Dobre Słowo 17.05.2015 r., VII Niedziela Wielkanocna, Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

posted by: Ksiądz Leszek Starczewski
Poprawiono: 19 maj 2015

Dz 1,1-11; Ps 47,2-3.6-9; Ef 1,17-23; Mt 28,19.20; Mk 16,15-20

Gdzie się tu podziać, czyli obyś się NIE odnalazł w życiu.

Duchu Święty, który docierasz jako jeden, jedyny docierasz do głębi naszych serc, przenikasz nasze zamysły i historie naszego życia, dziękujemy, że nie jesteś daleki, że teraz nie trzeba zrobić siedem kroków do tyłu, bardziej się skupić, czy wytężyć, żebyś mógł działać. Jesteś tu. Pomóż nam doświadczyć tej mocy, która odczytuje historię naszego życia, historię każdej, każdego z nas. I tych, którzy są znudzeni, zmordowani, i tych, którzy cieszą się mimo pogody na zewnątrz – każdej i każdego z nas. Daj łaskę doświadczenia, że Jezus do nas mówi.

Gdyby ktoś miał ochotę na niebo, to jest otwarte. Panie Jezus zstąpił do nieba i otworzył niebo nie tylko dla naszych dusz. Nie pamiętam danych, ale około 60% – czy może mniej – ludzi uważających się za katolików twierdzi, że do nieba idzie tylko dusza. Tak twierdzą. Czyli zupełnie nie tak, jak uczył Jezus, bo – jak słyszeliśmy w modlitwie dziś przed czytaniami – wywyższył naszą naturę i wstąpił do nieba również z ciałem, uwielbionym ciałem. Już nie ma na nim skazy, zmarszczek, czy czegoś podobnego.

Gdyby ktoś miał ochotę na niebo, to już jest otwarte. Gdyby ktoś chciał tam pójść, to nie dojdzie. Jak to: nie dojdzie?! Niedojdą jest, że nie dojdzie? Nie. Nie chodzi o to, że jest niedojdą, tylko o to, że ma tam zostać wzięty. Wzięty do nieba z ciałem i duszą, tak, jak na przykład Maryja została wzięta do nieba. Jakby ktoś sam próbował, o własnych siłach się starał, to nie wejdzie, bo ma być wzięty do nieba.

Jestem w tygodniu na jednej z lekcji. Cudownie jest rozmawiać z młodzieżą, jeśli są otwarci. Nawet jak sprzeciwiają się i prowokują, to oni chcą konkretnej odpowiedzi. Złoszczą się, że się im daje na tacy gotowe odpowiedzi, że to, co oczywiste jest dla starszych, ma być natychmiast oczywiste dla nich. Mają swoją drogę odkrycia pewnych rzeczy i daj Boże, żeby tak było. Podczas jednej lekcji w tym tygodniu ktoś tam mówi, że nie może się odnaleźć w tym życiu. Ja mówię: Życzę ci, żebyś się nie odnalazł w tym życiu. Spojrzał na mnie: Co ten ksiądz gada? Czy ktoś z was wie, że to jest piękne życzenie? – mówię. Ktoś tam zaczął mówić, że nie bardzo. Nie o to chodzi, żeby się odnaleźć w życiu. Nie. Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby nas Pan Jezus odnalazł. I życzę ci, żeby cię Pan Jezus odnalazł w życiu.

To jest bardzo duża różnica, nie tylko w słowach i sformułowaniach, ale w myśleniu, a później w działaniu. Bo jak ktoś myśli, że on sam ma osiągnąć, sam ma się odnaleźć, to znaczy, że nie czyta Pisma Świętego. My sami to się możemy pogubić w życiu. My się gubimy w uczuciach, w cierpliwości, w braku przebaczenia, w złości. W tym się gubimy. Tak, my to potrafimy. Jesteśmy w tym specjalistami, każdy z nas ma już w tej materii habilitację .

Bóg odnajduje człowieka. Po co przyszedł na ziemię? Po co urodził i przyjął ciało z Maryi Dziewicy? No, po co to zrobił? Żeby nam powiedzieć: Słuchajcie, bądźcie dobrzy, postarajcie się, wszystko będzie pięknie? Nie, nie, nie. Nie wystarczy być dobrym. Tak samo jak nie wystarczy chodzić do kościoła i przyjmować sakramenty. Trzeba połączyć jedno z drugim.

Jezus właśnie po to przyszedł. Mówi: Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca(J 16,28). Właśnie po to przyszedł, aby nas odnajdywać, aby wyszukiwać w nas ten potencjał życia, który pochodzi od Boga, czyli życia nie dla siebie, nie rączki tylko do siebie, ale życia do innych i dla innych. Bo wtedy życie ma sens, jeżeli żyje się dla kogoś. Tak, jak w jednej z piosenek śpiewa nasz kielczanin, Andrzej Poniedzielski: Życie było bez sensu, dopóki nie odnalazłem ciebie. Śpiewał do swojej żony. No tak, jak się nie ma dla kogo żyć, to co to za życie.

Więc, Jezus przyszedł, żeby pokazać życie DLA, żeby dać siły do tego, żeby żyć DLA, by nas odnajdywać, by nas motywować do powrotów do Niego. Bo On pokazuje, gdzie jest, po to, by pewnego dnia w czasie tego powrotu, mógł nas zabrać do siebie. Idę do Ojca Mojego i Ojca waszegopo to, żeby przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem(J 14,2-3).

Obiecał, że przyjdzie Mesjasz? Obiecał. Spełniło się? Spełniło się. Mówił Jezus, że będzie głosił Dobrą Nowinę? Zrobił to? Robił, głosił Dobrą Nowinę, uzdrawiał. (…) przeszedłOn– jak mówił św. Piotr – dobrze czyniąc... (Dz 10.38). Zapowiedział Jezus trzykrotnie, że umrze, zostanie odrzucony, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. Stało się? Stało się. Powiedział, że powtórnie przyjdzie po nas i zabierze nas do siebie? Powiedział. Czekamy. To jest kwestia czasu, nie pieniędzy, nie starań. To jest kwestia czasu, kiedy nas zabierze do siebie. No właśnie.

Tak, że jakby ktoś – powtórzmy po raz trzeci – miał ochotę na niebo, to jest otwarte. Problem polega tylko na tym, żeby dać się do Niego prowadzić. W jaki sposób? Patrząc na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala (por.: Hbr 12,2). Ale czym patrzeć? Oczami naszego serca.

Święty Paweł mówił do Efezjan, mówi do Kielczan, do mnie i do ciebie: droga siostro, drogi bracie, Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia (...). Dał. Jest Duch. Przywoływaliśmy Go na początku tego rozważania. (…) w głębszym poznawaniu Jego samego, to znaczy światłe oczy dla waszego serca,by głębiej spoglądać na życie. Nie powierzchownie, nie przez reklamy tylko, przez modę, przez to, żeby jakoś wypaść wśród ludzi, żeby o mnie źle nie powiedzieli, żebym jakoś wyglądała. Nie. Nie. Głębiej. Jak się spogląda głębiej, to się często wchodzi w konflikt. Najczęściej wchodzi się w konflikt z myśleniem świata, z tym, jak świat spogląda.

Mamy dać się prowadzić Jezusowi patrząc światłymi oczami naszego serca. To znaczy: na co patrząc? Na znaki jakie nam daje. Bo On je nam daje. Dzisiaj mówi do swojej Jedenastki, że Tym zaś, którzy uwierzą – czyli będą światłymi oczami serca głębiej patrzeć – te znaki towarzyszyć będą, to znaczy: oni będą wiedzieli, że są prowadzeni, że nie ma przypadków w życiu. Wymieńmy ich kilka: W imię moje złe duchy będą wyrzucać. Ktoś mógłby powiedzieć, że to egzorcyści w imię Jezusa wyrzucają złe duchy, demony. A co, my nie mamy takiej władzy, żeby wyrzucać złe duchy? Duchy przygnębienia, braku przebaczenia, duchy plotek. Czym? Trzeba wziąć Krzyż? Ubrać się jakoś odpowiednio? Nie, uśmiechem, otwarciem na łaskę jaką daje dobry Bóg, dobrym słowem, zauważeniem kogoś, wyjściem do kogoś, a nie zamknięciem się w sobie. Mamy taką władzę. Dziś otrzymaliśmy na tę drogę słowo, którym Jezus prowadzi nas do nieba, chce nas tam wziąć.

Dlatego dziś czytaliśmy zakończenie Ewangelii. Co miało być powiedziane, to zostało powiedziane, bo wszystkie władze, moce jakie miały być udzielone, zostały udzielone. Na każdą chwilę naszego życia, na każdy oddech, Bóg posyła swojego Ducha, posyła swoją mądrość, daje nam pomysły. Pytanie: czy my je widzimy?

Gdybym tak zapytał tu wszystkich o dwie rzeczy... Pierwsze pytanie: Kto w tym tygodniu sięgnął do Pisma Świętego, przeczytał jakiś fragment, czyli zdobywał tę mądrość z Biblii? Drugie pytanie: kto w tym tygodniu rozpoznał znak, jaki dał mu Bóg, rozpoznał, że Bóg mu coś powiedział przez jakieś wydarzenie? Proszę dobrze zrozumieć intencję tego pytania a także to, co w tej chwili spróbujemy wydobyć. To albo Pismo Święte kłamie, że Bóg dał znaki, że dał moc, albo z nami nie do końca jest w porządku – mówiąc dyplomatycznie.

Jakąkolwiek daliśmy odpowiedź, czy czytaliśmy Pismo Święte, czy rozpoznaliśmy znaki, jakie daje Bóg, czy nie rozpoznaliśmy, to jeśli dziś tu jesteśmy, to Pan Bóg w swoim wielkim miłosierdziu zachęca nas do czuwania, do otwartych oczu, do patrzenia oczami serca, do odczytywania znaków jakie nam daje. A jakie to mają być próby odczytywania? Wydarzenia, spotkania, to co robimy, o tyle liczy się w naszym życiu, o ile ukierunkowuje nas na niebo, na pełnię zbawienia. Bo tyle się liczy w naszym życiu. To jest bardzo ważna prawda, którą nam dzisiaj przedstawia słowo Boże: tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły.

Dana mi jest wszelka władza (Mt 28,18), bierzcie tę władzę, głoście tę władzę. No właśnie. Dla ilu z nas ta prawda o niebie jest bardziej rzeczywista i bardziej namacalna, niż nam się wydaje, a dla ilu tak po prostu: ksiądz musi mówić, to mówi, zaraz będzie mówił o Zesłaniu Ducha Świętego, o Bożym Ciele, no mówi to niech sobie mówi. Dla ilu z nas, ta prawda – o niebie, o celu, że nie żyjemy bez sensu, że cokolwiek dzieje się w naszym życiu ma nas prowadzić w stronę nieba – jest dla nas realna, a na ile jest to jak jakaś bajka dla dzieci. Bo gdybyśmy z dziećmi porozmawiali to może by i słuchały, ale dorośli by powiedzieli: oj, dziecko, jakie niebo...? jeszcze pożyjesz, to zobaczysz. Na mamy zamazane oczy serca, że nie widzimy, że po to żyjemy?

Ilu z nas przygotowuje się na powtórne przyjście Chrystusa? Przecież może przyjść za pięć minut. Kto powiedział, że ta Msza Święta będzie dokończona? Kto tak powiedział? Bo się tak nastawiliśmy? Ilu z nas się przygotowuje, to znaczy: żyje nie w napięciu, nie w jakiejś histerii, w jakiejś nerwowości tylko z przekonaniem, że cokolwiek robię, robię przygotowując się do powtórnego przyjścia Chrystusa. Ilu z nas żyje z taką świadomością? Jeśli nie żyjemy, to klapki na oczy. Budzę się rano i co? Boże, znowu trzeba żyć! A może sobie powtarzam, widząc jaki mnie tydzień czeka: byle do piątku. No dobrze, to może by rozszyć i powiedzieć: byle do nieba. Byle tam nas Jezus mógł wprowadzić. A kiedy nas wprowadzi? Kiedy powtórnie przyjdzie, podniesie ramiona i powie: jestem twoim Zbawicielem, zapraszam cię do nieba. Jeśli odczytywałem znaki, brałem moc z miłosierdzia, z przebaczenia, jeśli słuchałem Jego słowa, rozważałem, i żyłem tak jak umiałem, to rzucę Mu się w ramiona. Na nic nie będę patrzył, powiem: Jezu nareszcie przeszedłeś. Cały czas żyłem ze świadomością, że Ty masz po mnie wrócić, bo przecież bez sensu jest żyć inaczej. Jeśli natomiast przez całe życie o coś mi chodziło, do wszystkich miałem pretensje, wszystko mi nie pasowało, to w dzień, w którym Jezus otworzy ramiona i przyjdzie po mnie, dopiero zacznie się jatka: a gdzieś był wtedy? A co ty sobie wyobrażasz, takiś Zbawiciel jest?! Jezus pokaże mi wszystko czarno na białym, ale ja mam swoją wersję: Co Ty mi opowiadasz, ja wiem lepiej. I ramiona, mimo otwarcia, nie zostaną przez nas zagospodarowane. Jeśli źle się nauczyliśmy patrzeć na siebie, a Jezus otwiera ramiona i mówi: chodź do nieba, to nasza reakcja jest taka: ja nie, nie, absolutnie, ja nie, jeszcze muszę to tamto, owamto, ja się nie dostanę, ja się nie nadaję. No, właśnie... .

Na jakim etapie kroczenia w stronę nieba jesteśmy? Na ile jest to dla nas życiowa prawda, a na ile takie jakieś gadanie? Tak życiowa, że budząc się rano, mam świadomość: żyję dla nieba, tam idę, w tamtą stronę, Jezus powtórnie przychodząc zabierze mnie do siebie. Gdyby dziś już przyszedł tu fizycznie, otworzył ramiona, kto się z nas w nie rzuci?

Ksiądz Leszek Starczewski