Dobre Słowo od Was - XXXI niedziela zwykła

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 03 listopad 2013

Odnaleźć pogardzanego mikrusa

Jerycho z dzisiejszej Ewangelii to dziwne miasto – położone w centrum depresji, kilkaset metrów poniżej poziomu morza. Gdziekolwiek zatem ktoś idzie z Jerycha – ma pod górkę. Bo tam jest najniżej. Jerycho często jest traktowane jako miasto grzechu, zwłaszcza w zestawieniu z Jerozolimą – miastem pokoju.

Bohater dzisiejszej Ewangelii, Zacheusz, mieszka więc w totalnej depresji, jakby w mieście zanurzonym w braku Boga. W dodatku jest malutki, więc wszyscy patrzą na niego z góry – w przenośni jako na celnika kolaborującego z rzymskim okupantem, a w rzeczywistości jako na człowieka niskiego wzrostu. Zacheusz zawsze musi zadzierać głowę, każdy patrzy na niego z góry – z jednym wyjątkiem. Jezus spojrzał na niego będąc niżej, pod drzewem, i podniósł go w sensie wartości – uznał go za godnego spotkania.

 

Jezus spojrzał na niego będąc niżej, pod drzewem, i podniósł go w sensie wartości – uznał go za godnego spotkania. Więcej – wybrał Zacheusza, aby dać mu się ugościć. To już nie było ludzi godniejszych? Sprawiedliwych? Albo nawet choćby takich, którzy nie są publicznym zgorszeniem?

Nam się ciągle wydaje, że na jakąkolwiek łaskę należy zasłużyć. Przez dobre czyny, modlitwy, spełnianie przykazań, może post. Ale to nie tak. Jak dziecko może zasłużyć na miłość rodziców? Nie da rady! Po prostu to są całkiem inne relacje. A nas ktoś ciągle oszukuje, straszy Bogiem, potępieniem, jakby z naszego strachu miała wypłynąć miłość. Jakby dało się kochać ze strachu. Nie da się. Bo do miłości potrzebna jest wolność. Bóg zawsze najpierw obdarza nas wolnością, a potem mówi – Jeśli chcesz...

Mógł nas Bóg stworzyć świętymi od razu. Po co się męczyć z nami od grzechu Adama? Po co wysyłać swojego Syna na taką poniewierkę? Mógł nas stworzyć silnymi, mądrymi. Spokojnie odrzucalibyśmy wszystkie pokusy i zawsze przebywali z Nim w raju.

Ale miłość, tak jak złoto, potrzebuje próby, aby się okazało, czy jest prawdziwa. Każdy z nas hartuje się jak stal nie w luksusach, ale w niedostatkach. Jakoś tak jest, że właśnie nasza bieda – a nawet grzech – najbardziej przybliża nas do Boga. Sprawia, że bardziej Go pragniemy. Żaden sukces nas tak nie nawróci, jak ból.

Bóg się nami nie gorszy niezależnie od stopnia naszej grzeszności. Nie zniknie mu z oczy żaden drobiazg. On potrafi w największej głębinie grzechu odnaleźć pogardzanego mikrusa. Wprasza się do niego do domu i niczego nie żąda. Nie stawia wymagań ani nie prawi kazań. Ale spotkanie z Jezusem tak zmienia patrzenie na świat, że wszystko, co udało się uciułać, nagle przestaje mieć wartość.

Postawmy się w położeniu Zacheusza. Postawmy się w położeniu człowieka, który nagle odkrył skarb większy, niż mógł sobie wymarzyć. Niech nam się nie wydaje, że to jest potępienie bogactwa czy wezwanie do ubóstwa. To jest tylko zaproszenie do jasnego określenie, kto jest na pierwszymi miejscu, kto nadaje mojemu życiu cel i wartość. Moje sukcesy finansowe czy spotkanie z Bogiem? Bo nie da się żyć w przyjaźni z Bogiem bez zaproszenia Go do tego, co mamy w sercu i w domu, bez postawienia Go ponad wszystkim, co może się wydać zabezpieczeniem czy skarbem.

W końcu – cały świat i tak jest w Jego rękach, jak ziarnko piasku.