Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

Aktualności

Tak, że aż odrzuca…

Panie, okaż swoje miłosierdzie, wejdź w nasze położenie, objaw swoją litość i działaj w nas mocą swojego Ducha, kierując słowo pełne Ducha, życia.

Nie ma człowieka na ziemi, który wcześniej czy później nie dotknąłby tematu odrzucenia. To doświadczenie wpisane jest w nas bardzo głęboko. Generalnie rzecz ujmując, ilekroć odkrywamy w sobie pewien lęk przed otwarciem się na drugiego człowieka bądź lęk o utratę drugiego człowieka, gdy już otworzyliśmy się na niego, przez ten lęk przebija się kwestia odrzucenia, którego się najbardziej boimy. Ono jest tak głęboko w nas wpisane, że ma swój wymiar także i wieczny, bo za doczesnymi obawami o odrzucenie kryje się obawa o wieczne odrzucenie, jakim jest – używając słów Pisma Świętego – ogień wieczny, ogień wiecznych wyrzutów sumienia, że nie daliśmy Bogu takiej szansy, aby nas przygarnął na wieki, aby pokonał w nas lęk o odrzucenie.

Dobre Słowo 13.12.2013 r. – piątek, II tydzień Adwentu

Iz 48,17-19; Ps 1,1-4.6; Mt 11,16-19

Tak, że aż odrzuca…

Panie, okaż swoje miłosierdzie, wejdź w nasze położenie, objaw swoją litość i działaj w nas mocą swojego Ducha, kierując słowo pełne Ducha, życia.

Nie ma człowieka na ziemi, który wcześniej czy później nie dotknąłby tematu odrzucenia. To doświadczenie wpisane jest w nas bardzo głęboko. Generalnie rzecz ujmując, ilekroć odkrywamy w sobie pewien lęk przed otwarciem się na drugiego człowieka bądź lęk o utratę drugiego człowieka, gdy już otworzyliśmy się na niego, przez ten lęk przebija się kwestia odrzucenia, którego się najbardziej boimy. Ono jest tak głęboko w nas wpisane, że ma swój wymiar także i wieczny, bo za doczesnymi obawami o odrzucenie kryje się obawa o wieczne odrzucenie, jakim jest – używając słów Pisma Świętego – ogień wieczny, ogień wiecznych wyrzutów sumienia, że nie daliśmy Bogu takiej szansy, aby nas przygarnął na wieki, aby pokonał w nas lęk o odrzucenie.

O. Piotr Rostworowski nazywa ten głęboko w nas wpisany lęk przed odrzuceniem konfliktem ontologicznym, to znaczy wpisanym w nasz byt. Jest gdzieś rdzennie w nas wpisany konflikt z Bogiem jako konsekwencja grzechu pierwszego. Dziedziczymy go po naszych pierwszych rodzicach. Zostaliśmy z niego obmyci, ale tendencje, skłonności – jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego w przypadku sakramentu chrztu – w nas zostają. Nosimy w sobie skłonność do popełniania grzechów i przez to, nawet podświadomie, wpisuje się w nas lęk przed konsekwencjami grzechów, a zapłatą za grzech jest śmierć, czyli wieczne odrzucenie.

Stąd może warto, gdy słuchamy dzisiejszego słowa, chwilę uwagi poświęcić naszemu rozumieniu grzechu i jego konsekwencji, czyli odrzucenia. Dlaczego akurat ten motyw? – Gdyby Izrael zachowywał przykazanie Boże nie zostałby odrzucony. O, gdybyś zważał na me przykazania, stałby się twój pokój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale. Twoje potomstwo byłoby jak piasek, i jak jego ziarnka twoje latorośle. Gdybyś pozwolił Bogu, aby cię zbawiał, czyli pouczał cię w tym, co pożyteczne, kierował tobą na drodze, którą kroczysz, wówczas doświadczałbyś głębokiego pokoju, takiego, którego nie da ci świat oraz sprawiedliwości, czyli zdrowych relacji z Bogiem i ludźmi, które byłyby jak morskie fale, i płodności – tej wewnętrznej, ale i też zewnętrznej – płodności w relacjach, kreatywności relacji. Gdybyś pozwolił Bogu cię zbawiać, nigdy by nie usunięto ani nie wymazano twego imienia sprzed mego oblicza!

Izrael jest na etapie, na którym przeżywa konsekwencje odrzucenia. Wybierając grzech, wcześniej czy później dotkniemy tematu odrzucenia, bo grzech nas odrzuca od siebie i zdrowego spojrzenia na siebie, odrzuca nas od zdrowych, płodnych, kreatywnych relacji z innymi ludźmi. Stajemy się koszmarnie interesowni albo się komuś narzucamy, chcąc wyssać z niego wszystkie energie życiowe, albo kogoś traktujemy jak rzecz, czyli korzystamy z niego tylko wówczas, kiedy ma to przynieść naszą korzyść, kiedy możemy z tego czerpać jakieś profity. I odrzuca nas też od relacji z Bogiem, nie traktujemy Boga jako Kogoś, kto poucza nas o tym, co pożyteczne i kieruje nami na drodze, tylko jako Kogoś, z kim nie możemy dojść do porozumienia, bo ciągle nas przewyższa, zaskakuje swoją dobrocią, a my nie jesteśmy na tę dobroć właściwie otwarci albo – tak jak w relacjach z ludźmi – chcemy wyssać tę dobroć z Boga dla siebie, albo traktujemy ją powierzchownie, nie wyceniając jej na tyle, na ile jest warta.

Doświadczenie bycia usuniętym i wymazanym nieodzownie nasuwa nam tajemnicę grzechu. Grzesznicy – jak mówi psalmista – są jak plewa, którą wiatr rozmiata. Konsekwencja grzechu to także pewna przewrotność serca, zupełne niezdecydowanie i nieopowiedzenie się po stronie dobra w sposób zasadniczy i konsekwentny, takie wybrzydzanie: ani się człowiek nie naliże tego dobra, ani się nie naje. Jest to zamknięcie się na pogłębioną prawdę, na decyzję życia wiarą w Boga, który mnie zbawia, czyli ratuje mnie od śmierci wiecznej, do której prowadzi grzech.

Powierzchowność w podejściu do grzechu wyraża się w lekceważeniu go, co może mieć wyraz w różnych na odwal mi się przebytych spowiedziach, kiedy tak naprawdę nie mierzymy się z koszmarem i bólem grzechu, który zabił w nas życie Boże, nie przeżywamy doświadczenia tego, że coś w nas umarło. Drugą skrajnością jest skrupulatyzm polegający na gnębieniu się w grzechu, że ciągle nie widać szans na jakąś nadzieję, bo ciągle te grzechy są przed naszymi oczyma.

Bóg, który próbuje do nas dotrzeć, uświadamiając nam lęk przed odrzuceniem i nazywając jego najgłębsze przyczyny, staje po naszej stronie również i wtedy, kiedy dopuszcza doświadczenie odrzucenia, usunięcia i wymazania nas spośród tych, którzy liczyliby się przed Jego obliczem.

Taką właśnie drogę przebywa Izrael, który słyszy Boże wołanie: Gdybyś zważał na me przykazania, gdybyś doszedł do ich istoty. To nie jest gdybanie, którego celem jest stwierdzenie: No nic, wszystko stracone, ale to jest gdybanie, które ma zwrócić naszą uwagę, że jest nadzieja – nadzieja w powrocie.

Może warto przyjrzeć się naszemu podejściu do grzechu, spowiedzi, rachunku sumienia. Na ile odkrycie grzechu przeraża nas jego potwornością, konsekwencjami? Na ile mamy tego świadomość? Bo przeżycie przerażenia najgorszą wersją siebie, czyli siebie, który wybrał grzech, nie zaowocuje przeżyciem najpiękniejszej wersji siebie, czyli kogoś, kogo Bóg przygarnia, komu odzyskuje utracone przez grzech życie. Miłosierdzie w jednej z definicji określa się jako przywrócenie życia utraconego przez grzech.

Może zatem warto się przyjrzeć takim doświadczeniom. W której z grup się odnajdujemy? Czy w grupie, która powierzchownie podchodzi do grzechu – byle go zbyć? Czy też w grupie, która skrupulatnie wchodzi w grzech, bo musi wszystko wypowiedzieć i nawet nie usłyszy, że przebaczenie już nastąpiło: Idź w pokoju, tylko: A jeszcze muszę to i tamto powiedzieć?

Po co mamy się temu przyjrzeć? – Żeby zbliżyć się z tym do Boga, żeby na miłość Boską znaleźć czas na przebywanie i rzetelne zajęcie się czymś, co wcześniej czy później do nas wróci. Nie da się tego zabić, zapić, zakrzyczeć powtarzanym jak mantra: Nie mam czasu bądź polać sosem pobożności w swoich miliardowych pobożnych westchnieniach. To nie przejdzie, z tym się trzeba zmierzyć i do tego zaprasza nas Pan Bóg w Adwencie. Po co mamy się z tym zmierzyć? – Żeby odkryć prawdę o tym, jak odrzuca nas po wyborze grzechu na tyle skutecznie, że nie jesteśmy w stanie dostrzec otwartych ramion miłosiernego Ojca, który potrafi oddzielić grzech od grzesznika. Nam się to rzadko udaje.

Jak zauważył w książce Kłamstwa, w które wierzymy, w dziale Kłamstwa religijne, Chris Thurman: Zamiast energię, która się w nas budzi po grzechu skierować na nienawiść do grzechu, kierujemy na nienawiść do siebie.

Zakończymy jednym z przykładów tej skrajności z powyższej książki. Do autora tej książki przyszła kobieta, która w młodym wieku poddała się aborcji, założyła później rodzinę, miała dzieci, ale ciągle żyła w poczuciu odrzucenia czy nienawiści. Nie tylko wierzyła, że Bóg jej nienawidzi z powodu dokonanej przez nią aborcji, ale była również przekonana, że powinna sama siebie nienawidzić. Podczas jej wizyt w moim gabinecie bolesne było dla mnie obserwowanie jej zmagań. Tak wiele uczuć pogrzebała i tak bardzo cierpiała z powodu nienawiści do samej siebie. Nie mogę sobie wybaczyć tego, co zrobiłam – mówiła niejednokrotnie. – Czuje pani, że nie zasłużyła sobie, by dalej żyć, prawda? – Pokiwała głową i spojrzała na zmiętą chusteczkę, którą trzymała w dłoni: Nie zasługuję na wybaczenie. – Zatem – odpowiedziałem – karze się pani poczuciem winy i depresją? – Z pewnością Bóg nie chce, żebym zachowywała się tak, jakby się nic nie stało – wykrzyknęła. – Nie mogę uwierzyć, że chce, żebym o tym zapomniała. – Przerwałem na chwilę, pozwalając jej zastanowić się przez chwilę, po tym zaś zapytałem: - Czy naprawdę myśli pani, że Bóg chce, by do tego życia, które przestało istnieć w wyniku aborcji, dodawała pani jeszcze swoje zniszczone życie? - Co pan ma na myśli? – spytała szlochając. – Czy wierzy pani w Boga, który chce, by odrzuciła pani swoje życie z powodu ciężkiego grzechu, który popełniła pani wiele lat temu? – odrzekłem. – Nie - zapłakała. – Ale to wydaje się zbyt łatwe, ktoś musi zapłacić za to, co zrobiłam i tą osobą jestem ja. – Chrystus zapłacił za to, co pani zrobiła, Janis. – Co takiego? – Chrystus zapłacił za pani aborcję swoim życiem. Nigdy nie byłaby pani w stanie odpłacić Bogu za to, co pani zrobiła, więc Chrystus zrobił to za panią. Czy teraz jest to pani gotowa uznać, że to, co On zrobił, wystarczy? – Potrząsnęła głową i dalej szlochała. – To, co zrobiłam, było tak bardzo złe, nienawidzę się za to, Bóg mnie za to nienawidzi. – Janis, Bóg pani nie nienawidzi, to nie jest w Jego stylu. On nienawidzi tego, co pani zrobiła, ale zostało to pani przebaczone, gdy zwróciła się pani ku Chrystusowi. Bóg pragnie raczej, by była pani wdzięczna za ofiarę Chrystusa, niż by ją odrzucała. On chce panią uwolnić od samopotępienia. Nie chce natomiast, by przez całe życie płaciła pani za coś, co już zostało zapłacone. Czy jest pani gotowa dać temu wiarę? – naciskałem. Zwróciła twarz w moją stronę z tym samym pustym spojrzeniem: - To zbyt proste. Nigdy nie będę potrafiła wybaczyć sobie tego, co zrobiłam.

Warto mierzyć się z prawdą o odrzuceniu, które jest konsekwencją grzechu, żeby odkryć, jak potworne jest to doświadczenie, jak łatwo można uciec w powierzchowność bądź w skrupulatyzm i jak trudno jest przyjąć prostą prawdę: Za moje odrzucenie – konsekwencje grzechu – Jezus zapłacił swoją bliskością z grzesznikami. Z tym grzesznikiem, którym jestem ja.

Panie, daj nam mądre światło w przyglądaniu się swoim grzechom teraz, w okresie przygotowania do Twojego narodzenia, do odkrycia Ciebie, że rodzisz się nieustannie, że tam, gdzie jest grzech, jeszcze obficiej rozlewa się łaska.

Ksiądz Leszek Starczewski

 

 

 

Słowo

2019-06-29_konferencja - Wiesława Saladra (28)
2019-06-29_konferencja.mp3 (Formacja WDSIE 2018/2019)
29 czerwiec 2019 22:46
2019-06-29_homilia - ks. dr Rafał Dudała (19)
2019-06-29_homilia.mp3 (Formacja WDSIE 2018/2019)
29 czerwiec 2019 22:03
2019-06-28_homilia - ks. Miłosz Hołda (17)
2019-06-28_homilia.mp3 (Formacja WDSIE 2018/2019)
28 czerwiec 2019 21:58

Echo Słowa

Gościmy

Odwiedza nas 419 gości oraz 0 użytkowników.

Nowi użytkownicy

Zalogowani

Wszyscy

590824
DzisiajDzisiaj272
WczorajWczoraj480
W tym tyg.W tym tyg.1167
W tym mies.W tym mies.6908
WszyscyWszyscy590824

logowanie