Dobre Słowo od Was III Ndz. Wlk Postu "C"

posted by: Basia i Romek Rabajczykowie
Poprawiono: 02 marzec 2013

Okopani?

Katechetka w klasie pyta, kto z dzieci chce iść do nieba. Prawie wszystkie wyciągają rączki w górę. Tylko mały Jaś nie. – A Ty, Jasiu, nie chcesz iść do nieba? – Chcę, ale mama kazała mi wrócić ze szkoły prosto do domu...

            A ty chcesz iść do nieba? A ja? Każdy wyciąga rękę? – No TAK. – A po co?

 

            Głupie pytanie... Po co chce iść do nieba ktoś, kto całe życie szuka spełnienia na ziemi? Po co ma iść do nieba ten, kto nie wie, kogo tam spotka? Gorzej – często tak naprawdę wcale nie tyle chcemy iść do nieba, ile ktoś nas nastraszył mękami piekielnymi: że ogień, siarka, zgrzytanie zębów. Więc już z dwojga złego...

            Może chcemy iść do nieba z obowiązku, tak jak z obowiązku mówimy pacierz albo odprawiamy drogę krzyżową. Żeby nie czuć tego krępującego wyrzutu sumienia. A może traktujemy niebo jak pozagrobowy kurort, gdzie w końcu będzie święty spokój?

            Tymczasem Bóg wcale nie chce naszych modlitw, postów, żalu czy przeżywania rozmaitych nabożeństw. Czy dlatego, że nie mają wartości? – Nie. Ale one stanowią jedynie drogę do poznania, drogę do nawiązania RELACJI z NIM. Jeśli mają być tajemnym obrzędem, odpłatą, targowiskiem czy lizusowym zabieganiem o jakiś dar – to Bóg nad nami płacze.

            Chce nas. Całych. Chce relacji, rozmowy, kłótni, wyrzutów, płaczu i śmiechu.

            A najgorsze, co może Go spotkać z naszej strony, to urzędowe traktowanie jak martwy posąg stawiający ludziom wymagania, a jak im nie sprostają, to dopiero będzie łomot!

            Mówimy o bojaźni Bożej? Z dzisiejszej Ewangelii dowiadujemy się, że grozi nam wycinka? Ale bojaźń Boża to najwyższa troska o relację! O to, żeby nie stracić z oczu tego, co najważniejsze: Jego samego. Żeby Go nie przysłoniły przykazania, obrzędy czy liturgia – bo to wszystko ma Go pokazać, przybliżać i do Niego prowadzić.

            Liturgia, która nie prowadzi do zażyłości z żywym Jezusem, jest bałwochwalstwem i pogaństwem. Modlitwa, którą ktoś propaguje, bo „działa” i Bóg na nią „reaguje” – jest jak kolejny cios biczem.

            W dzisiejszej Ewangelii słyszymy wezwanie do nawrócenia. Jesteśmy podobni do każdej ofiary wypadku czy kataklizmu. Gdzie jest sens naszego życia? W tym, że jesteśmy lepsi, ochrzczeni? Wierzący i praktykujący? Cóż z tego, jeśli będziemy wierzyć w Boga, który nie istnieje, kłaniać się przed pustym obrzędem, a nie poznamy i nie doświadczymy troski Boga żywego? Boga, który przychodzi i ciągle JEST. We wszystkim, co się dzieje, jest – bo wszystko, co się dzieje, ma do Niego prowadzić.

            Dla Żydów liczba 3 to znak czegoś całkiem odmienionego, świętego. Dlatego mówimy o zmartwychwstaniu trzeciego dnia i dlatego takie rozczarowanie budzi u ogrodnika drzewo, o które on już 3 lata się troszczy, a ono nie daje owocu. To jest obraz każdego człowieka, który stracił z oczu relację z Bogiem. Nawróć się może znaczyć też: odwróć się od myślenia, że sam sobie poradzisz, szukaj Jezusa, bo tak naprawdę nie ma nic ważniejszego w życiu. Tak jak drzewo nie może okopać się samo, tak też my, chrześcijanie, nie potrafimy sami z siebie kochać, przebaczać, przechodzić przez życiowe klęski i utrapienia, jeśli nie przyjmiemy łaski i siły płynącej z obecności Jezusa.

            Z wiarą i drżeniem zabiegajmy o nasze zbawienie. Z wiarą, że Bóg nas zna i sobie z nami poradzi. Będzie nas poruszał, okopywał, dawał wzrost. Z drżeniem, że tak łatwo możemy stracić Go z oczu.

Bo mówić, że wierzymy i nie szukać relacji z Bogiem, to tak, jak żyć i nie oddychać.

Tylko po co komu takie życie?