Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

 

Dobre Słowo 19.02.2013 r. – wtorek I tydzień Wielkiego Postu

 

Iz 55,10-11; Ps 34,4-7.16-19; Mt 4,4b; Mt 6,7-15

 

Klepacze chmur  

Proste pytania, proste odpowiedzi – co to znaczy: klepać pacierze? Odmawiać szybko, nieporządnie. Odmawiać bez zastanawiania się nad głębszym przesłaniem – jestem kandydatem na klepacza pacierzy.

Co oznacza i skąd się wzięło słowo: pacierz? Może od paciorków różańca?

Nie jest błędem utożsamianie znaczenia słowa pacierz z łacińskim pater. Słowo pater znaczy tyle, co ojciec. W języku hebrajskim, a dokładniej w jego dialekcie aramejskim, pater, czyli polskie ojciec, to abbatatuś. Już się trochę do tego przyzwyczailiśmy, że mówimy piękną modlitwę Ojcze nasz i ziewamy. Czyli jesteśmy klepaczami chmur. Klepiemy coś, co obija się o chmury i właściwie nic z tego nie ma. Ale warto wiedzieć, że chrześcijaństwo jest jednym z wyznań, które nie boi się, dzięki Jezusowi, mówić do Boga Ojcze. Jak mi mówił pewien profesor, na przykład w Koranie jest zapis o kilku nadużyciach w religii, za które można zostać zabitym. Jednym z nich jest zwracanie się do Boga Ojcze. Do Allacha nie wolno mówić: Ojciec. Chrześcijanie doznają szoku, bo oni nie wyobrażają sobie, by do Boga mówić inaczej, jak Tatusiu, Abba. Jak już słyszeliście, tak zwracało się do ojca hebrajskie dziecko widzące, że coś złego się dzieje. Chwytało ojca za rękę i wołało: abba, czyli: tatusiu.

Pan Jezus przestrzega dzisiaj przed klepaniem, czyli takim mówieniem, że same wargi się obijają, a nie ma kontroli serca. Bez sensu jest mówić bez kontroli serca. To tak, jakby myśleć, że wystarczy powiedzieć 10 Ojcze nasz, 20 Zdrowaś Maryjo, nieważne jak, ważne, żeby gadać, i to zadziała. Nie zadziała. Nie zadziała, bo to nie jest magia. To nie jest abrakadabra. Można mówić abrakadabra i nie zadziała.

Ale jest ktoś, kto robi wszystko, żebyśmy czasem na modlitwie nie włączali serca. Tym kimś jest ten, o którym w niedzielnej Ewangelii słyszeliśmy, że zaczął atakować także Jezusa – czyli diabeł, który dzieli.

Opowiadał mi znajomy egzorcysta, że kiedyś przyszło im ogarnąć modlitwą strasznie biednego, bo opętanego człowieka. Długo się modlili. Ten człowiek był związany sznurami, bo bardzo się rzucał. Ale wszystkie sznury rozrywał. Kiedy jednak – jak mówił egzorcysta – związali go stułą, nie dał rady jej rozerwać, chociaż stuła jest łatwa do poszarpania. Nie dał rady jej rozerwać nie dlatego, że to była jakaś magiczna stuła: Uwaga! Po 150 zł! Magiczna stuła! Masz problemy ze związaniem kogoś? Przyjdź do mnie. Sprzedam stułę! – To nie jest tak. I to nie jest tak: Sprzedam ci dobrą modlitwę! Wystarczy ją wyrecytować i wszystko w twoim życiu się zmienia! Ta modlitwa to „Ojcze nasz”! Nie tak mówi dzisiaj Jezus. Mówi o sercu. Nawet akcentuje: jeśli z serca nie przebaczysz. Krótko: jeśli na modlitwie nie wysyłasz słów z serca, to one nie działają. Więc bardzo ważne jest, żeby nie zostać klepaczem chmur, żeby nie klepać, tylko mówić rzeczywiście z serca. I nie traktować tego jako magii, zabiegu, po którym wszystko się zmieni, tylko angażować serce.

Ale są sytuacje, że strasznie trudno nam się skupić. Nieraz przychodzi tysiąc myśli, na przykład, kiedy jesteście na Mszy Świętej, a w zasięgu macie jakąś kartkówkę, wtedy wasze myśli lecą do tej kartkówki, uciekają. Wtedy może się wydawać: Eee... Bez sensu ta moja modlitwa... Otóż nie. Jeśli nawet się rozpraszam, nie potrafię się skupić, serce mi się chce wyłączyć, ale złapię się na tym i powiem: O Panie Jezu, znowu się rozproszyłem! i wracam... I nawet, jeżeliby te rozproszenia przychodziły 60 razy na minutę, to liczą się próby powrotu. Bo to jest modlitwa, w której walczymy o serce, a nie taka modlitwa, która łatwo nam przychodzi. Ktoś zauważył, że nasze słowa na modlitwie nie powinny spadać nam z ust jak jesienią liście z drzew. Spadają, łatwo przychodzą..., łatwo..., łatwo..., łatwo... Nie. Tylko powinny wzbijać się w górę. Szybować i dobijać się do nieba. Przebijać chmury, a nie klepać chmury. Mamy być przebijaczami chmur, a nie klepaczami chmur. I o to dziś apeluje do nas Pan Jezus. I o to apeluje Ten, którego Pan Jezus przywołuje, czyli Abba, Tatuś.

Nieprzypadkowo mówiłem o stule i egzorcyzmach. Mówiłem dlatego, że modlitwa Ojcze nasz też jest egzorcyzmem, to znaczy, jeśli wypowiada się ją świadomie, wtedy też zakłada się pewną zbroję. Nawet, jak nie do końca rozumiemy słowa tej modlitwy, to Zły, który nas atakuje, wie, jaką broń bierzemy.

Jest książka Opowieść pielgrzyma, w której opisano, jak ludzie mający problem z alkoholem nie wiedzieli już, jak z tym walczyć. Zalecano im, aby na głos czytali Pismo Święte i na głos modlili się słowami Ojcze nasz... I powiedziano im tak: Chociaż wy nie macie sił, nie rozumiecie tego, to zły duch, który was atakuje, wie, że bierzecie najlepszą broń. Byle włączyć w to serce.

Życzmy sobie wszyscy nawzajem, żebyśmy nie byli klepaczami chmur, tylko przebijaczami chmur, żebyśmy się dobijali do nieba, żebyśmy walczyli sercem.