik, długopis i kawę. Gdy tak trwałam w Bożej Obecności, Pan zaczął się przede mną odkrywać. Godzina lub dwie sam na sam z Bogiem mijały zdecydowanie zbyt szybko.

Niepewność, której musiałam stawić czoła w tamtym okresie, jeszcze bardziej zbliżyła mnie do Boga. Wraz z mężem nie mieliśmy pojęcia, kiedy otrzymamy wizy zezwalające na stały pobyt, więc okres oczekiwania zdawał się nie mieć końca. Przeszłam w tamtym czasie cztery operacje, w tym dwie na czerniaka. Werset biblijny, który dodawał mi otuchy w tym trudnym okresie oczekiwania, towarzyszył mi także podczas niekończącego się lotu do Australii: "O tak, z weselem wyjdziecie w pokoju was przyprowadzą" (Iz 55, 12). (Tłumaczeniem Pisma wykorzystywanym w niniejszej książce jest Biblia Tysiąclecia, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. 4, Poznań 1984, chyba, że zaznaczono inaczej. Przy doborze źródła tłumaczka kierowała się zasadą wierności anglojęzycznemu oryginałowi książki)

Osiedliliśmy się w Australii i każde z nas rozpoczęło swoją podwójną posługę. Wspierałam Steve'a w tworzeniu pierwszego w Melbourne kościoła dla Japończyków, ale moja służba polegała przede wszystkim na udzielaniu wsparcia psychologicznego australijskim kobietom. Część z nich wychodziła z duchowej niewoli i traumy spowodowanej strasznymi nadużyciami.

Ta intensywna działalność misyjna sprawiła, że nasza rodzina została narażona na poważne zagrożenia natury duchowej i co dzień rano modliłam się o ochronę. Któregoś ranka, gdy wznosiłam swoje modlitwy, wyobraziłam sobie, jak Bóg osłania każdego z nas po kolei. Zobaczyłam najpierw naszą córkę, potem syna, a potem Steve'a w otoczce złocistego światła opiekuńczej Bożej Obecności. Gdy modliłam się we własnej intencji, nagle opromieniło mnie jaskrawe światło i poczułam głęboki spokój. Doświadczając Obecności Boga w ten intensywny sposób, zupełnie straciłam poczucie czasu. To przeżycie było dla mnie zaskoczeniem, ale przyjęłam je z wdzięcznością, mocniejsza na duchu.

Zaledwie dwa lub trzy dni później jedna z moich podopiecznych, ofiara kazirodztwa, zaczęła opowiadać mi o swoich doświadczeniach związanych z satanistycznymi nadużyciami rytualnymi (Satanic ritual abuse - SRA - zbiorowe określenie przypadków rytualnego wykorzystywania dzieci (oraz, rzadziej, dorosłych), odnotowanych w latach 80. i 90. XX wieku w Stanach Zjednoczonych). Ta forma kultu Szatana wiąże się z poddawaniem ofiar (często małych dzieci) niesłychanie okrutnym, hańbiącym torturom. Wspólnie z moją dzielną podopieczną przeprawiłyśmy się przez mroki jej wspomnień. Bóg przygotował mnie na tę ciemność, opromieniwszy mnie wcześniej swoim cudownym Światłem. Zrozumiałam wtedy, że moje doświadczenia związane z Bożą Obecnością mają służyć nie tylko mojemu dobru, ale też dobru innych.

W tym samym roku (1992) zaczęłam czytać God Calling [Bóg mówi do ciebie], książkę modlitewną napisaną przez dwie anonimowe "słuchaczki". Autorki w milczeniu trwały przy Bogu z kartą i długopisem w dłoni i zapisywały wszystko, co Pan im przekazał. Wiadomości zostały zapisane w pierwszej osobie, a zaimek "Ja" odnosi się do Boga. Ktoś przesłał mi tę książkę ze Stanów, gdy jeszcze mieszkałam w Japonii. Wtedy jej nie przeczytałam, ale zachowałam ją w swoich zbiorach mimo dwóch międzynarodowych przeprowadzek. Sześć lub siedem lat później ta niepozorna broszurowa publikacja stała się moim skarbem. Niezwykle silnie sprzęgła się z pragnieniem, aby żyć w Obecności Jezusa.

W następnym roku zaczęłam się zastanawiać, czy ja także mogłabym otrzymywać takie przesłania w chwilach obcowania z Bogiem. Przez lata prowadziłam dzienniki modlitewne, ale była to komunikacja jednokierunkowa: tylko ja mówiłam. Wiedziałam, że Bóg komunikuje się ze mną poprzez Biblię, ale pragnęłam czegoś więcej. Coraz bardziej chciałam usłyszeć, co Bóg ma mi osobiście do powiedzenia danego dnia. Postanowiłam wsłuchiwać się w Jego głos z długopisem w dłoni i zapisywać wszystko, co - jak mi się wydawało - do mnie mówił. Za pierwszym razem czułam się dziwnie, ale otrzymałam przesłanie. Było krótkie, biblijne i na temat. Dotyczyło kwestii, które były mi bliskie w tamtym czasie: zaufania, lęki i bliskości Boga. Odpowiedziałam na nie modlitwą, którą zapisałam w swoim dzienniku.

Pisanie dziennika przybrało formę dialogu. Wkrótce przepływ tych przekazów stał się bardziej swobodny i kupiłam nawet specjalny zeszyt, aby je zapisywać. Ta nowa forma komunikacji z Panem zaczęła być najważniejszym punktem mojego dnia. Wiedziałam, że moje zapiski nie są natchnione - jak Pismo - mimo wszystko pomagały mi zbliżyć się do Boga.

Lata mijają, a ja w chwilach kontemplacji wciąż otrzymuję od Boga osobiste przesłania. Im cięższe jest moje życie, tym bardziej potrzebuję tych zachęcających wskazówek od Stwórcy. Ciche trwanie przy Bogu jest tak samo ważne jak moje zapiski z tych chwil medytacji. W zasadzie zdarza mi się czasem, że trwam przy Bogu, nie zapisując ani słowa. Gdy tak skupiam się na Panu, czasem doświadczam "pełni radości" (Ps 16, 11), a czasem po prostu rozkoszuję się Jego łagodnym towarzystwem i pozwalam, aby napełniał mnie swoim Pokojem. Przez te wszystkie lata słuchania Pana z długopisem w dłoni czułam, że temat Pokoju Bożego odgrywa w moich zapiskach coraz ważniejszą rolę. Jestem pewna, że ta tendencja po części odzwierciedla moje osobiste pragnienie, ale gdy poznaję nowe osoby, przekonuję się, że balsamu w postaci Jezusowego Pokoju potrzebuje większość z nas.

Fragmentem Pisma, który zmienił moje życie, jest ten oto werset z Księgi Psalmów: "Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga" (Ps 46, 11). Słowa "zatrzymajcie się" można też tłumaczyć jako: "rozluźnijcie się", "puśćcie" lub "przestańcie się starać". W tym wersecie Bóg w sugestywny sposób zachęca nas do tego, abyśmy odłożyli na bok swoje troski i szukali Jego Obecności. Wierzę, że Bóg pragnie tych cichych momentów bardziej niż my sami. Wierzę też, że Pan nigdy nie przestaje mówić do tych, którzy Go słuchają (J 10, 27) i nieustannie polegam na pomocy Ducha Świętego w tym względzie. Zgadzam się z J.I. Packerem, który w swojej książce Your Father Loves You [Twój Ojciec cię kocha] pisze: "Bóg [...] kieruje naszym umysłem, gdy rozmyślamy w Jego obecności".

Wsłuchiwanie się w Boży głos pomogło mi zbliżyć się do Pana bardziej niż jakiekolwiek inne ćwiczenie duchowe, więc chcę się podzielić częścią tych przesłań. W wielu częściach świata chrześcijanie zdają się dążyć do głębszego doświadczenia Obecności i Pokoju Jezusa. Zapiski zawarte w niniejszej książce wychodzą naprzeciw tej potrzebie. Jedynym nieomylnym Słowem Boga pozostaje oczywiście Biblia; treść moich notatek musi być zgodna z tym niezmiennym wyznacznikiem. Narratorem niniejszej książki uczyniłam Jezusa, więc to do Niego odnoszą się wszystkie zaimki w pierwszej osobie liczby pojedynczej ("Ja", "Mój"). Zaimek "ty" odnosi się do ciebie, Czytelniku; masz zatem wrażenie, że mówi do ciebie Jezus.

Po każdej notatce odsyłam czytelnika do określonego fragmentu Pisma. Gdy słuchałam Boga, często na myśl przychodziły mi wersety Biblii lub ich urywki, i postanowiłam wpleść je w swoje zapiski. Słowa pochodzące z Pisma (parafrazy lub cytaty) złożono kursywą. Niektóre z podanych na końcu odnośników dotyczą właśnie tych wyróżnionych fragmentów. Inne odwołania są mniej oczywiste; zamieściłam je, aby skłonić czytelnika do głębszych przemyśleń. Niektóre z wersetów pojawiają się nader często, a to dlatego, że Bóg wielokrotnie się nimi posiłkował, aby dodawać mi sił i otuchy skłaniając mnie do odwrócenia wzroku od "niewielkich utrapień mojego obecnego czasu" (2 Kor 4, 17) i spojrzenia na świat z perspektywy wieczności.

Tematem, który często powracał, gdy wsłuchiwałam się w głos Boga, była istota wdzięczności i zaufania. Te dwie wartości są dość szeroko omówione także w Biblii i mają dla nas kluczowe znaczenie, jeśli chcemy cieszyć się Obecnością i Pokojem Jezusa.

Przesłania stanowiące treść niniejszej książki powinno się czytać powoli, najlepiej w ciszy. Zachęcam cię, Czytelniku, do założenia dziennika i przelewania na papie wszelkich myśli oraz wrażeń, jakie zostaną ci zesłane, gdy będziesz trwać w Jego Obecności. Pamiętaj, że Jezus to Emmanuel, Bóg z nami. Niech coraz hojniej obdarza cię swoją Obecnością i Pokojem.

Sarah Young

 

Zamieszczone za zgodą wydawnictwa ESPRIT

Sarah Young - Jezus mówi do ciebie (W miłości Jezusa odnaleźć pokój i szczęście)

http://www.esprit.com.pl/273/Jezus-mowi-do-ciebie.html