Menu
Do góry
Wspólnota Dobrego Słowa i Eucharystii

Aktualności

Dobre Słowo 20.02.2013 r. – środa I tydzień Wielkiego Postu

Lepiej odkrywać, niż żądać

Gdyby zrobić test przy użyciu odpowiednika urządzenia do wykrywania kłamstw, ciekawe ilu osobom wyszłoby, że są obecne na Mszy św. nie tylko fizycznie. Siebie samego też o to pytam.

 

Dobre Słowo 20.02.2013 r. – środa I tydzień Wielkiego Postu

Jon 3,1-10; Ps 51,3-4,12-13,18-19; Jl 2,13; Łk 11,29-32

Lepiej odkrywać, niż żądać

Duchu Święty, to jest czas Twego działania. Proszę Cię, aby nasze serca, nasze umysły na tym etapie wiary, niewiary, buntu i posłuszeństwa, na którym teraz są, mogły spotkać i usłyszeć żywego Jezusa.

Tu jest coś więcej niż Salomon. Słowo Boże chce odnaleźć każdą i każdego z nas. Zachęca nas dziś do rozważenia trzech rzeczy.

Po pierwsze, zwróćcie uwagę, że święty Łukasz we fragmencie Ewangelii zauważa: Gdy tłumy się gromadziły Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym.” Zupełny flstart. Nie miał chyba dobrego PR-u, bo tak się nie mówi. Ludziom trzeba się trochę przymilić, podlizać. Dopiero wtedy zdobywa się jakiś poklask. Sztuczny, bo sztuczny, kłamliwy, bo kłamliwy, ale poklask.

Jezus idzie pod prąd. Jak mówi, to nazywa po imieniu te rzeczy, które są w nas prawdziwie. Jeżeli np. w relacji chłopiec-dziewczyna, czy jakiejkolwiek relacji przyjaźni, zabraknie rozmów o tym, co jest prawdziwe, i zostanie się na pozorach, to chyba nikogo nie trzeba przekonywać, czym się skończy taka sytuacja. Kiedy nie włącza się w relacji czegoś takiego jak „odśwież”, czyli „obudź”, wtedy kończy się to tym, czym się kończy. Później jest wielki problem z małych rzeczy, bo one nie zostały wyjaśnione, ale zepchnięte gdzieś na tylnie siedzenie naszego myślenia i stamtąd się odzywają.

Jezus pragnie oczyszczać złudzenia. Nie chce taniego poklasku, tak samo jak nie ciągnie nikogo na siłę. W Jego Ewangelii non stop jest: Jeśli kto chce iść za Mną... Ani katechety, ani papieża, który w tej chwili przeżywa z pewnością niełatwy czas, o czym sam mówił, ani papieża, którego Kościół będzie wybierał przez kolegium kardynalskie, ani nikogo nie ma szans zaciągnąć na siłę do bliskości z Bogiem. Jezus może tylko o tej bliskości z Bogiem mówić, natomiast decyzja jest w sercu każdej i każdego z tych, którzy słuchają. Gdyby zrobić test przy użyciu odpowiednika urządzenia do wykrywania kłamstw, ciekawe ilu osobom wyszłoby, że są obecne na Mszy św. nie tylko fizycznie. Siebie samego też o to pytam.

Druga rzecz. Jezus mówiąc o ludzkiej przewrotności, wskazuje jej przyczynę: ludzie czekają na fajerwerki, na znaki. Chcą cudu. Poniekąd nie jest to nic nienormalnego, bo jeżeli przykładowo się z kimś wiążę w relację, to rozpoznaję po różnych znakach, czy to jest dobra inwestycja, czy rzeczywiście w tej relacji coś się dzieje. Jakieś znaki by wypadało mieć. Czy Chrystus nie dał im żadnego znaku. Mówi: Żaden znak nie będzie dany prócz znaku, jakim był Jonasz dla mieszkańców Niniwy. Jonasz głosił nawrócenie, a lud się nawrócił. I jak Jonasz przez trzy dni i noce przebywał we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy też będzie przebywał we wnętrznościach ziemi, wnętrznościach tego, co jest ukryte, ciemne, po to, żeby po trzech dniach zmartwychwstać. Nie ma innego znaku i nie będzie innego znaku, jak tylko Chrystus. Bóg już nie przemówi do tego świata inaczej, jak tylko przez Chrystusa, więc zgłębianie tego znaku jest dla nas zadaniem.

Trzecia, ostatnia rzecz. Przewrotność naszych serc, oczekiwanie znaków, jest tak dalece posunięta, że warto sobie powiedzieć, iż tak naprawdę znak, który upewni nas na sto procent, nigdy nie nastąpi. Jeżeli się spełni jakiś znak, który wyznaczyliśmy – jak to zrobi, to się dopiero przekonam – wtedy powiemy: ale jeszcze mógłby zrobić tamto.

Jezus, mówiąc o przewrotności, tak naprawdę sprzyja tym ludziom, bo ostrzega: Uważajcie, bo wasze serca są strasznie przewrotne. Nie żądajcie znaków, tylko odczytujcie to, co się dzieje w waszym życiu. W przeciwnym przypadku, gdy jeden znak się spełni, czeka się na następny, na następny… i można się oszukiwać. Jak śpiewa Perfekt, do końca życia będziesz się oszukiwać i mówić, że czekasz na coś, że dopiero potem coś zrobisz. Nie, nie. To, co ma być, już się dzieje. Jeśli cokolwiek mamy robić, to prosić Boga, żeby nam pomógł odkryć to, co już się dzieje, bo Duch Święty z łaskami swoimi aż kipi wokół nas. Tych znaków są tysiące, miliardy. Kiedy zostanie zdjęta zasłona, jak mówi Pismo Święte, kiedy Jezus przyjdzie powtórnie na ziemię i otworzy oczy naszych serc zamknięte przez zamulenie, niechęć, grzech, to wtedy nikt z nas nawet nie beknie, bo tego było tak dużo, to było tak proste i tak dostępne przez wiarę.

O tym, że rzeczywiście tak z nami jest, że jesteśmy przewrotni, niech świadczy też przykład z książki „Cuda się zdarzają” napisanej przez siostrę zakonną Briege McKenna, Irlandkę, którą miałem okazję spotkać podczas rekolekcji dla księży. To piękna kobieta w znaczeniu otwartości, delikatności i czułości w mówieniu o Bogu, modleniu się. Ma ona podwójne uprzywilejowanie, którym służy, bo po pierwsze, przez modlitwę sama doznała uzdrowienia z nieuleczalnej choroby, a po drugie ma dar modlitwy, w czasie której Bóg uzdrawia. Widziałem, to był fakt. Ona rzeczywiście posługuje, uzdrawia, modli się nad każdym księdzem, przekazuje mu słowo od Pana Boga, które jest związane z Pismem Świętym. Kiedyś, gdy prowadzała kurs w Watykanie, kiedy prefektem Kongregacji do Spraw Wiary i Dyscypliny Sakramentów był kardynał Józef Ratzinger, on sam podszedł do niej i poprosił ją o modlitwę, co świadczyło po raz kolejny, że jest niesamowicie pokornym człowiekiem. Ona pomodliła się nad nim i powiedziała mu, że Pan Bóg się bardzo cieszy prostota i dziecięcą ufnością kardynała i jeszcze przez niego wielkich rzeczy w Kościele dokona. To było sporo lat przed wyborem na Stolicę Piotrową. Czemu o tym mówię w tym kontekście? Siostra opowiadała o tym, jak kiedyś prowadziła rekolekcje w Japonii:

Pewien irlandzki ksiądz powiedział do mnie:
- Siostro Briege, byłoby mi strasznie łatwo wierzyć, gdybym mógł zobaczyć cud na własne oczy.
Odpowiedziała mu:
- Ojcze, Bóg używa cię codziennie do spełniania cudów.

- Wiem, wiem, mówi siostra o Mszy świętej, ale nie to mam na myśli. Jeślibym mógł zobaczyć uzdrowienie ślepca albo sparaliżowanego, byłoby mi bardzo łatwo wierzyć.
- Tak ksiądz uważa? Widziałam bardzo wielu uzdrowionych, a pomimo to nie jest mi łatwo wierzyć. Wciąż muszę się modlić, a czasami łapię się na myśli: O, ten człowiek jest taki chory, że uzdrowienie jest tu chyba niemożliwe. - Ze mną byłoby inaczej – odpowiedział ksiądz. – Myślę, że gdybym zobaczył cud, to na pewno bym uwierzył.

Jakieś trzy dni potem ojciec miał spotkanie z dwunastoma jezuitami w sali, gdzie zazwyczaj prowadziłam rozmowy z kapłanami. Gdy weszłam, księża zaprosili mnie do wspólnej modlitwy. Usiadłam więc ze wszystkimi. Pośród nas był pewien francuski jezuita. Ów starszy człowiek przygotowywał się do operacji amputacji nogi z powodu zaawansowanej gangreny. Prosił specjalnie lekarza, by mu pozostawił czas na rekolekcje przed czekającą go operacją. Ojciec Frank poprosił nas, byśmy stanęli wokół Francuza w kręgu i zmówili modlitwę o jego uzdrowienie. Następnego ranka, kiedy właśnie mieliśmy iść na śniadanie, ów staruszek podszedł do mnie gestykulując i czyniąc rozmaite znaki, i wskazując w podnieceniu na niebo i na serce. Nie znałam ani francuskiego, ani japońskiego. Patrzyłam więc tylko na niego. Myślałam sobie tylko uśmiechając się w duchu: biedny starowina albo ma atak serca, albo wariuje. Poszłam więc na śniadanie. Do jadalni wszedł ze mną ów francuski jezuita z podwiniętymi nogawkami spodni. Chciał pokazać wszystkim, że jego noga całkowicie wyzdrowiała. Na trzecim, licząc ode mnie, krześle siedział irlandzki ksiądz, o którym mówiliśmy wcześniej. Spojrzałam więc w jego kierunku i powiedziałam:
- Ojcze oto cud, o którym rozmawialiśmy wtedy.

Irlandczyk popatrzył na staruszka, potem na mnie i rzekł:

- Mój Boże, bardzo trudno w to uwierzyć. Czy on w ogóle miał gangrenę?

Wtedy mu odparłam:

- A widzi ksiądz, że to wcale nie pomaga w wierze.

Morał z tej historii, jak przypuszczam, jest taki, że ci, którzy wierzą, nie potrzebują widzieć.

Prośmy więc dobrego Boga, żebyśmy nie oczekiwali na jakieś cuda, tylko dostrzegali te, które już są.

Ksiądz Leszek Starczewski

Słowo

2019-06-29_konferencja - Wiesława Saladra (28)
2019-06-29_konferencja.mp3 (Formacja WDSIE 2018/2019)
29 czerwiec 2019 22:46
2019-06-29_homilia - ks. dr Rafał Dudała (19)
2019-06-29_homilia.mp3 (Formacja WDSIE 2018/2019)
29 czerwiec 2019 22:03
2019-06-28_homilia - ks. Miłosz Hołda (17)
2019-06-28_homilia.mp3 (Formacja WDSIE 2018/2019)
28 czerwiec 2019 21:58

Echo Słowa

Gościmy

Odwiedza nas 433 gości oraz 0 użytkowników.

Nowi użytkownicy

Zalogowani

Wszyscy

590826
DzisiajDzisiaj274
WczorajWczoraj480
W tym tyg.W tym tyg.1169
W tym mies.W tym mies.6910
WszyscyWszyscy590826

logowanie