Po Dobrym Słowie z Pon. II Tyg Adwentu

posted by: Tropiciel DS
Poprawiono: 10 grudzień 2013

              Sparaliżowany sam sobie nie poradzi. Nie jest to odkrycie Ameryki dopóki paraliż nie zablokuje nas osobiście. A gdy się tak stanie, to nie ma też pewności, że zareagujemy jakoś mądrzej, niż tylko...złością. I nie chodzi tu o uzdrowionego z paraliżu. Ten już "wziął to, na czym leżał i odszedł do domu, chwaląc Boga" (Łk 5, 25). Byli tam tacy, którzy zastanawiali się nad Słowem Jezusa i nad Nim samym tak dokładnie, że "nurtowali swoje serca". Wprawdzie po uzdrowieniu "wszystkich ogarnęło zdumienie. Chwalili Boga i pełni bojaźni mówili:<Dzisiaj widzieliśmy niezwykłe rzeczy>" (Łk 5, 26), ale... Jakaś grupa jednak chyba została dalej w swoich paraliżach. Święty Łukasz zauważa trochę dalej, po uzdrowieniu człowieka z bezwłądną ręką, że nauczyciele Pisma i faryzeusze "tracąc rozum ze złości naradzali się między sobą, co mogliby zrobić z Jezusem"(Łk 6, 11). 

              Są takie paraliże na własne, egoistyczne życzenie. Wymieniając niektóre - z zazdrości, podejrzliwości, plotek, pochopnych sądów, oszczerstw i uprzedzeń. Można się rzeczywiście wściec i stracić rozum ze złości. Grzech to perfecyjny oszust. Jest jak paraliż. Co by tu zrobić, żeby przez dach spuścić go już na noszach do środka przed Jezusa?

 

             Panie Jezu, daj nam, prosimy, jakichś ludzi, którzy przyniosą nas sparaliżowamych do Ciebie. Pozwalaj też nam przynosić Tobie zablokowanych na życie, których wcale nie musimy daleko szukać. Wystarczy sie tylko dobrze rozejrzeć.