Drukuj
Kategoria: Dobre Słowo

 

Dobre Słowo 17.02.2013 r. – I niedziela Wielkiego Postu

Pwt 26,4-10; Ps 91,1-2.10-15; Rz 10,8-13; Mt 4,4b; Łk 4,1-13

Sza(tan)stanie Słowem

Duchu Święty, tnij słowem Jezusa, jak mieczem obosiecznym, zdolnym osądzić pragnienia i myśli serca, przenikającym do szpiku kości. Tnij!     

Nie wydaje mi się, bym był dalekim od prawdy, gdy twierdzę, że większość z nas nie chce skorzystać ze słowa, które w tej chwili ma rozważać. Nie sądzę też, bym był dalekim od prawdy twierdząc, że znakomita większość z nas chce skorzystać na słowie, które teraz słyszy czy które chce rozważać.

Takie jest nasze utrapienie, że bardziej chłoniemy te słowa, które utwierdzają nas w czymś, do czego już doszliśmy, co jest naszą ostoją, naszym przemyśleniem, niż te wzywające nas do nawrócenia, to znaczy skorzystania z mocy Jezusa zgodnie z Jego wolą, nie dla ubicia własnych interesów, nawet najbardziej szlachetnych i humanitarnych, jak wewnętrzna ulga czy święty spokój.

Dziś, kiedy słuchamy opisu kuszenia Jezusa, warto się przyznać, że częściej po prostu przegrywamy z pokusą niekorzystania z mocy słowa. Słuchamy go − o tyle, o ile się da − i bardziej prześlizgujemy się po tym słowie. Powtórzę razem z psalmistą, że to jest nasze utrapienie, i razem z psalmistą poproszę – także w swoim imieniu: Bądź ze mną, Panie, w moim utrapieniu. W moim utrapieniu! Po co prosić o to? Po co patrzeć w ten sposób na siebie, skoro można by było najzwyczajniej w świecie powiedzieć: Przecież codziennie sięgam po to słowo. Coś tam zawsze do mnie trafi.

Ucieszyła mnie jedna informacja, przesłana swego czasu przez Wydział Duszpasterstwa Młodzieży drogą mailową z kurii, żeby na spotkanie młodzieży w Wiślicy organizowane przez diecezję kielecką zabierać młodzież od określonego pułapu wieku i żeby nie tłumaczyć, że weźmiemy też młodszych, bo może coś skorzystają. To jest po prostu oszukiwanie siebie: Może coś skorzystam.

Moc słowa dawanego przez Jezusa, słowa, którym jest sam Jezus, to nie jest przesłanie, z którego może coś skorzystamy. Jeśli nie ma w nas nastawienia na to, by wołać o skorzystanie z tego słowa, tylko jest taka kupcząca postawa: Co by tu wyciągnąć... Co tu byłoby dla mnie..., można by się czarować, że to coś zmieni, że zadziała, ale to po prostu nie w tę stronę. Nie tak Jezus widzi słowo.

Tym bardziej utwierdzam się w tym stwierdzeniu, że w dzisiejszej Ewangelii słowem operował nie tylko Jezus, ale także diabeł, kiedy zaprowadził Jezusa też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: «Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień»”.

Nie wiem, czy zauważyłeś, odbiorco Dobrego Słowa, że po tym szastaniu słowem Jezus odpowiada: «Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego». Nie wystawiaj na próbę Pana Boga swego, księże, odbiorco Dobrego Słowa, jeśli w rzeczywistości, w prawdzie, odkrywasz, że nie chcesz skorzystać z tej mocy, że chcesz coś urobić, po prostu zyskać tylko coś dla siebie z tego słowa, jeśli nie pragniesz poddać się jego mocy.

Jesteśmy zaproszeni do odkrycia utrapienia, jakim jest ten stan, odkrycia tego, że nawet po bardzo zdecydowanej reakcji Jezusa, kiedy demaskuje szastanie słowem szatana, diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu. Ta pokusa będzie do nas wracać. Po prostu będzie do nas wracać.

Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie, osłonię go, bo poznał moje imię. Tak obiecuje Pan. Przylgnąłeś do tego słowa, drogi bracie, droga siostro? Księże, przylgnąłeś do tego słowa? Czy się tylko prześliznąłeś po nim, bo trzeba było nagrać, napisać i wygłosić? Czy rozpamiętujesz te dzieła, które Bóg ci uczynił? Czy łapczywie czekasz na następne?

Mojżesz, objawiając prawdę o działaniu Bożego słowa, mówił, żeby po prostu wspominać te wielkie dzieła: Egipcjanie źle się z nami obchodzili, gnębili nas i nałożyli na nas ciężkie roboty przymusowe. Wtedy myśmy wołali do Pana, Boga przodków naszych. Usłyszał Pan nasze wołanie, wejrzał na naszą nędzę, nasz trud i nasze uciemiężenie. Wyprowadził nas Pan z Egiptu mocną ręką i wyciągniętym ramieniem.

 

Masz czas, droga siostro, drogi bracie, żeby rozpamiętywać Boże słowo, żeby rozważać łaski, które otrzymałeś? Czy też rozważasz – co by tu ugrać? Co by tu zawłaszczyć dla siebie?

 

Niedawno na katechezie w przypływie szczerości powiedziałem: Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, iż w mojej świadomości jest to dość oczywiste, że nie wszyscy w tym momencie słuchacie. Chcę podkreślić, że ja nie wierzę w to, że nawet większość z was słucha. Są jacyś nieliczni, którzy słuchają. Wierzę natomiast ogromnie w moc słowa. To mnie trzyma przy głoszeniu i przy życiu. Nie wierzę, że z tej mocy korzystacie. Ale wierzę w moc słowa. Zresztą nie wierzę na podstawie także obserwacji siebie samego i swojego życia. Ale wierzę w moc słowa i chcę mu zostać wiernym. Ono ma moc. W swoim czasie naprawdę wyda owoc. To nas może utrzymać przy życiu, utrzymać przy Panu Bogu. Nie wiara w to, że odpowiedziałem czy też nie odpowiedziałem, prześlizgnąłem się czy też zagłębiłem w słowo. Nie. Tylko wiara w moc słowa, które w sobie właściwy, tajemniczy sposób w nas działa.

 

Słowo jest blisko ciebie, na twoich ustach. Jest to słowo wiary, którą głosiłeś. Jeśli więc ustami swymi wyznasz, że Jezus jest Panem, w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych, to osiągniesz zbawienie.

 

Sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia i do zbawienia. Wszak Pismo mówi: Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony.

Ksiądz Leszek Starczewski