Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

Aktualności

Ta przypowieść to zamach

            Na początek pytanie – retoryczne, czy nieretoryczne – w każdym razie skierowane do wszystkich ojców: Wyobraźcie sobie, drodzy tatusiowie, taką sytuację, w której syn bądź córka mówią wam, że chcieliby od was jednorazowo te pieniądze, które wydajecie i będziecie wydawać do 25 roku życia na ich utrzymanie, bo planują wyjechać z domu. Przez chwilę spróbujcie sobie to wyobrazić. To samo pytanie jest skierowane również do mam, jako zachęta do wejścia w klimat tego, o czym mówi Jezus. Teraz pytanie – wbrew pozorom wcale nie o to, czy przyjęlibyście powracających, tylko: Czy gdyby wasza córka lub syn roztrwonili te pieniądze, wiedzieliby, że mogą wrócić do waszego domu? Gdyby wrócili, to czy na ich spotkanie wyszłaby mamusia i tatuś, czy oskarżycielka i oskarżyciel?

 

Dobre Słowo 10.03.2013 r. – IV niedziela Wielkiego Postu

Joz 5,9-12; Ps 34,2-7; 2 Kor 5,17-21; Łk 15,18; Łk 15,1-3,11-32

 

Ta przypowieść to zamach

            Duchu Święty, uaktywnij nasze serca na żywe słowo Jezusa, który w tej chwili tu jest.

            Na początek pytanie – retoryczne, czy nieretoryczne – w każdym razie skierowane do wszystkich ojców: Wyobraźcie sobie, drodzy tatusiowie, taką sytuację, w której syn bądź córka mówią wam, że chcieliby od was jednorazowo te pieniądze, które wydajecie i będziecie wydawać do 25 roku życia na ich utrzymanie, bo planują wyjechać z domu. Przez chwilę spróbujcie sobie to wyobrazić. To samo pytanie jest skierowane również do mam, jako zachęta do wejścia w klimat tego, o czym mówi Jezus. Teraz pytanie – wbrew pozorom wcale nie o to, czy przyjęlibyście powracających, tylko: Czy gdyby wasza córka lub syn roztrwonili te pieniądze, wiedzieliby, że mogą wrócić do waszego domu? Gdyby wrócili, to czy na ich spotkanie wyszłaby mamusia i tatuś, czy oskarżycielka i oskarżyciel?

Biskup Grzegorz Ryś − pod którego wrażeniem jestem ostatnio − zauważył, że ta przypowieść jest zamachem na nasze wyobrażenia o moralności, na przeczucia związane z tym, jak powinno się traktować osoby, które bardzo podpadły, nie zasługują na to, by nawet na nie spojrzeć, żeby patrząc na nie odwrócić głowę i splunąć. Ta przypowieść jest zamachem na nasze intuicje moralne, które każdy z nas w sobie ma, nasze pierwsze odruchy, oceny takich typów.

To było wprowadzenie, a teraz krótki kontekst, to znaczy sytuacja przed opowiedzeniem tej przypowieści w Ewangelii św. Łukasza. Jezus mówi do tych, którzy Go otaczają, a za chwilę atakują. Jezus mówi, że jeżeli ktoś chce iść za Nim, musi się zaprzeć samego siebie i mieć w nienawiści swoich najbliższych, wziąć krzyż, codziennie Go naśladować, przeciskać się przez ciasną bramę. Ogromnie wysokie wymogi. To nie jest schlebianie tłumom. To nie jest mówienie do ludzi tak, żeby wzbudzić brawa. Tam nikt nie stoi z kartką czy z telebimem. Słowa Jezusa są bardzo wymagające.

Tuż po nich słyszymy: W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Mówiąc delikatnie: wszelkie łachudry, łapówkarze, wszyscy zdziercy słuchali Go w tym czasie. Po tak ostrych wymaganiach przychodzą Go słuchać, bo – jak zauważa ewangelista Łukasz – W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Z otaczającego Go tłumu zaczynają wydobywać się faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy na to szemrają. Nie słuchają – szemrają. Szemrać to znaczy w Biblii pozwalać, żeby jad, jak żmij kąsających, wchodził w serce i ranił też innych. Kim są faryzeusze i uczeni w Piśmie? – To ludzie przekonani o własnej pobożności, znający swoją wartość. Codziennie czytają Pismo, uczestniczą w nabożeństwach. Ludzie, którzy z dumą mogą powiedzieć o sobie, że są blisko Boga, szemrają!

Ta sytuacja trochę przypomina tę, która miała miejsce na krzyżu, kiedy bandyta, łotr – jeden z dwóch wiszących obok Jezusa, zaliczonego do bandytów – w Jezusie rozpoznaje Kogoś, kto jest Królem. W tym czasie pobożni ludzie kpią, drwią. Nie są zainteresowani.

Do czego zmierzamy? – Centralną myślą dzisiejszej niedzieli i tej Ewangelii jest pragnienie Boga Ojca, abyśmy cieszyli się Jego miłością, która przebacza, szuka, wychodzi, nie wyręcza, nie przeszkadza dochodzić do wniosków tym, którzy uczą się życia, mając lat tyle, ile dwaj synowie z przypowieści, mając swój schyłek lat, będąc w sile wieku. Centralna myśl to radość. Dzisiaj jest też niedziela radości.

Przypomnijmy: nikt nie jest w stanie nakazać nam radości. Oczywiście, że można się uśmiechać do kamer, do sąsiadów sztucznym uśmiechem numerem 17 czy 14, ale prawdziwa radość, dotykająca serca, nie jest do nakazania, odegrania. Zresztą, szybko rozpoznajemy sztuczne uśmiechy. Prawdziwą radość może dać Duch Święty posyłany od Boga Ojca przez Jezusa.

Czy samo posłanie Ducha Świętego sprawia radość? – Nie. Przyjęcie Jego siedmiu darów i życie, jakby się te dary otrzymało, sprawia, że owocuje się. Jest 9 owoców Ducha Świętego. Jednym z nich jest radość, radość dotykająca serca, radość pełna. Radość, do której bardzo chce zaprosić w przypowieści ojciec, wracającego z dna młodszego syna. Radość, do której ten sam ojciec chce zaprosić, wychodząc także po starszego syna.

To jest centralna myśl, jaką dziś otrzymujemy z Ewangelii, żeby postawić sobie pytanie z początku homilii – nieco zmodyfikowane: Jaki obraz Boga mam w swoim sercu dzisiaj? Jak wygląda Bóg, do którego mówię: Ojcze nasz?

Wspomniany biskup, pytając o naszą realną bliskość czy odległość od Boga, mówi: Nie trzeba się zbytnio gimnastykować. Wystarczy popatrzeć na przebieg dnia. Ile czasu ten Bóg otrzymał? Bo tak naprawdę to są konkretne odpowiedzi na pytanie: Jaki obraz Boga mam?

Można mieć obrazy Boga najmniej dwóch lotów. Pierwszy lot to może być infantylny obraz Boga, czy zdziecinniały – nie mylić z postawą dziecka, które ufa tatusiowi − w znaczeniu rozkapryszony, zupełnie odrealniony. Można go streścić w dobrej wierze powtarzanym określeniem Pana Boga, czy świętych – Bozia. Pan Bóg, który jest Bozią, dorastającym dzieciom, dorosłym kobietom i mężczyznom nie jest do niczego potrzebny. Bozia. Pomachaj Bozi. – Pa, Boziu.

Drugi lot to demoniczny obraz Boga jako kogoś straszliwie surowego, kto na pewno ci przyładuje jakimś doświadczeniem, jak się nie pomodlisz, nie pójdziesz do spowiedzi, kto grozi ci cały czas palcem, zagląda przez dziurkę od klucza do twojego domu, cały czas cię podgląda – taka komisja śledcza, która cię śledzi.

Te dwa loty obrazów Boga nie mają nic wspólnego z obrazem Boga, jaki objawia dziś Jezus. Pytamy się o obraz Boga, bo to jest klucz do jakichkolwiek obrazów − klucz do spojrzenia na siebie, na drugiego człowieka i do spojrzenia na samego Boga. Jeśli mam zniekształcony obraz Boga, jeśli ten obraz jest albo demoniczny, albo infantylny, będę miał zniekształcony obraz moich bliskich. Żona będzie miała zniekształcony obraz męża i odwrotnie, dzieci rodziców i odwrotnie, nauczyciele uczniów i odwrotnie. Nikt, kto myśli, nie będzie się modlił do Boga, który jest demoniczny albo infantylny.

Jaki obraz Boga objawia Jezus? – To obraz Boga Ojca, który jest majętny. Apostoł powie, że jest bogaty w miłosierdzie. Ojciec w przypowieści rzeczywiście musi być bogaty, bo młodszy syn po roztrwonieniu majątku mówi: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, czyli ojciec jest bogaty w miłosierdzie. Jego miłosierdzie jest niewyczerpane.

Słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu, jak naród izraelski po 40 latach wchodzi do Ziemi Obiecanej i kończy się manna. Wydaje się, że jest wielki finał, ale kogoś tam brakuje. Brakuje Mojżesza, który nie wprowadził Izraela do Ziemi Obiecanej. Dlaczego? – Wielu teologów odpowiada na to pytanie, odwołując się do sceny, która miała miejsce przy skale, kiedy już w czasie wędrówki po kolejnych zwątpieniach i szemraniach, lud wołał o wodę.

Mojżesz – jak zauważa psalmista – wciśnięty w kolejne narzekania, stracił cierpliwość. Rozgoryczyli jego ducha. Wtedy staje przez Izraelem, bierze laskę na polecenie Boga i od siebie mówi: Słuchajcie, wy buntownicy, czy Bóg wyprowadzi wam wodę ze skały? I uderza w skałę. Woda wypływa. Mojżesz z Aaronem idą na osobiste spotkanie z Bogiem i słyszą: Ponieważ nie okazaliście świętości wobec Izraela, nie wy wprowadzicie Izraela do Ziemi Obiecanej. Jakiej świętości? – Czy Mojżesz zwątpił? Mojżesz – jak mówią komentatorzy – w tym rozgoryczeniu wręcz zakpił z jednego z najważniejszych przymiotów Boga. Nie z wszechmocy. On we wszechmoc wierzył. Zwątpił w to, że Bóg może znowu wybaczyć, że może znowu okazać miłosierdzie. Bóg zawsze wybacza, nawet gdyby to się wiązało ze stratami.

Jaki jest obraz Boga? – Jest to Bóg bogaty w przebaczenie.

Tydzień temu czytaliśmy, że Mojżeszowi objawiał się Bóg w krzaku gorejącym. Mojżesz chce się zbliżyć, by zobaczyć to niezwykłe zjawisko. Niezwykłym zjawiskiem jest to, że Bóg jest ZAWSZE miłosierny. Bóg ZAWSZE przebacza. Doświadczają tego przebaczenia ci, którzy po nie wracają.

Drugi z ważnych przymiotów Boga mówi o tym, że Bóg przyjmuje powracających. W Kanie Galilejskiej wino nie zostało rozmnożone, woda nie została przemieniona w wino w całej Kanie – tylko w stągwiach przyniesionych przez tych, którzy przychodzą nie tylko fizycznie. Dobrze wiecie, że z tej czy tamtej strony ołtarza możemy odegrać rolę najpobożniejszych na świcie. Fizycznie jesteśmy już wyćwiczeni. W czasie Mszy świętej wiemy, kiedy wstawać. Jesteśmy wyćwiczeni i potrafimy już rzeczywiście odegrać kogoś zewnętrznie, ale Bóg patrzy na serce. Jak patrzy? – Z miłością.

Jeśli w tej chwili, słuchając tych słów, odbieramy je jako teorię, to dziś Pan Bóg puka do mojego serca i mówi: Błagaj Mnie, abym pomógł ci otworzyć serce na miłość! Jeśli to jest tylko teoria, jeśli to jest tylko zwyczaj, to błagaj, abym pomógł ci otworzyć serce na miłość.

Jeśli dzisiaj słyszymy w Liście św. Pawła prośbę, którą kończyliśmy tydzień temu nasze rozważania − W imię Chrystusa prosimy: Dajcie się Chrystusowi pojednać z Bogiem – to jesteśmy zaproszeni do wewnętrznej bliskości z Bogiem.

Czy żona nie wyczuje, jak mąż odgrywa kogoś, kim nie jest, i odwrotnie? Jeśli nie ma wewnętrznej bliskości, to nie ma mowy o miłości. Jest jakaś jej żałosna parodia.

Czy to znaczy, że trzeba być w stanie bezgrzesznym, żeby doświadczyć Boga? To – jak mówi biskup Ryś – jest skandalem. Otóż nie. Syn, który wraca, jest w grzechu. On ma te same motywacje do powrotu, jakie miał, gdy odchodził. Chciał, żeby mu było lepiej. Mówi, recytuje regułkę: zgrzeszyłem. Ale generalnie prowadzi go tylko głód, bo – dosłownie rzecz ujmując – się ześwinił.

Jednak jest moment – jak zauważa też Jan Paweł II w encyklice O miłosierdziu Boga – w którym następuje nawrócenie, także w tym synu, bo syn jest wstrząśnięty tym, co robi ojciec. Ojciec przerywa mu wyznanie grzechów. Każe mu dać najlepszą szatę. Nie bądź jaką! Najlepszą. Daje utuczone ciele, pierścień – znak władzy, żeby nim nikt nie pomiatał w tym domu, nikt mu niczego nie wypominał. Wychodzi naprzeciw niego nie oskarżyciel, ale ktoś, kto kocha. To jest skandaliczne.

Chrystus na krzyżu nie umiera dlatego, że rzesze się pozawracały. Pod krzyżem stoi tylko Jan i kilka niewiast trwających przy Nim. Oddaje życie i za tych, którzy pod ten krzyż nie przyszli. Takiego Ojca, takie miłosierdzie, objawia nam Bóg. Jeśli miłością nie trafię do serca mojego męża, żony, dzieci, mogę ich wyćwiczyć. Jeśli miłością nie trafię do uczniów, mogę ich wyćwiczyć. Oni będą cicho na lekcjach, posłuszni w domu. Jeśli nie trafię miłością, to straciłem z nimi kontakt. Miłością rozrzutną. Ta przypowieść – zwykliśmy ją nazywać przypowieścią o synu marnotrawnym – jest przypowieścią o ojcu marnotrawnym, który, jak siewca z przypowieści, rzuca ziarno, gdzie popadnie.

Dziękujemy dziś dobremu Boga, że zaprasza nas do spotkania z Nim i zapytania: Jaki obraz Boga mam w sercu? Do kogo się modlę? Kto i jak reaguje po spotkaniu ze mną? Czy ludzie, którzy mnie spotykają, mówią: Bogu dzięki? Czy też zakrywają twarz: Boże, chroń! Jak najdalej?

Prośmy dziś, a do tego nas zaprasza Boże słowo – bezbronne, bo można nim wzgardzić, spojrzeć na zegarek, zasnąć, wyjść, jak gdyby nic się nie zmieniło – żeby Pan Bóg poszerzył nam serce na przyjęcie Jego prawdziwego obrazu, obrazu Boga, który kocha i ciągle marnotrawi swą miłość.

S U P L E M< E N T

Pewien uczeń ze szkoły podstawowej przyszedł do domu i zapytał ojca: Tatusiu, ile ci płacą za godzinę? Ojciec się oburzył: Co to za pytanie? Co cię w ogóle obchodzi, ile zarabiam?Po prostu chciałbym wiedzieć. Po jakimś czasie mu odburknął, że zarabia 30 zł. – Czy mógłbyś mi dać 15 zł? – Po to pytasz ojca, żeby teraz wyciągnąć z niego pieniądze? Ojciec oburzony powiedział: Idź do swojego pokoju. Po chwili jednak pomyślał: Może te pieniądze są mu potrzebne? Albo chce zrobić komuś prezent. Poszedł do syna i mówi: Masz te 15 zł. Syn ucieszony sięga do swoich zaskórniaków i liczy. − Po to dałem ci pieniądze, żebyś je zdobywał tak łatwym kosztem, a potem wyciągał? – Nie, tatuś. Tu miałem 15 zł, teraz będę miał drugie 15 zł. Chciałbym kupić godzinę czasu od ciebie, żebyś ją jutro spędził ze mną.

Od Pana Boga nie musimy kupować czasu. Jest bogaty w miłosierdzie. Taki się nam dzisiaj przedstawia. Uczy nas też takiego podejścia do siebie nawzajem.

Pytajmy: Jak to jest z tym naszym obrazem Boga? Jakimi jesteśmy ojcami, mamami, dziadkami, babciami, siostrami zakonnymi, kimkolwiek? Pytajmy, ucząc się od Niego miłosierdzia. Jeśli jest w nas więcej osądów względem innych ludzi, to znaczy, że z miłosierdziem niewiele mamy wspólnego. Kto doświadczył miłosierdzia, kogo Bóg wyprowadził z jakiegoś dna, ten nie spieszy się z osądami, ten ma czas, by kochać.

Ksiądz Leszek Starczewski

 

 

 

 

 

 

 

Słowo

2021.11.27 - Homilia - br. Michał Stec (0)
 COM_PHOCADOWNLOAD_NEW
27 listopad 2021 20:01
2021.11.27 - Konferencja - br. Michał Stec (0)
27 listopad 2021 20:00
2021.11.25 - Homilia - ks. Stanisław Sadowski (8)
25 listopad 2021 22:37
2021.11.04 - Homilia - ks. Rafał Dudała (21)
04 listopad 2021 20:30

Echo Słowa

Gościmy

Odwiedza nas 839 gości oraz 0 użytkowników.

Nowi użytkownicy

Zalogowani

Wszyscy

809739
DzisiajDzisiaj350
WczorajWczoraj373
W tym tyg.W tym tyg.2220
W tym mies.W tym mies.7211
WszyscyWszyscy809739

logowanie