Co z tym niebem?

posted by: Basia i Romek Rabajczykowie
Poprawiono: 01 grudzień 2012

                      Co będziemy robić w niebie? Dobre pytanie, bo jeśli wybieramy niebo na nasze wieczne mieszkanie, to może warto się do tego jakoś przygotować?

            Są tacy, którzy starają się nauczyć wszystkich tajemnic różańca, prawd wiary, pacierzy, litanii, bo wyobrażają sobie niebo jako ogrooomną katedrę, gdzie cały czas coś się odmawia. Zasadniczo nauka tajemnic różańca szkodliwa nie jest, jednak w niebie różańca nie będzie. Litanii też nie.

 

            Więc może lepiej „modlić się dwa razy”, czyli śpiewać? Chór kościelny, taki ogromny, na głosy i ciągle coś nowego: od Króluj nam, Chryste, przez kolędy? – Bliżej, ale w sumie, gdybyśmy zachęcali kogoś do pójścia do nieba, tłumacząc żarliwie, że jest tam, jak w chórze kościelnym, to chętnych byłoby bardzo mało.

            I o to chodzi. Czy my przez przypadek nie wyobrażamy sobie nieba jako... kary? Jako końca wszystkiego, co przyjemne? Jako miejsca nie do życia? Nierzeczywistego i niepraktycznego? Ciągłe modlitwy i śpiewy chóralne. Przez całą wieczność. A to nieprawda.

            Muzułmanie mają lepiej. Każdy dokładnie wie, jak będzie po śmierci i w jakim towarzystwie będzie się obracał – uczta wśród uroczych kobiet. Nie mieli problemów Wikingowie, umierając z wiarą w wieczną ucztę u Odyna w Walhalli i marząc o niej.

            Więc w co my właściwie wierzymy?

            Jeśli sam Jezus na pytanie o niebo nie udzielił nigdy jasnej odpowiedzi, że jest tak i tak – to może po prostu nie da się tego powiedzieć?

            Wierzymy, że wszystko będzie nowe i dobre. Wierzymy, że w niebie będziemy pełni zachwytu, przy którym obietnice islamu wypadają blado, a nirwana jest żenująca. Wierzymy w spełnienie naszych prawdziwych, najgłębszych pragnień. Pragnień – nie żądz – bo tu chodzi o autentyczne doświadczenie bliskości i czułości. I Bóg przez całe nasze życie, przez więzi rodzinne, małżeńskie, przyjacielskie, chce nas tych relacji uczyć i w nie wprowadzać. Pragnie na naszych ludzkich przykładach nauczyć, czym jest bliskość, tęsknota, oczekiwanie, jedność i miłość. Chce doprowadzić nas do siebie, bo On jest źródłem i ostatecznym celem naszych pragnień. Przypomina nam o tym i dziś – w pierwszą niedzielę Adwentu.

            Dlatego każdego dnia naszego życia naprawdę powinniśmy podnosić głowy i rozradowywać serca, bo oto coraz bliżej jest Ten, na którego czekamy, za którym tęsknimy. Spotkamy Go twarzą w twarz ostatniego dnia i na pewno rozpoznamy, bo nawet nie znając Go do końca, tylko Jego najbardziej pragniemy.

            Bo i On nas pragnie. W końcu przecież stworzył nas na swoje podobieństwo.