Bajka o Kopciuszku

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 17 luty 2013

Czyż każdy z nas nie chciałby być kimś wyjątkowym, jedynym, wybranym?

            Może się to kłóci z naszym pojęciem pokory – że raczej ostatnie miejsce, nie wyróżniać się, siedzieć cicho i najlepiej w kącie. Bo jak ktoś się nie wyróżnia, to jest po prostu bezpieczniej.

            Ale istnieje podświadoma tęsknota za byciem ważnym, wyjątkowym, niepowtarzalnym. Dziewczynki marzą o byciu księżniczką, chłopiec bawi się w rycerza, policjanta albo gwiazdę piłkarską, czyli takiego gościa, co zwycięża. I budzi podziw. Zachwyt. Albo nagle okazuje się, że jestem zaginioną ukochaną córką cesarza, której on szukał przez piętnaście lat, a teraz odnalazł i mimo łachmanów wprowadził do swego pałacu... Może z wiekiem machniemy na to ręką, bo łatwiej zająć się codziennym życiem, kiedy nie pozwalamy sobie marzyć – że mnie ktoś wybrał, że Kopciuszek to ja.

 

Czyż każdy z nas nie chciałby być kimś wyjątkowym, jedynym, wybranym?

            Może się to kłóci z naszym pojęciem pokory – że raczej ostatnie miejsce, nie wyróżniać się, siedzieć cicho i najlepiej w kącie. Bo jak ktoś się nie wyróżnia, to jest po prostu bezpieczniej.

            Ale istnieje podświadoma tęsknota za byciem ważnym, wyjątkowym, niepowtarzalnym. Dziewczynki marzą o byciu księżniczką, chłopiec bawi się w rycerza, policjanta albo gwiazdę piłkarską, czyli takiego gościa, co zwycięża. I budzi podziw. Zachwyt. Albo nagle okazuje się, że jestem zaginioną ukochaną córką cesarza, której on szukał przez piętnaście lat, a teraz odnalazł i mimo łachmanów wprowadził do swego pałacu... Może z wiekiem machniemy na to ręką, bo łatwiej zająć się codziennym życiem, kiedy nie pozwalamy sobie marzyć – że mnie ktoś wybrał, że Kopciuszek to ja.

            Kiedy przeżywamy rok wiary, nie powinniśmy się ograniczać do wiary w Boga. To trochę mało. Dużo więcej to wierzyć Bogu. Bo to zmienia wszystko. Jak dobrze posłuchamy dzisiejszych czytań, to usłyszymy, że Bóg wierzy w nas. Wcale nie jestem przypadkiem, sierotą ani nieudacznikiem, ale od stworzenia świata jestem przeznaczony na króla. Nie na biednego sługę, takiego małego, co to jak wejdzie do nieba, to stanie za filarem, żeby nie rzucać się w oczy. Sam Bóg chce mnie wprowadzić do swego Królestwa i BYĆ ZE MNIE DUMNYM!!

            Pochwali się mną, moim życiem, przed wszystkimi aniołami i świętymi. Pochwali się tym, jak moje największe słabości, pokusy i grzechy potrafił wykorzystać dla mojego dobra. Tak, jak wykorzystał dla chwały Jezusa Jego kuszenie na pustyni. Pokaże, że zachwyca się tym, czego dokonał we mnie, chociaż ja przez całe życie nie potrafiłem sobie tego uświadomić. I wtedy może wreszcie dotrze do mnie, że nie czekał na mnie przez te wszystkie lata jak na biednego grzesznika, ale jak na syna.

            Bóg jest ze mnie dumny. Mam swoją królewską godność. Posiadam skarby, których nie jestem świadom, jednak wiem, że zobaczę kiedyś, jak wielkich dzieł Bóg dokonywał każdego dnia w moim życiu.

            Na drodze krzyżowej czy w konfesjonale wcale nie chodzi o świadomość małości i grzeszności. Bicie się w piersi nie jest celem samym w sobie – ani w Wielkim Poście, ani potem. Żal za grzechy ma prowadzić dalej, do świadomości, że Bóg już ich nie widzi, że dał za mnie tak wiele – bo jestem dla Niego cenny. Jestem Jego skarbem – i chlubą.

            Nawet w największym upadku jestem Jego cudem.

            W końcu mnie wykupił. Wszystkim, co miał najdroższego.