Drukuj

Dobre Słowo od Was - I niedziela Adwentu

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 01 grudzień 2013

Świadomi swoich błędów i słabości...

Czasem słyszymy deklaracje, że wszystkie religie są dobre, bo każda nakazuje czynić dobro. Nie ma więc znaczenia czy ktoś jest katolikiem, czy muzułmaninem, bo przecież Bóg jest jeden.

Bóg faktycznie jest jeden, tyle że chrześcijanie wierzą, że Bóg jest tak blisko człowieka, że aby go uwolnić, poniósł za niego krzyż. Wcale nie chodzi o to, że oddał życie tylko za nas, tyle że jeśli ktoś w to nie wierzy, nie jest w stanie w pełni czerpać ze źródeł zbawienia. Może być dobrym, uczciwym człowiekiem, może być nauczycielem wielu i tylko mu brakuje jednego – Bóg nie jest dla niego Ojcem. Może więc wierzyć w Siłę Najwyższą, Wszechmogącego i co tam sobie wymyśli, ale niech powie, do jakiego domu zmierza, gdzie zamierza spędzić wieczność? Z Siłą Najwyższą czy na kolanach Ojca?

 

Inna podstawowa różnica polega na tym, że Bóg nie tyle żąda od nas nawrócenia, ile prosi o zgodę, żeby nas sam nawrócił. Nie tyle szuka porządnych wyznawców, ile uświęca tych, którzy doświadczyli własnej słabości. Jeśli stajemy przed Nim dumni z naszego nawrócenia i dobrych uczynków... to jeszcze nie zapomnijmy o krawacie i świadectwach szkolnych J. – Przecież to nie ma żadnego znaczenia. A raczej ma, bo przywiązanie do naszych ludzkich pomysłów i zabiegów blokuje zgodę na to, by Bóg sam nas przemienił i nawrócił.

Z czego powinni się cieszyć ludzie świadomi swoich błędów i słabości? Ano z tego, że jest Bóg, który może nas naprawdę oczyścić, naprawdę wyzwolić i uświęcić. To już trwa. Jezus każdego dnia pracuje nam nami, o ile pozwalamy Mu działać.

Ciekawe, że Bóg działa również wtedy, gdy tego nie widzimy, a nawet gdy odczuwamy coś wprost przeciwnego. Co więcej – normą Jego nawracania jest to, że z czasem dostrzegamy coraz więcej podłości w naszych sercach. I dzieje się tak nie dlatego, że stajemy się gorsi, ale dlatego, że Bóg pokazuje nam prawdę o nas. Pokazuje coraz więcej rzeczy, które w nas uzdrowi. Oczywiście o ile Mu na to pozwolimy. W Bożym świetle widać wyraźnie nasze matactwa, kłamstwa, pychę i głupotę, ale On wydobywa to wszystko na wierz nie żeby nas potępić, oskarżyć, ale uwolnić.

Wydaje się, że wygodniej jest udawać porządnego człowieka, bez pokus, bez pożądań, bez grzechu... bez życia. Bo żyjemy na tyle i po to, aby doświadczać zmian, jeśli jednak marzymy o spokoju i żeby tylko nic nie bolało, na zmianę nie mamy szans.

Bóg przyjdzie do każdego, by dokończyć dzieło, które zapoczątkował w nas na chrzcie. Można to nazwać śmiercią, ale tak naprawdę to przecież nowe stworzenie!

            Bóg zaprasza, a my cieszmy się, bo „pójdziemy do domu Pana”. Właściwie to już jesteśmy w drodze.