Dobre Słowo od Was XIII Niedziela Zwykła "C"

posted by: Basia i Romek Rabajczykowie
Poprawiono: 29 czerwiec 2013

Nikłe szanse powodzenia...

Samo słowo sługa wydaje nam się trochę ubliżające. Sługa to ten, co się kłania, zmywa, nie ma własnego zdania i ciągle musi być dyspozycyjny. Niby prawda, ale jest jeszcze coś więcej. W pewnych sytuacjach być sługą to zaszczyt. Do wielu zawodów czy nawet miejsc mają dostęp tylko wybrani. Służba wojskowa, straż pożarna to nie jest misja dla każdego. Byle mięczak się nie załapie. Nie pomogą znajomości. Tylko elita – ludzie sprawdzeni i wybrani – może dostąpić zaszczytu włożenia munduru i uczestniczenia w akcji, a selekcja jest na tyle ostra, że czasem odpada ponad połowa kandydatów. I wcale nie jest tak, że nie ma chętnych. Nie, ludzkie serce – zwłaszcza serce mężczyzny – tęskni za przygodą i pragnie wyzwań. Chce sprawdzić się w najtrudniejszych warunkach. Potrzebuje potwierdzenia – i dowiedzenia sobie i innym – że da radę.

            Dokładnie dlatego honorem jest służba w wojsku – i służba ministranta przy ołtarzu, bo i tu, i tu obowiązują ścisłe normy, których należy się trzymać.

            Dobrym przykładem tego, jak wyzwanie może kręcić jest napływ tysięcy ochotników do wyprawy na biegun po ogłoszeniu Amundsena: Poszukuję ochotników na wyprawę na pół roku. Ciężki mróz. Brak wygód. Niewielkie szanse na powodzenie. W razie sukcesu wielka sława.

            Identycznie na wiadomość o niebezpiecznej wyprawie zareagował krasnolud Gimli z „Władcy Pierścieni”: To samobójstwo. Nikłe szanse powodzenia. – Na co czekamy?

            Jest jeszcze jedna rzecz, która wydaje się podstawowa: jeśli nie chcę być sługą, to kim? Kogo słuchać? Niby dziwne pytanie, jednak w naszej kulturze, która ciągle opowiada, jak to nam się wszystko należy szybko i bez wysiłku, własne zdanie wydaje się często najcenniejsze. Ale jeśli zastanowimy się, na czym polega nasze słuchanie siebie samego, to może się okazać, że słuchamy tylko... własnego brzucha. A to jest trochę mało twórcze i niezbyt ambitne, nie mówiąc już, że nieco niewdzięczne.

            Ten, komu służymy, nadaje nam imię, stopień w wojsku, funkcję, misję i możliwość spojrzenia na siebie przez nasze czyny. Tego nie da nam nikt inny. A zwłaszcza my sami.

            Spójrzmy na sługi z dzisiejszych czytań. Czy być sługą to stracić wolność? – Nie, to właśnie wolności trzeba, aby wybrać właściwą drogę, aby zostać sługą – czyli rozpoznać swoje powołanie. Ktoś, kto nie jest wolny, kto wybrał myślenie tylko o sobie, nie może być sługą, bo być sługą to „być dla” tego, który jest Panem. Tylko ktoś wolny może usłyszeć i rozpoznać głos powołania. I wcale nie chodzi o powołanie kapłańskie ani zakonne, ale o wszystko, co robimy.

            Nasze cotygodniowe pisanie komentarzy do czytań to także służba. I coraz bardziej doświadczamy, że jest to dla nas wielka łaska. Może nawet zaszczyt. Bo być wybranym, być sługą, to jest zaszczyt i powód do dumy. I nie ma to nic wspólnego z poczuciem niższości, wyższości, wykorzystywania ani panowania. Bo w sumie każdy z nas sam wybiera, komu służy. Warto dobrze przemyśleć wybór, bo jego konsekwencje mają wymiar wieczny.