Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 Dobre Słowo 11.06.2013 r. – wtorek, X tydzień zwykły

Dz 11,21b-26; 13,1-3; Ps 98,1-6; Mt 28,19a.20b; Mt 10,7-13

Dziwadło?

Duchu Święty, daj nam odnaleźć się w słowie, które daje nam Jezus. Nie teoretyzować, nie oszukiwać siebie, jako słuchacze, ale odnaleźć się ze swoim życiem w mocy, której Jezus, przez Twoje działanie, Duchu Święty, nam udziela.

Z dzisiejszej Liturgii Słowa, w której patrzymy na Jezusa oczami św. Barnaby Apostoła, wypływają dwie myśli.

Pierwsza myśl to prawda, która po raz kolejny próbuje do nas zapukać, że potrzebujemy wspólnoty. Potrzebujemy drugiego człowieka, aby działanie Jezusa, który i dziś nas powołuje, mogło być działaniem czytelnym i skutecznym. Paweł potrzebował Barnaby. Jezus wysyłał swoich apostołów po dwóch. Jeśli Jego słowo, które głosi, w którym mówi: Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20), i: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20, rzeczywiście ma się spełniać, jeśli mają pojawiać się uzdrowienia chorych, wskrzeszania umarłych, oczyszczania trędowatych i wypędzanie złych duchów, potrzebna jest wspólnota.

Wiara w pojedynkę jest parodią. Jest dziwadłem. Potrzebujemy wspólnoty.

Druga myśl, która z dzisiejszej Liturgii Słowa próbuje do nas dotrzeć przy całym bogactwie myśli i wskazań, wyraża się w słowach Jezusa: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Wspólnota jest po to, żeby wychodziła do innych, żeby głosiła bliskość działania królestwa niebieskiego. Jeśli zatem otrzymujemy wezwanie do tego, by być blisko Jezusa, to nie tylko dla siebie, ale po to, by tę bliskość objawiać innym. Spotkania z nami, spotkania ze mną jako katoliczką/katolikiem, mają jeden cel: przybliżyć komuś Boga. Jeśli tego Boga, działania królestwa niebieskiego, nie przybliżają, jeśli są jakąś uciążliwą teorią bądź – jeszcze gorzej – parodią słów Jezusa, to z pewnością Pan dziś, przez św. Barnabę Apostoła, zaprasza nas do głębokiej weryfikacji naszych postaw.

Oby udało nam się z dziś z Panem spotkać, szczerze porozmawiać, żeby zostało umocnione to, co w nas jest otwarte na wspólnotę, to, co jest w nas mobilne, dynamiczne, sprawiające, że my rzeczywiście idziemy, jesteśmy w drodze, objawiamy Pana. Żeby żadna chwiejność, żadna słabość nami nie władała. Jak powie św. Paweł: aby słowo Boże nie uległo skrępowaniu (2 Tm 2,9) przez słabość. Żebyśmy ją demaskowali, przedstawiali Panu.

Po drugie: jeśli jest w nas tendencja, aby prywatyzować Ewangelię, żeby tak się z Ewangelią dobrze poczuć samemu w sobie czy też w gronie osób, które sobie wybiorę – nie w gronie tych, których wybrał mi Pan – prośmy, żeby Pan nam to też pokazał i nas z tego oczyścił. Żeby czytelność Jego obecności była jednoznaczna.

Myślę, że wszyscy czasem ulegamy pokusie, żeby ze słów: Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! czynić pewien symbol i odwoływać się wyłącznie do sakramentu pokuty i pojednania czy Eucharystii. Jasne, to jest źródło dla nas. Ale tu też chodzi o dosłowność. W Ewangelii wg św. Marka jest powiedziane, że Pan potwierdzał konkretnymi znakami głoszenie Ewangelii i to, że jest obecny pośród uczniów. Pan nigdy nie mówił tak, by to sobie pięknie zabrzmiało czy było jakąś sensacją.

Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach (Łk 10,19). Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was! To są konkrety.

Prośmy, żeby – też konkretnie – dziś przełożyło się to słowo na nasze życie. Żeby rzeczywiście było tak, że my idziemy z tą Ewangelią. Na czym by dzisiaj miało to polegać? Pytajmy Pana i samych siebie: Na czym miałoby dzisiaj polegać przybliżenie komuś nieba?

Ksiądz Leszek Starczewski