Drukuj

Dobre Słowo 4.01.2014 r. – sobota, I tydzień po Bożym Narodzeniu

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 08 styczeń 2014

Dobre Słowo 4.01.2014 r. – sobota, I tydzień po Bożym Narodzeniu

Mutant czy Mesjasz?

Okazuje się, że nie tylko wskazanie na Jezusa jest ważne. Nie wystarczy także słuchać Jego słów, aby Go poznawać. Niezmiernie istotne jest również kroczenie za Nim tak wytrwałe, żeby zobaczyć, gdzie mieszka i pozostać u Niego. Przebywanie w obecności Jezusa jest pełne życia. To dopiero mobilność! Ile razy na myśl o tym, że czas zorganizować się na modlitwę, budzi się w nas jakieś nudne skojarzenie, tyle razy błędne wyobrażenia o Panu mają się dobrze.

Czego szukam w relacji z Bogiem, jeśli zaczynam kojarzyć Go z nieżyciowością?

Typową reakcją na ewentualną wiadomość o tym, że wygrałem w loterii i mam przyjść odebrać 1 miliard euro, jest szok niedowierzania, a potem przyśpieszone wręcz podjęcie czynności, które pozwolą zrealizować wygraną. Jak przyzwyczajenie musiało nas zapuścić w sobie, skoro często brakuje nam już tej świadomości, że spotykając się z Panem, mamy do odebrania życiowe siły od rozdającego je nam Pana życia i śmierci, Mesjasza! A przecież znaleźliśmy Mesjasza! Chodźcie, a zobaczycie!

Trudno nie mieć wrażenia, które pojawia się po głębszej refleksji, że momenty, kiedy słowo Boże spływa po nas jak woda po kaczce, obnażają nasze poważne zaniedbania intymnych spotkań z Panem! Odsuwane na bok adoracje Jezusa w Konsekrowanej Hostii, czyli to pozostanie u Niego (Rabbi, gdzie mieszkasz? – Chodźcie, a zobaczycie.), czy zaniedbywane choćby jednozdaniowe – ba! – jednowyrazowe modlitwy wypływające z tego, czym aktualnie żyję, tworzą w nas nowe błędne wyobrażenia o Panu. Znika życiowy Bóg, dla którego warto „się zabijać’, aby znaleźć czas na bycie z Nim, a pojawia się nowy mutant naszych lęków i niechęci, przymusów i obrzydzenia.

Czego szukacie? – pyta i dziś Pan Jezus. – Oni powiedzieli do niego: „Rabbi! (to znaczy: Nauczycielu), gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”.

Wszyscy podejmujemy codzienne wyzwania i stawiamy czoła trudnościom. Rozczulanie się nad sobą, chodzenie ze zwieszoną głową, gdy nie wszystko w życiu dobrze się układa – takie zachowanie z pewnością prowadzi do nikąd. Musimy skupić uwagę na priorytetach – zacząć robić to, o czym mówi Biblia – modlić się! (Joyce Meyer, Jak przezwyciężać troskę, Szczecin 2013, s. 29).

Jak to jest z tym moim Mesjaszem? Kto nim w tej chwili jest, to znaczy, w kim aktualnie szukam wsparcia, z kim chcę przebywać?

Do Jezusa – Mesjasza, to znaczy Chrystusa, zawsze można wrócić i się zwrócić. Szczególnie może wówczas, gdy okaże się, że dotychczasowy mesjaszem nie był On, tylko jakiś zmutowany tyran.

p.s.

Często ludzie, którzy mają takie trudności na modlitwie, słyszą radę: „Musisz się jeszcze więcej starać! Więcej konsekwencji! Musisz unikać wszelkich okazji do rozproszenia i odwrócenia uwagi! Musisz codziennie odmawiać dodatkowo modlitwę do Ducha Świętego!...". Jednakże w wielu wypadkach prowadzi to tylko do nasilenia się problemu i wzmożenia uczucia niezadowolenia, winy i lęku. Nic dziwnego, gdy potem niejeden nie chce już więcej słyszeć o religii i Kościele, o modlitwie i pobożności, i kończy z tym wszystkim, by dopiero teraz wreszcie poczuć się wolnym. U podłoża takich rad leży przekonanie, że modlitwa jest przede wszystkim codziennym obowiązkiem, który należy skrupulatnie wypełniać. I znów można zapytać, jaki obraz Boga za tym stoi. Czy Bóg naprawdę potrzebuje efektów naszych modlitw? Czy naprawdę dopiero nasze religijne ćwiczenia i ofiary muszą pobudzać Go do przyjścia nam z pomocą? Czy jest On Bogiem, któremu coś musimy dać, żeby z kolei On się nam za to czymś zrewanżował? – Gdy z takim Bogiem ludzie zrywają, to dobrze robią!

(fragment ze strony: http://www.karmel.pl/hagiografia/ahumada/baza.php?id=30).