Dobre Słowo od Was - II niedziela zwykła A

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 19 styczeń 2014

Tak przy okazji...

Zapewne wielu z nas chciałoby się przyczynić do ewangelizacji Afryki albo chociaż Arabii Saudyjskiej, gdzie nie tylko nie wolno nosić krzyża, ale nawet się przeżegnać – pod karą śmierci. Wrzucić datek na misje jest łatwo. Łatwo odfajkować dobry czyn – i uspokoić sumienie.

            Dzisiejsze czytania mówią o trzech prawdach ważnych przy ewangelizacji.

            Po pierwsze, jesteśmy powołani do ewangelizowania – siebie. Nie Afryki, nie kolegów z pracy, nawet nie rodziny. Wszystko zaczyna się ode mnie. Albo ja żyję Bogiem, albo nie. Bo jeśli nie, to mogę wykonywać mnóstwo gestów świadczących o tym, że kogoś nawracam, ale to są gesty puste, jeśli w sercu nie spotykam się z Bogiem. Jak zmienić swoje serce? Otworzyć je na Boże słowo. Niech Boże słowo pada i wydaje plon. Bez Pisma Świętego, bez modlitwy, nie zrodzi się w nas zachwyt, a tylko zachwyt Bogiem może nas nawrócić.

 

Tak przy okazji...

Zapewne wielu z nas chciałoby się przyczynić do ewangelizacji Afryki albo chociaż Arabii Saudyjskiej, gdzie nie tylko nie wolno nosić krzyża, ale nawet się przeżegnać – pod karą śmierci. Wrzucić datek na misje jest łatwo. Łatwo odfajkować dobry czyn – i uspokoić sumienie.

            Dzisiejsze czytania mówią o trzech prawdach ważnych przy ewangelizacji.

            Po pierwsze, jesteśmy powołani do ewangelizowania – siebie. Nie Afryki, nie kolegów z pracy, nawet nie rodziny. Wszystko zaczyna się ode mnie. Albo ja żyję Bogiem, albo nie. Bo jeśli nie, to mogę wykonywać mnóstwo gestów świadczących o tym, że kogoś nawracam, ale to są gesty puste, jeśli w sercu nie spotykam się z Bogiem. Jak zmienić swoje serce? Otworzyć je na Boże słowo. Niech Boże słowo pada i wydaje plon. Bez Pisma Świętego, bez modlitwy, nie zrodzi się w nas zachwyt, a tylko zachwyt Bogiem może nas nawrócić.

            Po drugie, nie ewangelizuję ja. Nie ewangelizuje ksiądz czy katecheta. Każdy z nas, będąc powołany, jest najpierw narzędziem w ręku Boga. Cokolwiek powiemy o jakimś wybitnym kaznodziei czy świętym, to oni są tylko jak instrument w ręku skrzypka. Prawda, „stradivarius” ma piękne brzmienie, ale na koncercie i tak całe owacje zbiera skrzypek.
I żadne skrzypce się nie buntują, prawda?

            Po trzecie, nie ma życia wiarą, nie ma chrześcijaństwa bez ścisłej i osobistej relacji z Chrystusem. Tego się nie da zrobić. Albo Go swoim życiem głoszę, albo Go kompromituję. Nie ma trzeciej drogi. Bo cokolwiek robię, mówiąc, że jestem chrześcijaninem, reprezentuję JEGO SAMEGO. Nasza wiara z samej swojej natury jest misyjna, jest aktywna i żywa. Słabo mi się robi, gdy ktoś mówi o obronie wiary, bo wiara jeśli jest – wcale nie potrzebuje obrony. Wiara daje taką siłę, że może zawojować cały świat. To jest norma. Jeśli jesteśmy nazwani dziećmi Bożymi, to nie po to, żeby się usprawiedliwiać, ale uświadomić sobie posłanie i napełnienie taką mocą, że Jezus całkiem poważnie mówi, że uczynimy większe dzieła niż On, bo On idzie do Ojca.

            Czy zatem my jesteśmy posłani do ewangelizacji? – Tak. – Ale czy to jest nasze najważniejsze zadanie w życiu? – Nie. To się dzieje niejako przy okazji. Istotą naszej wiary, misji i każdej posługi, jest życie Bogiem, doświadczanie pokoju i radości, coraz głębsza więź z Jezusem. Gdy będziemy gotowi, Pan da nam stosowną okazję do składania świadectwa.
A dla każdego, kto żyje Bogiem, radością jest pełnić Jego wolę i o Nim mówić.